Wystawowa majówka



To był maj, mniej więcej jakieś 11 lat temu. Chodziłam wtedy do szkoły podstawowej, i już wtedy uwielbiałam psy. Rodzice mojej przyjaciółki zabrali nas na naszą pierwszą w życiu wystawę psów rasowych, która co roku odbywa się w Łodzi w pierwszy weekend maja. 
To było dla nas coś niesamowitego, wszystkie rasy których uczyłyśmy się niemal na pamięć z książek były w jednym miejscu. W rzeczywistości wyglądały jeszcze bardziej okazale, w szczególności molosy, te były chyba najbardziej imponujące. 
My jednak najwięcej czasu spędzałyśmy przy naszych ukochanych retrieverach, zafascynowane labradorami szukałyśmy okazji by je poznać. Od tamtej pory co roku jeździłyśmy na wystawę, dopóki nasze drogi się nie rozeszły.

Minęło 7 lat, nie opuściłam ani jednej wystawy bez względu na pogodę czy moje zdrowie. Zawsze w te dni znajdowałam w sobie siłę by wstać i jechać, nie zniosłabym myśli że to mnie omija. I choć wystawa zwykle jest taka sama – te same stoiska w tych samych miejscach, te same rasy w konkretne dni, to co roku czuję że muszę tam być, choć nie zachwycam się już tak, jak to było za pierwszym razem. 
Ale ta 7 wystawa była zupełnie inna, ja byłam tam w zupełnie innym charakterze, w charakterze wystawcy. Lary był ze mną od lutego, minęło wystarczająco dużo czasu byśmy mogli się zżyć i rasem spróbować swoich sił. Nie ćwiczyliśmy dużo, nie wymagałam od niego wiele, po prostu chciałam spróbować, zobaczyć jak to jest. Nie miałam ambicji, a jedyne co mnie stresowało to to, czy nie pogubię się na ringu. Niby nic trudnego – prezentacja psa, pokazanie go w ruchu i czekanie na opis. O Larego się nie obawiałam, przecież on dla mnie jest idealny.
Startowaliśmy w klasie młodzieży, na szczęście od młodych psów sędziowie nie wymagają tak wiele, i przymykali oko na skaczące, wiercące się szczeniaki które jeszcze nie opanowały dobrych manier. Lary do wyjątków nie należał, skakał na mnie, kładł się, wyciągał patyki zza ringu ale nie mogę powiedzieć że poszło nam fatalnie. 
Poszło nam nad wyraz dobrze, było naprawdę dużo psów w naszej klasie, ok 20stu i byłam pewna że odpadniemy. O dziwo nikt nas z ringu nie wyprosił, Lary dostał piękny opis, ocenę wybitnie obiecującą i zajęliśmy 4 lokatę. Trudno mi było w to uwierzyć, i prawdę mówiąc zastanawiałam się czy dobrze zrozumiałam, czy powinnam tam nadal stać czy opuścić ring. Na szczęście dopingowała nas moja mama, i widząc moje zmieszanie kazała nam stać w miejscu. 
Potem było więcej wystaw, nie tylko w Łodzi, zdobyliśmy nawet jedno srebro i świadomie zrezygnowałam, ponieważ nigdy nie planowałam wielkiej kariery wystawowej mojego psa, ani zrobienia z niego reproduktora choć zdobył wystarczającą ilość ocen. To była dla nas tylko zabawa. Jestem też fatalną handlerką i zazwyczaj winę za niepowodzenie ponosiłam ja. Chyba trudno o gorsze prezentowanie psa ;)

Ostatnie dwa dni spędziłam oczywiście na wystawie, jednego dnia sama, drugiego dnia z Larym. Cudownie jest patrzeć jak mój pies elegancko zachowuje się na wystawach, jak bardzo jest opanowany i przyzwyczajony do tego zgiełku, tłumu psów i rozpraszających zapachów grilla, gofrów i wędzonych smakołyków. I trochę żal, że nie możemy się już pokazać tak dla frajdy, lekkiej rywalizacji. 
Dopingowaliśmy jednak inne labradory, no i Lary nadal pozował do zdjęć, w końcu mimo że nie bryluje na ringu, nadal jest psem rodowodowym i moim zdaniem wyjątkowo urodziwym :)

Jeżeli nie byliście nigdy na łódzkiej międzynarodówce w maju, koniecznie musicie nadrobić zaległości. Jeździłam na wiele wystaw, lecz ta w Łodzi jest w najwspanialszym okresie i ma niewiarygodnie cudowny klimat, doceniany przez wielu wystawców. Po prostu drugiej takiej wystawy w Polsce nie ma, i warto się na nią wybrać by to poczuć.

Nasza 4 lokata

Siostra Larego


O autorce

Fauka
Uwielbiam psy, fotografię i grafikę komputerową... i wspominałam że uwielbiam psy? Mogę o nich mówić i pisać godzinami, i robię to tutaj. Jeżeli chcesz mnie odnaleźć to szukaj w parkach, moim znakiem charakterystycznym jest tłusty labrador i kieszenie wypchane śmierdzącymi smakołykami.

4 komentarze :

  1. Teraz w sobotę wystawiałam moją suczkę po raz pierwszy w klasie baby. Również bałam się tego czy połapię się na ringu, na szczęście sędzia był polski i dałyśmy radę. Na Łódzkich wystawach jestem co roku, a teraz zaczniemy podbijać jeszcze inne miasta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele wystawców bardo chwali Łódź ,porządek panujący na ringu i miła przestrzeń wokół,aż zachęca do wybrania się na taką wystawę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wystawy Psów to super wydarzenie. Jeżeli pies to lubi to nie widzę powodu by tego nie robić! Moja chocolata kiedy tylko widzi, że się pakujemy to już czeka na wyjazd!TO piękne!

    Pozdrawiam z nutką czekolady

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, jeżeli podhodzi się do tego na luzie to dla psa takie wydarzenie to świetna zabawa. Lary każdą podróż samochodem kojarzył z wystawą, więc widząc auto taty nie chciał nawet iść na siku przed podróżą, tylko ładował się do bagażnika. Na ringu spędzał tylko kilkanaście minut, reszta polegała na zabawie z innymi psami, kupowaniu mu słodkości i zabawek, oraz obiadku na świeżym powietrzu :)

      Usuń

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .