Latająca kaka!

Lary jest labradorem, nie da się ukryć :) Dlatego lubię gadżety związane z pierwotnym przeznaczeniem rasy. Długo więc się nie zastanawiałam, gdy dostaliśmy propozycję przetestowania zabawek firmy Hyper Pet. Kaczka musi być!

Kaczka spełnia wyśrubowane wymagania Larego, przede wszystkim jest mięciutka! W środku wypełniona pluszem, z zewnątrz wykonana z mocnego, dosyć śliskiego i brudo-odpornego materiału (czy tworzył ją przypadkiem właściciel labradora? ;))
Dlatego domu spełnia rolę pluszaka ze sznurkiem, Lary ją memła, przytula, śpi na niej. Zabawka nie jest ani zbyt duża, ani za mała, idealnie pasuje do labradorowego pyska.
Ale to nie jest tylko pluszak, ma również inne zastosowania które można wykorzystać na spacerach które sprawiają, że jest bardzo wszechstronna.

Kaczka, jak na kaczkę zresztą przystało pływa! To czyni z niej świetny aport dla retrievera albo psa który po prostu lubi pływać. Jest wykonana z lekkiego materiału odpornego na wodę, w związku z czym nie tonie. To czyni z niej zabawkę idealną zarówno na dwór, jak i na spacery.

Ale to nie wszystko. Najciekawszą a w zasadzie kluczową funkcją jest mechanizm, który pozwala nam wystrzelić kaczkę na nawet 30 metrów! Osobiście idzie mi to fatalnie, i nie udało mi się wystrzelić jej dalej jak na 3 metry, ale nie jestem w tym dobra. Kaczka posiada w środku mocną gumkę, i jednocześnie ciągnąc ją za dziób i trzymając za sznurek umocowany przy jej kuprze możemy wystrzelić ją niczym z procy.

Kolejnym plusem który odkryłam, jest możliwość szarpania się nią z psem. Zabawka jest na tyle wytrzymała, że można w ten sposób ją wykorzystywać pod warunkiem, że to my trzymamy ją za dziób a pies za sznurek. Nie polecam natomiast szarpania się z psem pluszową częścią, naszej kaczuszcze pękł brzuszek i trzeba było ją zszyć.

Zatem zabawka jest jednocześnie:

- procą
- aportem lądowym
- aportem wodnym
- szarpakiem
- pluszakiem


Podsumowując, jeżeli twój pies jest miłośnikiem aportowania, wody i pluszaków. Jednocześnie lubisz go nagradzać szarpaniem się i szukasz zabawki wszechstronnej to kaczka z pewnością spełni twoje oczekiwania. Jeżeli masz na tyle siły i refleksu, zapewne uda ci się uzyskać rekordowe wystrzelenie na 30 metrów. Jeżeli nie, pozostałe zastosowania sprawią że zabawa i tak nie będzie nudna.
Kaczka idealnie wstrzeliła się w wymagania Larego. Ma wszystko to co mój pies kocha najbardziej, może być aportem lądowym, wodnym pluszakiem i szarpakiem. Można z nią zrobić niemal wszystko.
Gdzie możecie ją nabyć w atrakcyjnej cenie? W sklepie na allegro. Jest dostępna również bardziej pluszowa wersja kaczki, oraz inna wersja kolorystyczna tej którą posiadamy.










7 komentarze :

Oh My Lary!

Przez ostatnie tygodnie intensywnie testowaliśmy obroże firmy Oh My Dog. Obroże te są z kilku powodów niezwykłe. Przede wszystkim urzekają samym wykonaniem, ponieważ do ich zrobienia użyto bardzo dobrej jakości materiałów. Po drugie, mamy ogromne możliwości w wyborze wzoru taśmy, koloru taśmy nośnej oraz różnego rodzaju podszycia. Mało tego, możemy wybrać nawet ścieg który będzie ją zdobił.
Ale to nie wszystko, Oh My Dog jako jedyna firma wprowadziła na polski rynek grawerowane klamry. Brzmi praktycznie, prawda? Tak też jest.


Wykonanie i wygląd


Uwagę zwraca dosyć gruba taśma nośna. Przywykłam do zdecydowanie cieńszych, często zszywanych podwójnie. Tutaj tego problemu nie ma, taśma jest naprawdę mocna i daje poczucie bezpieczeństwa, z pewnością się nie zerwie.
Szwy są idealnie równe, jeżeli ktoś jest perfekcjonistą (jak ja) i krzywy ścieg może go mocno irytować, powinien być zadowolony.
W obu obrożach wybrałam podszycie siateczkowe i jestem naprawdę zadowolona. Jest ono miękkie, i sprawia wrażenie jakby pod nim była jakaś gąbeczka. Z pewnością jest to bardzo komfortowe dla psa. Jeżeli nasz czworonożny przyjaciel mocno linieje (jak Lary…) to bez obaw można zamawiać siateczkowe podszycie, sierść  się do niego nie przyczepia i bardzo łatwo ją ściągnąć.
Firma oferuje różne formy zapięć i zacisków obroży.  Ponieważ moim zadaniem było testowanie adresówek, trafiły do mnie obroże klamrowe. Przyznam że trochę boję się korzystać z tego typu zapięć, ponieważ zdarza im się odpiąć albo po prostu pęknąć. Oh MyDog wyszło naprzeciw oczekiwaniom osób które są opiekunami silnych i dużych psów, i ma w ofercie tzw. „bezpieczne zapięcie”. Polega ono na tym, że pod klamrą przebiega taśma z kółeczkiem do zapinania smyczy, dzięki temu nacisk jest położony na nią (trochę jak w obroży pół zaciskowej) a nie na klamrę, i pies nie ma możliwości jej odpiąć czy zerwać. Poniżej wpisu przedstawiłam wygląd tego rozwiązania na zdjęciach.
W ofercie Oh My Dog są również klamry metalowe. W tym wypadku moje wątpliwości dotyczące klamer się rozwiały. Myślę, że na tego typu zapięciu spokojnie możemy prowadzić nawet tygrysa. Klamra jest dosyć ciężka (nie przesadnie, bez obaw) i wygląda bardzo solidnie. By nie ziębiła w szyję psa, jest pod nią podszywana miękka poduszeczka która temu zapobiega.

Obroże są wykonywane z trzech warstw – taśmy żakardowej, taśmy nośnej i podszycia z polarku, siateczki, eko skóry lub satyny. Wyglądają bardzo solidnie i elegancko, są dosyć grube i zrobione są o wiele profesjonalnej niż te, które możemy kupić w stacjonarnych sklepach zoologicznych. Robią naprawdę dobre wrażenie.


Klamry z adresówkami


To bardzo praktyczna nowość na rynku. Adresówki na klamrach są trwalsze od tych tradycyjnych, i nie ma możliwości by pies je szybko zniszczył lub zgubił. Jeżeli drażni was (i waszego psa) dzwonienie przy obroży, to taka klamra zdecydowanie jest dla was!
Samo wykonanie graweru jest bardzo trwałe. Na metalowej klamrze (swoją drogą, bardzo odpornej na zarysowania) jest to tradycyjny grawer, na plastikowej został zastosowany kolorowy grawer który wygląda jak nadruk, choć wcale nim nie jest :). Na  początku trochę mnie zaniepokoił, uznałam bowiem że bardzo łatwo się zniszczy. Nic bardziej mylnego, potraktowałam go paznokciem, potem pilniczkiem, próbowałam zdrapać choć kawałek nadruku – bezskutecznie.
Metalowa klamra wygląda natomiast bardzo elegancko, jest srebrna i połyskująca, grawer na niej nie rzuca się w oczy, a jednak widać że jest.
Co można wygrawerować? Co tylko chcecie. Podstawowe założenie jest takie, że klamra ma spełniać rolę adresówki. Nie mniej jednak może być to tylko imię naszego psa, jakiś cytat czy cokolwiek innego.


Konfigurator


Czyli dużo dobrej zabawy! :) Konfigurator jest hitem na forach o psach. Pobudza naszą kreatywność i pozwala na tworzenie różnych kombinacji. To bardzo fajna opcja, bo często trudno sobie wyobrazić jak dane połączenie w rzeczywistości będzie wyglądać. Konfigurator Oh My Pet jest jedynym takim na polskim rynku, i daje mnóstwo zabawy.
Wybieramy rodzaj sierści psa, szerokość obroży, taśmę nośną, taśmę ozdobną, ścieg oraz podszycie, i w jednej chwili widzimy jak obroża będzie wyglądać. To duże ułatwienie, które pozwala uniknąć rozczarowań.


Wady


Obroże Oh My Dog mają swoje drobne wady. Przede wszystkim muszę je dosyć często regulować, ponieważ pod naciskiem siły Larego często się rozregulowują. Myślę że ten problem nie będzie istniał w wypadku lżejszych psów.
Poza tym są dosyć grube i bardzo ładne, dlatego nie poleciłabym ich do zabaw w błocie i sadzawkach. Mogą dosyć długo schnąć, choć przyznam że dobrze się piorą, nie płowieją i jakościowo zachwycają.
Klamra z bezpiecznym zapięciem z początku może sprawiać wrażenie bardzo sztywnej, grubej i trudnej do zapięcia. Nie mniej jednak z czasem staje się zdecydowanie miększa i się wyrabia.


Jeżeli szukacie prezentu pod choinkę dla swojego psa, kierujcie swoje kroki do Oh My Dog. Szczególnie teraz, gdy mają bardzo atrakcyjną ofertę ze świątecznymi motywami. Z czystym sumieniem mogę polecić produkty tej firmy, jak już napisałam – są solidne, profesjonalnie wykonane i atrakcyjne dla oka.
Na stronie Oh My Dog macie bogatą i cały czas uzupełnianą galerię zadowolonych klientów, jeżeli więc macie jakiekolwiek wątpliwości, zajrzyjcie tam :)












2 komentarze :

Kolczatka czy halter?

Obecnie wiele się mówi na temat szkodliwego wpływu stosowania kolczatki. Trwa niemal krucjata przeciwko temu narzędziu i jego zwolennikom.
Co zabawne, te same osoby sięgają bez wyrzutów sumienia po równie awersyjne narzędzie jakim jest halter, wychodząc z założenia że nadal pracują z psem pozytywnie.
Nie jestem przeciwniczką stosowania tych narzędzi pod warunkiem, że korzysta się z nich rozsądnie i przemyślanie. Istotne jest również rozgraniczenie sytuacji, w których sięga się po każde z nich. Dlatego postanowiłam napisać trochę o pracy z pomocą kolczatki, oraz haltera. Różnica nie jest tak ogromna jak z początku może się to wydawać. Opiera się ona głównie na tym, że praca z kolczatką polega na nagradzaniu i korygowaniu, natomiast z halterem tylko na nagradzaniu. Nie mniej jednak halter sam w sobie jest już awersyjny i o tym przekonacie się w dalszej części wpisu.

Kolczatka

90% lub więcej osób które mam okazję spotykać podczas spacerów łódzkimi ulicami stosują kolczatki nieprawidłowo. Są to przeważnie właściciele psów dużych, ale spotkałam się również z shih tzu i yorkami których szyje zdobiły metalowe kolce.
Zwykle wygląda to mniej więcej w ten sposób – za duża kolczatka wisi na psiej szyi niczym srebrny łańcuszek zdobiący kobiecy obojczyk. Ubrany w nią pies wisi na niej i bez skrępowania ciągnie opiekuna niczym parowóz. Zwykle do kompletu dopięta jest smycz automatyczna.
Dlaczego pies ciągnie? Ano dlatego że psy bywają bardzo odporne na ból, i po pierwszym szoku spowodowanym nową sytuacją szybko się z nią oswajają. Tym oto sposobem pomoc kolczatki się kończy, zostaje ona „spalona” jako narzędzie szkoleniowe a pies po prostu przyzwyczaja się do tego dyskomfortu podczas spacerów.
Spotykam również całkiem absurdalne zastosowania kolczatek. Jednym z nich jest podpięcie do niej flexi. Trudno mi zrozumieć „co autor miał na myśli” tworząc taką „instalacje”, naprawdę! Z jednej strony kolczatka która daje psu sygnał „nie ciągnij bo będzie bolało” a z drugiej strony smycz automatyczna która mówi „ciagnij! Zyskasz przestrzeń tylko pociągnij!”. Pies dostaje kompletnie niejasny sygnał, a że jak już wspomniałam jest dosyć odporny, to szybko decyduje się... ciągnąć.
Drugim „genialnym” pomysłem jest podpięcie psa do zestawu smycz + kolczatka + rower (bywają combo – rower + flexi + kolce). Kto ma choć trochę wyobraźni szybko odpowie sobie na pytanie „dlaczego nie?”. Gwałtowne hamowanie, kamień pod oponą, cokolwiek i leżymy u boku psa z wbitymi w szyję kolcami. Więc jeśli nie panujesz nad psem, nie bierz go na rower, proste.
Skoro już wyjaśniłam jak kolczatki nie używać, przejdę do części o tym jak ją używać albowiem wierzę w pozytywne skutki edukacji. Kolczatka nie musi być zła.

Zatem, jak jej używać?
Przede wszystkim należy mieć na uwadze fakt, że kolczatka jest narzędziem szkoleniowym. Nie substytutem obroży. Dlatego decydując się na zastosowanie jej trzeba dokładnie zaznajomić się z jej prawidłowym używaniem, a najlepiej przedyskutować to z doświadczonym szkoleniowcem (nie mam na myśli pozytywnego oszołoma bez praktyki, ale za to z ukończonym kursem korespondencyjnym).

Krop pierwszy – na początku należy dobrze ocenić swojego psa, i to czy tego typu awersja nie wyrządzi więcej szkody niż pożytku na jego psychice. Dlatego delikatny, emocjonalny i wrażliwy pies nie powinien być prowadzony metodami tak mocno awersyjnymi ponieważ odniesiemy odwrotny efekt. Zamknięty w sobie i przerażony na nasz widok lub kolczatki pies nie nauczy się niczego.
Kolczatka jest dobra dla psów twardych i odpornych psychicznie, pod warunkiem oczywiście że zostały zastosowane inne metody które nie zadziałały. Jestem zdania, że należy zaczynać od najdelikatniejszych sposobów i wybierać te mocno awersyjne dopiero wtedy, gdy wszystkie inne nie zadziałały.
Jeżeli więc inne metody zawiodły mimo wszelkich starań, a pies jest na tyle trudny do opanowania, silny a równocześnie odporny psychicznie, można zacząć zastanawiać się nad kolczatką.

Krok drugi – kolczatki używasz tylko wtedy, kiedy masz zamiar pracować z psem. Dlatego wyskakując na krótki spacer na siku lub kiedy nie masz czasu/ochoty na pracę wybierz samą obrożę lub szelki.
Kolczatkę zakładamy wysoko na psiej szyi, i zapinamy ją tak by nie mogła się zsunąć ale jednocześnie nie wbijała się psu w szyję. Mniej więcej tak -
klik!
Absolutnie nie może wisieć. Można zapinać ją ogniwami lub wybrać model z zapięciem takim jak w obroży.
Nieco niżej, pod kolczatką powinna znajdować się obroża. Daje nam ona razie potrzeby możliwość przepięcia czy złapania psa. Można również dopiąć do niej drugą smycz, i prowadzić na niej psa korzystając z kolczatki tylko w celu zastosowania korekty.

Krok trzeci – czyli praca z kolczatką. Jak ona powinna wyglądać? Moim zdaniem powinna łączyć się ona z pozytywnym wzmocnieniem. Tradycyjne formy szkolenia psa za pomocą przymusu i kar odeszły dawno do lamusa. Łącząc negatywne wygaszenie w postaci kolczatki, z pozytywnym wzmocnieniem uzyskacie całkiem niezłe efekty.
Przewaga ilościowa powinna być po stronie wzmocnienia ponieważ zbyt duży stres podczas szkolenia znacznie spowalnia proces nauki psa. Zatem sowicie nagradzaj każdy moment w którym pies zachowuje się tak jak tego oczekujesz, i staraj się zachować znaczną przewagę nagród nad korektami. Bez odpowiedniej motywacji pies będzie zgaszony i mniej chętny do współpracy. A nie chcemy tego podczas nauki, prawda? :)
Podczas używania kolczatki obowiązuje jedna, bardzo prosta zasada – psu nie wolno na niej ciągnąć, ani przez chwilę. Kolczatka ma robić na nim wrażenie. Dlatego przy każdej próbie pociągnięcia na smyczy stosujemy korektę w postaci krótkiego, dostosowanego do siły i masy psa szarpnięcia. Tym sposobem pies będzie starał się unikać negatywnego bodźca jednocześnie dając nam szansę na nagradzanie.
Korektę powinno się łączyć ze słowem które będzie miało za zadanie w przyszłości przerywać niechciane zachowanie psa bez potrzeby użycia kolczatki. Może być to słowo „nie”, „przestań”, „dosyć” czy jakiekolwiek inne.

Nauka nie powinna trwać wiecznie, jak już wspomniałam kolczatka jest jedynie narzędziem szkoleniowym, nie substytutem obroży. Dlatego po uzyskaniu zadowalających efektów szkoleniowych kolczatka powinna trafić głęboko do szuflady, i zostać zastąpiona przez obrożę. Pozostaje zawsze możliwość korekty obrożą, oraz komendą przerywającą wypracowaną podczas używania kolczatki.


Halter

To prawdziwy wilk w owczej skórze! Często wybierany przez pseudo „pozytywistów” w celu nauki chodzenia psa na smyczy. Co gorsza (o zgrozo!) niektórzy „fachowcy” zalecają korekty przy użyciu tego narzędzia. Nie tędy droga, zanim sięgniesz po halter zastanów się jak i czy w ogóle chcesz go stosować. Podobnie jak kolczatka jest on tylko narzędziem szkoleniowym, nie zamiennikiem obroży. I choć wygląd może nas zmylić, jest on równie awersyjny jak kolczatka.

Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę fakt, że halter może spowodować dużo poważniejsze niż kolczatka kontuzje.
Szarpnięcie czy to nasze, czy psa może spowodować uraz kręgów szyjnych lub w najlepszym wypadku przygryzienie języka (bardzo krwawa sprawa). Na pierwszym spotkaniu z halterem pies może zacząć z nim walczyć czyli wyrywać się, wierzgać, próbować go zdjąć dlatego trzeba zapewnić mu maksimum bezpieczeństwa. Halter jest dla psa dużo trudniejszy do zaakceptowania niż kolczatka, zresztą jak większość przedmiotów zakładanych na pysk. Sprawy również nie ułatwia fakt podpiętej do niego smyczy.
Dlatego uważam że absolutnie nie należy stosować korekt przy użyciu haltera, zwanego również obrożą uzdową.

Zatem jak go stosować?
Należy na początku odpowiedzieć sobie na pytanie, do czego tak naprawdę służy halter.
Jego zadaniem nie jest uczenie psa chodzenia na luźnej smyczy, lecz ułatwienie nam utrzymania go na niej. Nie istnieje zresztą narzędzie które nauczy psa chodzenia na smyczy za nas, to na nas leży ten obowiązek. Te przedmioty mają nam tylko w tym pomóc.

Krok pierwszy - na początku, zanim jeszcze zaczniemy jakąkolwiek pracę, musimy oswoić z nim psa by uniknąć ewentualnych problemów. Nauka jest bardzo podobna do oswajania psa z kagańcem. Budujemy mu pozytywne skojarzenia z halterem z pomocą sowitych nagród w postaci ulubionych przysmaków. Z początku zakładamy go tylko na chwilę, następnie przedłużamy ten moment aż przestanie psu całkowicie przeszkadzać. Następnie dopinamy do niego smycz i również nagradzamy i wydłużamy ten moment.
Gdy już tą część będziecie mieć za sobą, możemy przejść do następnego etapu nauki.
Należy przygotować dwie smycze, lub jedną z dwoma zapięciami po obu końcach. Jeden karabińczyk dopinamy do obroży, drugi do haltera którego jedyne zadanie to ułatwienie utrzymania i opanowania psa.

Krok drugi - dotarliśmy do momentu, w którym można zacząć pracę z psem. Ponieważ halter sam z siebie wyklucza korekty (co nie zmienia faktu że nadal jest narzędziem awersyjnym) co już zdążyłam wyjaśnić na wstępie, należy sięgnąć po pozytywne metody.
Pamiętając, że halter ma za zadanie jedynie pomóc nam opanować siłę psa, przystępujemy do nauki.
W pracy będziecie używać nagród, wielu nagród by budować u psa pozytywne skojarzenia z konkretnymi zachowaniami. Dlatego trzeba mieć pod ręką naprawdę atrakcyjne dla psa smaki które będą dobrą motywacją.
Skupiamy psa na sobie, nagradzamy pożądane zachowania, ignorujemy zachowania niepożądane.
Dobrą metodą jest również zmienianie kierunków i nagradzanie psa za podążanie za nami.
W zasadzie wszelkie wymyślone metody pozytywne mające na celu nauczenie psa chodzenia na luźnej lince są tutaj dozwolone. Sposób „na drzewko” czyli zatrzymywanie się i ruszanie kiedy smycz zostanie poluzowana, wcześniej wymienione zmienianie kierunków, nagradzanie psa za poprawne zachowanie.
Nauka chodzenia na smyczy za pomocą haltera może trwać nieco dłużej, choć to w dużej mierze zależy od psa. Zwykle jednak negatywne bodźce są bardziej zniechęcające niż ich brak, Nie mniej jednak nie każda metoda jest odpowiednia dla każdego psa, dlatego myślę że należy doceniać ich różnorodność.





Oprócz kolczatek i halterów istnieją również inne akcesoria stworzone z myślą o nauce chodzenia na smyczy. Jednym z nich są szelki Easy Walk coraz bardziej popularniejsze w naszym kraju. Wyglądają zachęcająco, nie mniej jednak nie miałam okazji ich używać. Gdy tylko to się zmieni z chęcią podzielę się moimi wrażeniami.






Jestem zwolenniczką teorii, że metodę dobiera się do psa. Uważam, że nie da się każdego psa poprowadzić jedyną słuszną metodą. Świat nie jest czarno-biały, a każdy pies ma niepowtarzalną osobowość.
Miarą skuteczności stosowania wybranej przez nas metody są jej efekty. Jeżeli pies chodzi przez całe życie czy to na kolczatce, czy na halterze to oznacza że coś robimy źle i szkolenie nie przynosi żadnych efektów.
Nie każdy pies jest w stanie znieść dużą presję i korekty, takie techniki mogą wygasić w nim całą chęć do pracy i spowolnić proces uczenia się, a nawet go zahamować. Ale istnieją też psy twarde i niezbyt zainteresowane tym co im oferujemy, i wymagają zgoła innego podejścia. W ich wypadku korekty mogą przynieść lepsze efekty.
Używając przewagi wzmocnień nad korektami uzyskamy naprawdę zadowalające efekty. Myślę, że jest to najbardziej uniwersalna zasada ze wszystkich powstałych. Dotyczy ona tak samo wychowywania psów, jak i dzieci. Przewaga nagród tworzy między człowiekiem i psem więź, buduje zaufanie i motywuje zwierze. Korekty natomiast wysyłają czytelny sygnał, że dane zachowanie nie jest przez nas akceptowane. Psy między sobą też używają korekt, jest to zachowanie najbardziej dla nich czytelne. Oczywiście nie porównuję relacji pies-pies do relacji pies-człowiek, i nie zachęcam do korygowania w typowo psi sposób. Pragnę jedynie zaznaczyć, że u psów silniejsze bodźce są akceptowalne i oczywiste.
Moim zdaniem stosowanie korekt jest zasadne tylko wtedy, kiedy dana czynność jest bezwzględnie ważna i nie powinno dotyczyć szkolenia sportowego.
Bez względu na to, z jakich metod korzystamy i jakie narzędzia wykorzystujemy podczas nauki psa należy robić to w pełni świadomie i przemyślanie. Kolczatka nie musi być zła, równie zły może być źle zastosowany halter i to chciałam w tym wpisie przekazać.

17 komentarze :

A na deser... struś!



Lary jako celebryta ma okazję próbowania przekąsek dosyć... niecodziennych? :) Nie mam pojęcia jak bardzo i czy w ogóle mięso ze strusia jest czymś niecodziennym (dla nas z pewnością), natomiast wiem że dla psów egzotyczne przekąski zdobywają na popularności. Nie mniej jednak chciałabym wam przybliżyć pewien produkt zrobiony właśnie ze strusia i przeznaczony dla czworonogów.

Dzięki uprzejmości sklepu SwissVital Lary miał niewątpliwą przyjemność delektowania się chipsami ze strusia. Czy mu smakowało? Oczywiście że tak, trudno być tutaj jednak obiektywnym skoro mojemu psu smakuje absolutnie wszystko (no prawie).
Myślę jednak że przysmak ze strusia zasmakuje większości psów, a z pewnością tym które lubią żwacze wołowe. Dlaczego? A dlatego że chipsy ze strusia to nic innego jak takie żwacze strusiowe.
Kto kupuje żwacze ten wie co w nich takiego cudownego, otóż zapach. Taak, chipsy wonią równie intensywnie jak te wołowe dlatego są tak bardzo pożądanym przez czworonogi smakołykiem.
Ich niekwestionowaną zaletą jest możliwość łatwego łamania, intensywnie pachnące (śmierdzące? ;)) przekąski są świetną motywacją dla psa podczas nauki i ćwiczeń. Polecam również podawanie ich w całych kawałkach na deser, jest to stosunkowo lekka i smaczna przekąska.
Podawanie żwaczy zapobiega również zjadaniu różnych śmierdzących niespodzianek podczas spacerów oraz wzbogaca florę bakteryjną jelit, wzmacnia psie dziąsła i wspiera oczyszczanie zębów.
Przysmak zapakowany jest w papierowe opakowanie z bardzo praktycznym zamknięciem które na długo pozwoli utrzymać zapach, a nas przed nim ochroni.

Chipsy ze strusia są pozbawione sztucznych barwników i konserwantów, producent czyli SavannaPet gwarantuje również, że produkt jest hypoalergiczny i nadaje się nawet dla psów o delikatnych żołądkach.

Skład:
żołądki suszone strusia południowoafrykańskiego
Analiza składu:
białko 74,91%; surowe, oleje i tłuszcze surowe 7.46%; popiół surowy 3.33%


Wada? Myślę że cena, na dzień dzisiejszy koszt 200g produktu to 26,33zł. Jeżeli jednak wasz pies ma problemy z alergią pokarmową czy brakiem łaknienia, albo po prostu chcecie zafundować mu niecodzienny przysmak to warto szarpnąć się na taki prezent. Lary gwarantuje zadowolenie z przysmaku :)






8 komentarze :

Super obroże Super Doga

Przez ostatnie tygodnie szyję Larego zdobiła super obroża firmy Super Dog. W ofercie sklepu dostrzeżecie głównie obroże Extreme Dogs, dlaczego Extreme? Ano dlatego, że firma sprzedając nam taką obroże obiecuje że będzie wyjątkowo mocna, ponieważ została stworzona z myślą o psach aktywnych u których zwykłe obroże szybko się zużywają i niszczą.
Obroża składa się z mocnej taśmy obszytej odpornym na czynniki zewnętrzne materiałem. Z pewnością dostrzeżecie różnice między materiałami Super Doga a innymi przyglądając się zdjęciu albo najlepiej – biorąc ją do rąk. Produkt wykończony jest mocnymi nićmi kaletniczymi, oraz spawanymi okuciami. A jak się u nas sprawdziła?


Wrażenie ogólne

Gdy rozpakowałam paczkę i wyjęłam obrożę ze ślicznego, ręcznie uszytego woreczka moją pierwszą reakcją było „Wow! Ale okucia!”. Jako opiekunka dużego psa zwracam na to szczególną uwagę, ponieważ wiem że wbrew pozorom zerwanie czy wygięcie kiepskiej jakości okucia dla mojego psa to pestka.
Obroża jest dosyć ciężka (również z racji gabarytów, 4cm szerokości i regulacja 50-60), solidnie wykonana i nie daje mi cienia wątpliwości co do jej wytrzymałości. Zachwyca również soczystą kolorystyką i wzorem.
Od razu ją założyłam i wyszliśmy na spacer :)


Wzornictwo

Super Dog to jedna z tak naprawdę niewielu firm która oferuje typowo psie projekty. Wzornictwo charakteryzuje się soczystymi, pozytywnymi kolorami z dużą nutą poczucia humoru. Oferta przez cały czas jest powiększana. Nie występuje również problem braku dopasowania materiału do szerokości obroży co jest ogromnym atutem ponieważ nie musimy się obawiać jak będzie wyglądała obroża o szerokości przez nas pożądanej.


Wytrzymałość

Lary w jakiś niewyjaśniony sposób bardzo niszczy i zużywa obroże. Większość z nich po krótkim czasie nosi wyraźne ślady zużycia, a niektóre zamieniają się w szmatki. Dlatego choć bardzo lubię obszywane bawełną obroże, to staram się ich unikać bo po krótkim czasie niestety wyglądają źle.
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie nasza obroża Super Dog. Już w pierwszych chwilach w których miałam ją w ręku wiedziałam, że posłuży nam na długo. Z początku była nieco sztywna i półzacisk lekko się zacinał ale już po kilku dniach noszenia obroża się wyprofilowała i obecnie nie pojawiają się już żadne problemy.
Obroża użytkowana była w najintensywniejszym okresie spacerowym bo na pograniczu lata i jesieni kiedy korzystaliśmy jeszcze z ładnej pogody. Przeszła naprawdę ciężki test w wodzie, w błocie, w wysokiej trawie a nawet w krzakach. Przez kilka tygodni nie była prana, była za to poddawana naprawdę wymagającym testom, mocno poszarzała ale nie zniszczyła się.
Okucia ma bardzo solidne, nieco ciężkie przy szerokości 4cm ale psu wielkości Larego absolutnie to nie przeszkadza, mnie też nie. Są również spawane więc bez obaw można obrożę założyć silnemu, ciągnącemu na smyczy psu albo ja wiem... krowie? ;)
Myślę że seria Extreme Dog najbardziej nadaje się dla psów większych ras oraz psów aktywnych, lubiących pływać, taplać się w błocie czy biegać po krzakach. Mocno użytkowana nie niszczy się praktycznie wcale, zużywa się zdecydowanie wolniej niż zwykłe obroże dlatego może pełnić funkcję garderoby na bardziej wymagające spacery.


Wodoodporność

Seria Extreme Dog można uznać za wodoodporną choć na stronie umieszczona jest informacja:

„*Obrożę extreme są uszyte z wodoodponych materiałów, nie przepuszczających i nie chłonących wody, co czyni je odpornymi na deszcz i śnieg.
Obroże extreme nie pozostają jednak suche gdy pies zażyje kąpieli, jednakże schną dużo szybciej niż obroże materiałowe.
Po kąpieli w wodzie morskiej, w miarę możliwości, należy obroże przepłukać, szczególnie elementy metalowe, w celu przedłużenia ich żywotności. Elementy są niklowane, co jednak nie czyni ich niezniszczalnymi.”

Mogę jedynie powiedzieć że w pełni zgadzam się z tą informacją. Z pewnością nie jest to wodoodporność którą zapewniają nam obroże z gumy, nie mniej jednak obroża zdecydowanie szybciej schnie po kąpieli. Podczas spaceru w ciepły, słoneczny dzień obroża była sucha po godzinie, podczas gdy inne nasze obroże (zazwyczaj grubo podszywane) spędzały wisząc w łazience cały dzień.
Nie zauważyłam również by okucia rdzewiały, ale to raczej nie zdarza się nam nigdy.


Czyszczenie

Powiem tyle – baaaardzo przyjemne! Wiecie, zwykle mam stresik piorąc obrożę, być może nie tylko ja. Kupując ładną, często dosyć drogą obrożę liczymy na to że będzie wyglądała dobrze przez długi czas.
Mając Super Dogi nie musicie się tym martwić, obroża jest bardzo łatwa do wyczyszczenia i po wszystkim wygląda jak nowa. Nasza póki co była prana 3 razy i za każdym razem wracała do poprzedniego stanu. Kolory nadal są żywe, materiał nic się nie zmienił i nic się nie sprało/wypłowiało. To naprawdę duży plus, w końcu nazwa zobowiązuje :)
Dlatego nie musicie obawiać się jej nadmiernego używania w naprawdę trudnych warunkach, możecie ją po wszystkim spokojnie wyprać i dalej cieszyć się jej wyglądem.


Podsumowując, jeżeli szukacie obroży mocnej, kolorowej i o zabawnych, komiksowych wzorach to SuperDog z pewnością sprosta waszym oczekiwaniom. Z pewnością sprawdzą się u aktywnych, lubiących się brudzić psów. Mocne, wytrzymałe, łatwe do czyszczenia – zdecydowanie warte swojej ceny. To produkt który zagości u was na długo i z pewnością szybciej wam się znudzi niż zniszczy :)
Oprócz obroży i smyczy znajdziecie tam również zabawne gadżety dla was, a ich oferta cały czas jest poszerzana.







10 komentarze :

5 urodziny Larego!

Dokładnie 5 lat temu Lary przyszedł na świat i podobny był bardziej do oseska niż labradora :)
Czeka nas dzisiaj pieczenie tortu i urodzinowy spacer, myślę że największym prezentem będzie dla niego dzień przerwy w diecie i konsekwentnie go wykorzysta :)

Urodziny powinny być radosnym dniem i robię wszystko by tak było. Choć pojawia się gdzieś głęboko cień smutku ponieważ to już 5 urodziny, Lary dopiero był młody, głupiutki ale czas leci potwornie szybko i nieubłaganie. Ale nie ma co gdybać, póki co jest u nas super. Lary jest zdrowy, pełen energii i radosny w sposób typowo labradorowy.
Cieszy się każdym dniem, każdą drobnostką i jest szalenie bezinteresowny. Od 5 lat obdarowuje świat swoim beztroskim optymizmem i zaraża nim innych. Nie ma drugiej takiej rasy, można mówić że to głupie ale ta prostota szczęścia którą dają labradory jest tak unikalna a zarazem tak potrzebna, że wszyscy powinniśmy się tego od nich uczyć.

Przez te lata Lary przeszedł niewiarygodną przemianę. Z nieco autystycznego i upartego szczeniaka stał się psem kontaktowym i dobrze czytającym emocje innych. Na początku był tak bardzo beztroski i nierozumny, a dzisiaj? Dzisiaj mam wrażenie że rozumie dosłownie wszystko co mówimy i doskonale wie co wokół niego się dzieje. Mamy opracowany swój własny język którym się ze sobą porozumiewamy, rozumiemy swoje najdrobniejsze gesty i nadajemy dosłownie na tych samych falach. Im dłużej ze sobą jesteśmy, tym lepiej nam razem i nasze wspólne życie z roku na rok staje się jeszcze lepsze, choć mam wrażenie że lepiej być nie może.




Pozostaje mi życzyć jemu (i sobie!) wielu kolejnych, tak wspaniałych lat. Lary, jesteś wyjątkowy!


I jeszcze małe ogłoszenie.

W tę niedzielę (15.09.13) w Lesie Łagiewnickim odbędzie się impreza! Wyścigi psich zaprzęgów dla każdego, a to oznacza że bez względu na to kim jesteś, co robisz i jakiej rasy masz psa możesz wziąć udział lub po prostu przyjść i pokibicować innym.
Trasa dla wszystkich liczy sobie długość 4000 metrów. Startując dostajecie bogaty pakiet startowy - elektroniczny pomiar czasu, ciepły posiłek, puchary i nagrody dla najlepszych w klasach. Kusi? Myślę że tak! :)
Tak więc jeżeli macie czas, podstawowy sprzęt (szelki i linkę), zaszczepionego przeciwko wściekliźnie psa i ochotę to koniecznie zajrzyjcie tutaj:

www.zaprzegowe.info

Zgłoszenia wywyłamy tutaj -

6 komentarze :

Jak to jest z tą wagą

Pojawiły się anonimowe głosy na temat wyglądu Larego i jego nadwagi. To bardzo miłe że niektórzy tak bardzo interesują się jego wyglądem i zdrowiem dlatego chciałabym wszystkich uspokoić :) Lary jest zdrowy, ma świetną kondycję i wbrew temu co piszą uszczypliwe anonimki – nie toczył się, nie toczy i nie będzie się toczył.

Zacznę może od przybliżenia tematu obecnej kynologii i jak to moda kreuje wygląd wielu ras. Ci którzy żywiej interesują się psami rasowymi pewnie widzą oczami wyobraźni kwadratowe psy, to prawda!
Jeżeli pies jest krępy, ciężki, toporny oraz ma wielką głowę i krótkie masywne łapy to zrobicie karierę na ringach, niestety.
Obecnie większość ras to przerysowane karykatury tego, czym były kiedyś. Niegdyś użytkowe, atletyczne i zwinne rasy stały się opasłe i wielkie. I gdyby hodowca sprzed pięćdziesięciu czy stu lat zobaczył obecnego labradora złapałby się za głowę i zapytał jak pracować ma ten pies.
Otóż nijak, ogromny procent labradorów wykorzystywanych w hodowli i pokazywanych na wystawach to psy które niemal utraciły popęd łupu natomiast przybrały na wadze. Hodowcy dążą do ideału pięknej, okrągłej beczki wtaczającej się na ring.
I te psy często nie są nawet spasione, one po prostu są hodowane pod kątem takiego a nie innego wyglądu, i zachowując prawidłową wagę a nawet niedowagę zawsze będą wydawały się grube. Oczywiście że są wyjątki, że są piękne, szczupłe, super zbudowane labradory. Ale to nie one rządzą na ringach, to nie one są celem wielu hodowców choć wierzę że są tacy, którzy walczą o labradora myśliwskiego, labradora użytkowego, energicznego i pracującego.
Wystarczy tylko popatrzeć pod jakim kątem rozmnażane są labradory. Naprawdę niewielu hodowców skupia się na charakterze psa, bierze pod uwagę jego popędy czy jego pracę z człowiekiem. Pies ma być po prostu łagodny i przede wszystkim – ładny. To czy jest ładny to kwestia sporna, niestety dla większości ładny labrador to niski, grubokostny, krępy pies.
W ten sposób labrador z psa wymagającego ruchu i zajęcia stał się smutnym psem rodzinno-kanapowym. Hodowcy i właściciele zabijają w nich wszelkie niepożądane w życiu miastowym cechy przez co wiele z tych psów sprawia wrażenie osowiałych i wypranych z energii.

Z drugiej jednak strony przeznaczenie ras się zmienia, psy pracujące są coraz mniej potrzebne. Pojawiły się nowe cele, nowe zajęcia i rasy są do tego dostosowywane. Kiedyś pies był głównie pracownikiem, dzisiaj jest dzieckiem, członkiem rodziny i niektóre cechy są niewskazane.
Retrievery nie są już psami myśliwskimi, choć założę się że są pasjonaci którzy dbają o ich pierwotną naturę. Retrievery teraz są psami rodzinnymi, przewodnikami i psami asystującymi. Ich popędy muszą być wyciszone, ich próg pobudzenia musi być wysoki by uniknąć wielu problemów. Nie ma to jednak niczego wspólnego z wyglądem, moim zdaniem ich obecny wygląd nie jest zdrowy ani ładny. Hodowcy poszli złą drogą. Niestety nie dotyczy to tylko labradorów, dzieje się to u tak wielu ras że nie potrafiłabym wymienić wszystkich. U niektórych dochodzi nawet do podziału na wystawowe i pracujące. To o czymś świadczy, wystawy a użytkowość to obecnie dwie różne drogi. Wystawy oceniają tylko wygląd, nie charakter i predyspozycje psa, dlatego dla wielu osób osiągnięcia wystawowe nie są warte uwagi.

Biorąc Larego kompletnie nie skupiałam się na tym z jakich linii pochodzi, jest labradorem i to mi wtedy wystarczyło. Lary jest psem z linii wystawowych, jest po psach hodowanych jako rodzinne które oprócz bycia jednym z „dzieci” nie miały żadnego innego przeznaczenia.
Lary jest psem mocnej budowy i tak już zostanie. Obecnie waży 38kg, ma do zrzucenia zaledwie 4-5kg (i to tylko dla kontuzjowanej łapy bo jest w górnej granicy wzrostu) i wygląda jak wygląda, gdy schudnie będzie wyglądał podobnie i komentarze na temat jego postury będą pojawiać się nadal. Nie mówiąc już o tym że ma sporo nadprogramowej, luźnej skóry która ani trochę go nie wyszczupla.
Nie jest psem o wyjątkowo dużej nadwadze, nie ma również złej kondycji ponieważ zapewniam mu dużą dawkę ruchu i spacerów. Aportuje, łapie frisbee (skacząc i łapiąc w powietrzu!) i po dwóch godzinach aktywnego spaceru wraca typowym dla psa truchtem do domu by za 10 minut być gotowym znowu do szaleństw.
Nie mam z tego powodu chorych kompleksów, nie będę go na siłę odchudzać by zaczął przypominać charta bo wiązałoby się to z dużym niedożywieniem. Ma być zdrowy i wyglądać tak, jak powinien. Jego sylwetka nigdy nie będzie atletyczna.
Mnie pozostaje tylko stać na straży jego wagi i dyscyplinować rodzinę która wyraża swoją miłość poprzez karmienie go. Wiem jaki jest Lary i w pełni to akceptuję bo jest spełnieniem moich marzeń.

W tym miejscu chciałabym bardzo pochwalić swoją rodzinę która nareszcie zaczęła ze mną współpracować :) Lary chudnie bardzo ładnie w dobrym tempie, weterynarz jest pod wrażeniem podobnie jak ja. Bez pracy zespołowej nie udałoby się go odchudzić. Nasz cel to 34-35 kilogramów. Jest super :)

A gdyby Lary mógł mówić zapewne powiedziałby "zmierz się ze swoją wagą!".

26 komentarze :

Jesteśmy w gazecie!

Doczekaliśmy się uwieńczenia naszej ogromnej sławy i popularności i znaleźliśmy się w gazecie! Tak na poważnie – jakiś czas temu napisała do nas dziennikarka z zapytaniem czy udzieliłabym wywiadu i dała nasze wspólne zdjęcie do gazety. Email oczywiście był w spamie ale gmail nauczył mnie że najlepsze okazje lądują właśnie tam i regularnie sprawdzam wszystkie czeluście skrzynki :)
Fajna sprawa, nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek była w gazecie a możliwość pokazania mojego biszkoptowego szczęścia szerszej publiczności delikatnie mówiąc była kusząca. Jaka dumna matka nie chce pokazać swojego maleństwa?

Tak więc jesteśmy w miesięczniku „Dobre Rady” na stronie 44 – temat miesiąca! Nie zdziwcie się jednak jak przeczytacie że Lary ma na imię Lara i jest suczką. Lary to mimo kastracji prawdziwy dominujący twardziel w typie macho i nic nigdy tego nie zmieni, nawet plotki na jego temat! :)
Teraz pozostaje tylko czekać na artykuły na pudelku i tłumy paparazzi pod naszym domem.
Niemniej jednak jeżeli macie ochotę przeczytać ciekawy artykuł i fajnych psiarzach i kociarzach, i dowiedzieć się jeszcze raz że prowadzę tego bloga i robię zdjęcia (lakjujcie!) to polecam, 1,50zł „dobrych rad” i fajnych przepisów na mielone.

5 komentarze :

Test Kong Squeezz Ball

Jakiś czas temu od sklepu Toys4Dogs.pl otrzymaliśmy KONG Squeezz Ball która przebojem wkradła się na nasze spacery.
Wraz z Larym jesteśmy ekspertami z dziedziny psich piłek, jest to nasz ulubiony przedmiot do zabawy, łatwo ją schować i zabrać ze sobą wszędzie. Nie bez powodu psy i mężczyźni szaleją za piłkami, zapewniają wiele rozrywki :)


Wytrzymałość

Co tu dużo mówić, sama nazwa wskazuje na to że ta piłka po prostu musi być wytrzymała! Nie bez powodu Kong ma tak wspaniałą opinię wśród psiarzy, oni po prostu tworzą mocne zabawki!
Piłka jest jednak wyjątkowa ponieważ piszczy, no może nie tylko z powodu piszczenia bo piszczy ona nawet po przedziurawieniu! Osobiście nie próbowałam jej zepsuć natomiast wierzę w to na słowo.
Testował ją nie tylko Lary ale również jego znajomi i zabawka póki co jest odporna na każde zęby. Mało tego – nie posiada nawet jednej rysy mimo częstego użytkowania.
Wykonana jest ona z mocnej i wytrzymałej gumy na której psie zęby nie pozostawiają rys ani dziur.
Myślę że piłka spokojnie może być przeznaczona dla psa o silnym uścisku, należy jednak pamiętać że najwytrzymalsza zabawka może nie przetrwać niektórych prób i nie jest w 100% niezniszczalna.


Zastosowania

Piłka oczywiście fantastycznie nadaje się na spacery do rzucania w terenie, ładnie się odbija i ucieka psu pobudzając jego potrzebę pogoni. W zasadzie jest to jedna z fajniej odbijających się i toczących się piłek jakie mamy, a trochę ich już się nazbierało.
Jednak nie tylko do zabawy na lądzie Squeezz Ball się nadaje. Zabawka fantastycznie sprawdza się również w wodzie, choć z początku trochę bałam się ryzykować jednak po namowach znajomych którzy chcieli na własne oczy przekonać się czy pływa zaryzykowałam i... miło mnie to zaskoczyło.
Piłka bardzo ładnie pływa, jeżeli często wykorzystujecie piłki jako zabawki do wody wiecie że czasem sprawiają psu problemy. Często unoszą się trochę pod taflą wody przez co trudniej psu ją zlokalizować lub po prostu wyłowić. Zabawka pięknie unosi się na tafli wody i jest łatwym celem dla psa, dla mnie to duża zaleta ponieważ Lary gdy nie widzi aportu potrafi dać nura pod wodę a ja drżę w obawie że się nie wynurzy.
Jedynym problemem może być to, że trochę wody dostaje się do środka piłki. Ja radzę sobie z tym w ten sposób że pod koniec zabawy albo w trakcie jeżeli tej wody trochę do środka się naleje trzęsę piłką i piszczę, zwykle zostają w środku tylko krople które z czasem wyparowują.


Sprężystość

Im wyżej i więcej razy piłka się odbija tym jest atrakcyjniejsza i dla psa i dla właściciela :) Kong Squeezz Ball być może nie jest rekordzistką w tej kwestii ale zdecydowanie lepiej odbija się od większości oferowanych na rynku piłeczek.
W moim prywatnym rankingu piłek które posiadamy jest na drugim miejscu. Wyprzedziła ją tylko nasza różowa rugby która rzucona pod odpowiednim kątem robi super akrobacje.
Piłka konga nie jest wcale daleko w tyle co widać na filmiku w momencie kiedy próbuje ją złapać border collie Floyd. Odbija się ona na dosyć dużą wysokość dzięki czemu pies może próbować złapać ją w powietrzu. Tak, dobrze czytacie – próbować. Piłka jest dosyć śliska i trudna do schwytania dlatego pies musi wypracować sposób albo trochę się natrudzić zanim ją pochwyci. W tym tkwi cała frajda tej piłki, ona po prostu psu ucieka. Lary nie jest zbyt szybki ani zwinny dlatego potrafi gonić ją przez spory kawałek drogi, jednak psom bardziej zwinnym również nie było łatwo.
Piłka najlepiej odbija się na twardych powierzchniach, zresztą – jak każda piłka ale mimo to na trawniku również świetnie sobie radzi. Nie polecam dłuższych zabaw na asfalcie ponieważ źle może to się skończyć dla naszego psa.


Czyszczenie

Jak wspominałam piłka jest dosyć śliska a to oznacza że nie ma trudnych do czyszczenia, chropowatych powierzchni. Zmoczona przez wodę czy psią ślinę robi się trochę lepka przez co przykleja się do niej trawa, zaletą jest jednak to że nie przywiera do niej piasek.
Bardzo łatwo i bez wysiłku czyści się pod bieżącą wodą co jest jej ogromnym plusem. Nie trzeba również robić tego często bo raczej nie obkleja się brudem.


Wady

Wszystko ma swoje wady, ta piłka ma ich jednak mało. Jak już wspomniałam pod wpływem wody czy śliny robi się dosyć śliska co może utrudniać nam jej rzucanie. Znalazłam jednak na to sposób – piłka posiada w środku otwór (przeznaczony np. na przeciągnięcie sznurka) więc wkładam w niego palec wskazujący i w ten sposób rzucam. Unikam dzięki temu śliny na swoich dłoniach. Dosyć trudno psu się również ją wtedy nosi, ale problem pojawia się głównie u psów z lekkim chwytem.
Jest też dosyć twarda i delikatny pies może mieć problem z zapiszczeniem nią, z początku taki problem miał Lary ale już bez problemu korzysta z funkcji piszczenia :)


Zalety

Przede wszystkim piszczałka! Są piszczałki które wręcz zmuszają nas do tego by je zniszczyć, ale nie ta. Piszczałka w tej piłce jest dosyć cicha i przyjemna dla ucha, jak na piszczałkę oczywiście ;)
Oprócz tego jak już wspomniałam zabawka jest wytrzymała, łatwa w czyszczeniu i sprawia psom wiele radości poprzez odbijanie się i uciekanie. Z pewnością jest bardzo atrakcyjnym łupem.
Piłka występuje również w 3 rozmiarach dzięki czemu można dobrać rozmiar dla większości ras.


Oprócz Larego okazję do zabawy piłką miało wiele innych psów, większość jak nie wszystkie była bardzo zadowolona a niektóre nawet nie chciały jej oddać :)
Fanką piłki nie tylko jestem ja ale już niemal każdy kto miał okazję trzymać ją w ręku. Zabawka jest wszechstronna i w zasadzie ma wszystko to, co dobra piłka powinna w sobie mieć. Mało na rynku jest dobrych piłek wyposażonych w piszczałki dlatego bardzo się cieszę że firma Kong wypuściła taki produkt.
Dlatego jeżeli szukacie dobrej, piszczącej piłki dla swojego psa to kierujcie swoje kroki do sklepu Toys4Dogs.pl i nie zastanawiajcie się. W dobrej cenie otrzymujecie zabawkę która posłuży wam na naprawdę długo, ale o wytrzymałości zabawek z tej firmy nie trzeba nikomu mówić.



14 komentarze :

ABC wyprawki: karmy i smakołyki

Jedno z najtrudniejszych zadań jakie stoi przed nami, czym karmić naszego szczeniaka? W sklepach są dziesiątki a może nawet i setki różnych karm. Wiele firm, wiele produktów, kolorowe opakowania a każdy producent zapewnia że to właśnie jego karma jest najbardziej pełnowartościowa. Nie wspominając już o pięknych, zadbanych i uśmiechniętych psach spoglądających na nas z opakowań. Każda karma może wydawać się wtedy wspaniała, ale jak wybrać tą rzeczywiście dobrą? Z pewnością nie po ładnej oprawie czy zachęcających sloganach.


Zaufaj hodowcy

Jeżeli bierzesz psa od dobrego, doświadczonego hodowcy któremu ufasz postaw na karmę którą maluchy dostają w hodowli. Prędzej czy później większość osób znajduje inną, lecz na początku można zaufać hodowcy do czasu, kiedy nie zorientujemy się w temacie.
Często hodowcy dają wraz ze szczeniakiem wyprawkę w której jest karma którą jadły przez cały pobyt w hodowli. Przestawianie szczególnie młodego organizmu na inny pokarm może skończyć się problemami żołądkowymi dlatego należy to robić bardzo stopniowo i powoli, dodając trochę nowej karmy do starej. Na początku pobytu malucha w nowym środowisku powinno się odpuścić mu dodatkowych stresów i dawać to, co już zna i lubi.


Przede wszystkim skład!

Nie zapewnienia producenta, nie ładne opakowanie lecz skład świadczy o dobrej karmie. Warto podkreślić fakt, że często dobrzy producenci mają kilka linii karm różniących się jakością i składem. Niestety zazwyczaj im jest droższa karma, tym lepsza.
Tańsze karmy mają więcej uzupełniaczy typu zboża, kukurydza co nie powinno być podstawowym składnikiem w diecie drapieżnika. Dlatego warto zwracać uwagę co jest napisane z tyłu, bywa że supermarketowe karmy mają tylko 4% mięsa! Przykładem może być bierdonkowa Puffi oraz niemal wszystkie karmy suche i mokre dostępne w Lidlu. Im więcej uzupełniaczy w karmie, tym mniej mięsa a im mniej mięsa tym więcej karmy musi pies zjeść, by zapewnić swojemu organizmowi odpowiednią ilość białka.
Przeciętna karma ma ok 18% mięsa w składzie, lepsza karma ma od 30% w górę choć można podzielić karmy na więcej niż tylko dwie grupy jakościowe. Są również karmy posiadające nawet 80% mięsa choć ich cena również znacznie idzie w górę.
Należy również zwracać uwagę w jaki sposób informacje na temat wykorzystanych składników są zapisane, na przykład mączka mięsno-kostna jest zdecydowanie trudniej przyswajalna niż mięso np. z kurczaka. Jeżeli nasz pies jest alergikiem szczególnie należy uważać na to, jakie mięso jest dodane do karmy bo bywa że do karmy np. z wołowiny dodany jest kurczak na którego wiele psów ma alergię.
Ze składem procentowym karmy również należy uważać, jest ogromna różnica między mięsem suszonym, a mięsem świeżym. Świeże mięso zawiera mnóstwo wody która podczas produkcji karmy wyparowuje, z kilograma mięsa przed przetworzeniem zostaje kilkaset gram mięsa w karmie. Niektórzy producenci podają procent mięsa surowego przed przetworzeniem karmy by skład był bardziej zachęcający.
Czytając skład miecie się na baczności! Zgodnie z wymaganiami UE na pierwszym miejscu w składzie powinien być składnik, którego jest najwięcej. Producenci skutecznie omijają ten zapis rozbijając składniki zbożowe na poszczególne zboża, dzięki czemu mięso zawsze ląduje na górze listy. Jednak po dodaniu wszystkich zbóż wychodzi że to one stanowią główny składnik pokarmu.


Im więcej tym taniej

Kochamy nasze psy lecz nie ma co się oszukiwać, nie wszystkich nas stać na te karmy z górnej półki. Mimo to chcemy zapewnić naszym podopiecznym jak najlepszą karmę, ponieważ odpowiednio żywiony pies cieszy się lepszym zdrowiem i dłuższym życiem.
Dlatego zachęcam przede wszystkim do zakupu karm w sklepach internetowych, mają zwykle dużo niższe ceny niż sklepy stacjonarne. Można również tworzyć własne rankingi cenowe zapisując sobie poszczególne karmy wraz z cenami i adresami pod którymi można je dostać.
W chyba wszystkich sklepach pod ceną za worek karmy jest napisana cena za kilogram tej karmy, zwróćcie na to uwagę a zauważycie, że im większy worek karmy kupujecie, tym mniej płacicie za jej kilogram. Dlatego bardziej opłaca się kupić worek 15 kilogramowy, a nawet zestaw dwóch takich worków ponieważ zapłacimy mniej.


Prawdziwe mięso

Czyli BARF. Podobno najlepsza możliwa dieta dla psa choć wymaga z naszej strony więcej wysiłku niż wsypanie suchych chrupek do miski. Dieta BARF ma coraz więcej zwolenników i naprawdę wiele zalet ponieważ surowe mięso jest dla psa naturalnym pokarmem do którego jego organizm jest przystosowany.
Karmiąc psa tą dietą mamy większą kontrolę, w przypadku alergików jesteśmy w stanie przekonać się na jaki składnik pies ma alergię i wyeliminować go z diety. Wiele psów, w tym Lary uwielbia surowe mięso a posiłek sprawia ogromną przyjemność, ponieważ wymaga od psa żucia.
Ta dieta nie musi być również droga, wielu osobom udaje się zmieścić w przedziale cenowym karm ze średniej półki. Wiele sklepów mięsnych ma podroby w stosunkowo niskich cenach oraz mięso przygotowane dla psów, choć trzeba sprawdzać czy nie jest ono stare oraz co zawiera. Jeżeli mamy możliwość kupna surowego mięsa bezpośrednio z ubojni to jesteśmy w stanie naprawdę sporo zaoszczędzić.
Przed zastosowaniem tej diety należy trochę o niej poczytać ponieważ trzeba odpowiednio zbilansować składniki, w internecie są gotowe jadłospisy oraz kalkulatory które pomagają określić ile należy dawać mięsa dziennie. Dietę należy też uzupełniać w zmiksowane warzywa i owoce, zioła oraz oleje i nabiał. BARFem można z powodzeniem żywić szczenięta.


Smakołyki

Tutaj można zaszaleć i jeżeli pies nie jest wrażliwy na pokarm, to skład nie ma aż tak ogromnego znaczenia (no chyba że planujemy psu dawać ich naprawdę dużo).
Smakołyki mają być przede wszystkim smaczne, pachnące, różnorodne i atrakcyjne dla psa. Wybór jest ogromny, możemy wybierać smakołyki w wielu formach – chrupek, kiełbasek, patyczków, plasterków, nie zapominajmy również o przysmakach które mamy w lodówkach takich jak żółty ser, parówki, szynka.
Ważne by podawać je jako nagrody i nie nadużywać, pełny pies to gorzej zmotywowany pies. Można również znaleźć w internecie przepisy na psie ciastka i zrobić je własnoręcznie, wiemy wtedy z czego są zrobione oraz że są świeże. Dostępnych jest całe mnóstwo przepisów. Jeżeli nie mamy czasu, ochoty i umiejętności, to możemy znaleźć osoby które pieką takowe na zamówienie. Bywa że są pieczone na różne bazarki, a pieniądze przekazywane na szczytne cele.

Na zdjęciach przedstawiające ukochane przez psiarzy KONGI dostrzeżecie ciastka przypominające kształtem zabawki. To nic innego jak KONG STUFF'N czyli ciastka wyprodukowane przez producenta do uzupełniania jego produktów.
Stworzone są z naturalnych składników, przeznaczone dla psów wszystkich ras. Mają smak i aromat koszącej psie nosy wątróbki. Rozmiarem pasują do zabawek KONG więc można śmiało je stosować jako wypełniacz. Są produkowane w rozmiarach:

Small Liver Snacks 198g - pasują do KONG w rozmiarze S,M
Large Liver Snacks 312g - pasują do KONG w rozmiarze M, L, XL

Zalecane dawkowanie do 2-6 ciasteczek dziennie jako dodatek do dobrze zbilansowanej diety.

Skład:

Składniki: mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (wątróbki kurczaka 35%), zboża, oleje i tłuszcze
Analiza: Surowe białka 24%, tłuszcz 9%, błonnik 5%, wilgotność 10%, popiół 3%,
Kalorie: 1g = 2,9 kcal


















Istnieje również wersja KONG STUFF'N dla szczeniąt, o smaku kurczaka z ryżem. Są przystosowane do uzupełniania KONGa Puppy i przeznaczone dla maluchów wszystkich ras. Podobnie jak u tych wymienionych wcześniej, zalecana dawka to 2-6 ciasteczek dziennie. Dostępne są w rozmiarach:

Small Puppy Snacks 198g - pasują do KONG w rozmiarze S
Large Puppy Snacks 312g - pasują do KONG w rozmiarze M, L

Skład:

Składniki: mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (kurczak 13%), zboża (ryż 2%), oleje i tłuszcze
Analiza: Surowe białka 18%, tłuszcz 9%, błonnik 5%, wilgotność 10%, popiół 4%,
Kalorie: 1g = 2,9 kcal




















Jeżeli zastanawiacie się czym uzupełnić swój Kong by był prawdziwym wyzwaniem wypróbujcie pasty dla szczeniaków KONG STUFF'N .
Ma smak kurczaka z ryżem i jest polecana dla szczeniaków od 8 tygodnia życia oraz dla dorosłych psów. Można ją łączyć z innymi smakołykami jak na przykład ciastka by nagroda była jeszcze atrakcyjniejsza.

Skład:

Składniki: mleko i pochodne, oleje i tłuszcze, cukry, pochodne roślinne, mięso i pochodne (4% wątróbki kurczaka), minerały
Analiza: białka 4%, tłuszcz 20%, błonnik 1%, wilgotność 54%, popiół 5%,
Kalorie: 1g = 3 kcal
Zalecna porcja 5g


Smakołyki przeznaczone do Konga otrzymacie w sklepie hubuform.pl . Przypominam również o rabacie na 10% w tym sklepie dla czytelników Zdaniem Psa, ważnym do 15.09.13!
Możecie go wykorzystać na wszystkie produkty nie objęte wcześniej rabatem:

zdPs10

10 komentarze :

ABC wyprawki: rzeczy praktyczne


Oprócz rzeczy oczywistych są również inne, niektóre nawet obowiązkowe w wyprawce czworonoga. Są to zazwyczaj szczegóły, rzeczy drobne o których bardzo łatwo zapomnieć. Ich zakup nie jest tak tym z początku listy, jednak przyjdzie czas kiedy okaże się że trzeba to zrobić. W zasadzie jest to grupa rzeczy, która nigdzie indziej nie pasowała i postanowiłam zrobić dla nich osobny wpis.
Przyjdzie czas kiedy potrzebne będą gadżety takie jak szczotki, woreczki, miski podróżne oraz transportery do bezpiecznego przewozu psa samochodem.


Transporter

Najbezpieczniej przewozić szczeniaka w transporterze, i choć większość ras prawdopodobnie z niego wyrośnie, to na początku naprawdę się przyda. Czasami jedziemy po szczeniaka do innego miasta, na drugi koniec polski a nawet do innego kraju i należy wtedy zadbać o bezpieczny transport. U małych ras jest to inwestycja na lata, u dużych zaś na chwilę dlatego można pożyczyć transporter od znajomego.
Do transportera wkłada się podkłady na wypadek, gdyby maluchowi zachciało się wypróżnić, z pewnością nikt nie chce mieć psich siuśków na tapicerce czy ubraniu :) Chroni też przed wędrówkami po aucie i oczywiście w razie kolizji niejednokrotnie ratuje życie. Pod warunkiem oczywiście że będzie bezpiecznie przypięty pasami do siedzenia.
Jest również bardzo przydatny gdy podróżujemy pociągiem czy PKSem by spełnić wymogi transportowe, oraz nie utrudniać życia pasażerom, którzy mogą mieć inny stosunek do psów niż my. Oczywiście nie jest powiedziane, że przez całą podróż szczeniak musi być szczelnie zamknięty w transporterze, nie wierzę nawet że ktoś by był w stanie uprzeć się rozczulającemu urokowi szczenięcia, nie mniej jednak transporter jest bardzo potrzebny i dużo ułatwia.

Transporterów na rynku jest wiele, dla ras dużych zazwyczaj są to klatki lub duże, plastikowe transportery. Skupię się jednak na tych małych, poręcznych w sam raz na szczeniaka i niewielkiego psa. Mój szczeniak będzie jechał w naszym plastikowym, kocim transporterze natomiast na oku mam fajne, wielofunkcyjne produkty przeznaczone głównie dla ras małych.
Jednymi z nich jest Sleepypod, prawdopodobnie najbezpieczniejszy transporter na świecie. Jest miękki i komfortowy dla psa, ogranicza widoczność co działa uspokajająco na bardziej nerwowe zwierzaki. Ma bezpieczny system zapięcia pasami bezpieczeństwa, jest łatwy w obsłudze, funkcjonalny i designerski. Nylonową górę można z łatwością odpiąć i zamienić transporter na legowisko, które z powodzeniem pies może używać na co dzień, znajomy i używany przedmiot wpływa kojąco na psie stresy spowodowane podróżą. 


Jeżeli jednak okrągły Sleepypod nie przypadł wam do gustu, może zainteresować was Sleepypod Atom czyli wygodna torba do transportu psa. Występuje w kolorze różowym i niebieskim i podobnie jak poprzednik pozytywnie przeszedł testy bezpieczeństwa.
Sleepypod Atom jest przystosowany do mocowania na wyciąganym uchwycie walizki oraz do przypinania pasami samochodowymi. Jest również bardzo wygodny do codziennego użytku i transportowania zwierzęcia.
Torba ma usztywniane dno i boki, dno jest wykończone miękkim pluszem, pokrowiec można zdejmować do prania co ułatwia nam zachowanie higieny transportera. W środku znajduje się smyczka do zapięcia obroży.


















Jeżeli planujecie podróż samolotem, to jedynym atestowanym transporterem służącym do przewozu zwierząt w kabinie pasażerskiej jest Sleepypod Air.
Sleepypod Air daje całkowitą pewność, że zmieści się pod fotelem pasażerskim. Brzegi transportera są składane co pozwala na korzystanie z jak największej możliwej przestrzeni zarówno podczas startu,lądowania a także lotu przez zwierzaka.
Długość transportera wynosi 56cm, natomiast po złożeniu brzegów 41cm.Transporter świetnie się również sprawdza w samochodzie.




Shit happens - just be prepared

Prędzej czy później, a raczej prędzej przyjdzie czas do posprzątania po naszym szczeniaku i to nie będzie jednorazowa przygoda :) Obowiązek sprzątania psich odchodów jest i myślę że to nie jest sprawa wymagająca dyskusji bo dotyczy tak samo nas, jak i innych. Warto wspomnieć również o tym, że policjant lub strażnik miejski ma obowiązek sprawdzić czy podczas spaceru z psem mamy przy sobie woreczki, a przynajmniej jest tak w Łodzi.
Można oczywiście poupychać w kieszeniach zwykłe foliówki ale łatwo o tym zapomnieć, dlatego ja mam przyczepiony do saszetki na smakołyki elegancki zasobnik, a w nim różowe woreczki w psie łapki (mina obserwatorów bezcenna!). Dzięki temu zawsze mam ze sobą zapas foliówek, a zasobnik jest tak ładny że nie zdradza o trzymam w środku i dobrze się prezentuje. Raz nawet musiałam udowadniać policjantom że naprawdę w tym trzymam woreczki na kupy i ich nie wkręcam, bo nie mogli uwierzyć.

Dlatego każda pani szukająca dobrze wyglądającego zasobnika na woreczki powinna skierować swoje kroki do sklepu hubuform.pl i zobaczyć zasobniki Fashion City Go.
Etui w zestawie posiada komplet woreczków do zbierania psich odchodów, jest lakierowane, ozdobione błyszczącą kostką i zapinane na zamek błyskawiczny. Posiada praktyczne metalowe kółko do przypięcia do smyczy. Występuje w 4 kolorach – czarnym, czerwonym, różowym i białym.

Nieco prostszym ale równie ładnym zasobnikiem jest zasobnik City Go, wykonany z plastiku w zestawie z 20stoma torebkami na odchody. Posiada również zapięcie do np. smyczy.
Dostępny jest w kolorze różowym, niebieskim, czerwonym i granatowym. Występuje w dwóch rozmiarach – standardowym i mini dla małych psów.




Szczotki

Zastosujcie się do mojej rady – zacznijcie oswajać swoje szczeniaki ze szczotką możliwie wcześnie, unikniecie dzięki temu problemów z uciekającym przed szczotką i liniejącym psem. Nie każdy pies oczywiście ucieka w popłochu na widok szczotki, ale niewiele psów lubi stać i pozwalać sobie na wyszczotkowanie martwego włosa.
Dużo ułatwi nam przekonanie malucha możliwie wcześnie, że szczotkowanie może być fajne i przyjemne, a czym skorupka za młodu nasiąknie...
Do tego nie potrzebujecie metalowej, twardej i ciężkiej szczotki, na furminator również przyjdzie czas. Pierwsza szczotka powinna być lekka, miękka a najlepiej gumowa.

Z pomocą może przyjść szczotka firmy Kong (a jakże!) stworzona do zarówno szczotkowania, jak i masażu psa. Szczotka rozczesuje psią sierść, czyści ją oraz zapewnia delikatny masaż.
Występuje w kolorze różowym i niebieskim, jest w kształcie pieska. Dzięki dobremu wyprofilowaniu stabilnie trzyma się w dłoni, a producent zapewnia że zdaje egzamin przy różnych rodzajach włosa dzięki długim wypustkom. Szczególnie polecana jest do sierści średniej długości.
Myślę że połączenie masażu szczeniaka z jego czesaniem może pozytywnie wpłynąć na jego podejście do tej czynności w przyszłości.
Pojemniki na wodę

Zdarza się że wybieramy się na długi spacer albo wyruszamy w podróż i zabieramy naszego pupila ze sobą. Szczególnie teraz kiedy na dworze jest ciepło i słonecznie nie można zapominać o zabraniu ze sobą wody dla psa. Na rynku dostępnych jest wiele akcesoriów przeznaczonych do przechowywania psiej wody podczas podróży. Mogą być to składane miski podróżne albo specjalne bidony, które zajmują mniej miejsca w bagażu.

Dobrym rozwiązaniem może okazać się pojemnik na wodę Walky, jest to połączona butelka z miską dzięki czemu oszczędzamy sporo miejsca. Wystarczy otworzyć butelkę i ją ścisnąć w pozycji pionowej, by napełnić miskę wodą. To bardzo przydatny gadżet zarówno na spacery, w podróży jak i na wystawach czy zawodach. Jest w trzech kolorach – niebieskim, czerwonym i różowym.


Jeżeli pies wymaga większej ilości wody, dobrym rozwiązaniem może okazać się silikonowa składana miska. Kupując dwie mamy zestaw na zarówno wodę, jak i jedzenie który zajmuje niewiele miejsca w bagażu. Miski są łatwe do czyszczenia i stosunkowo lekkie, z pewnością o wiele wygodniejsze od tych używanych w domu. Miski są dostępne w czterech kolorach – różowym, niebieskim, pomarańczowym i czerwonym, oraz w dwóch rozmiarach - średnica 13cm-pojemność 350ml i średnica 18cm-pojemność 950ml.


Maty samochodowe

W wypadku, kiedy nie możemy pozwolić sobie na bezpieczną klatkę samochodową warto zainwestować z bezpieczne szelki samochodowe, oraz specjalną matę.
Ma ona wiele zalet, chroni psa przez upadkiem, daje mu większą przestrzeń a co za tym idzie wygodę oraz chroni tapicerkę przed brudnymi łapami i sierścią. Rozwiązanie szczególnie praktyczne dla dużych psów.

Hubuform.pl w ofercie posiada wysokiej jakości matę samochodową wykonaną z codury, najwyższej jakości poliestru. Jest wytrzymała i gruba, odporna na psie pazury oraz wodoodporna co w 100% chroni tapicerkę przed zniszczeniem. Mata została wyposażona od spodu w siatkę która zapobiega jej przesuwaniu się. Montowana jest tak jak wszystkie inne maty, na zagłówkach. Co istotne – mata posiada otwory na zapięcie pasów bezpieczeństwa i szelek dla psa. Warto zwracać na to uwagę, ponieważ sama mata nie chroni psa podczas wypadku. Mocniejsze hamowanie sprawia, że nasz ulubieniec wylatuje przez przednią szybę.


2 komentarze :

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .