Dobranoc


Wczorajszej nocy, o godzinie 3:15 sunia z wypadku którego byłam świadkiem odeszła. Choć wydawało się, że suczka w wypadku nie odniosła poważnych obrażeń, o godzinie 18 jej stan zaczął się pogarszać. Miała obrzęk mózgu który został uszkodzony, oraz niewydolność krążeniowo – oddechową.  Mimo walki weterynarzy o jej życie przez niemal całą noc, nie udało się jej uratować.
Już nie cierpi.

Jestem bardzo rozczarowana, zła i smutna. Wychodząc z kliniki miałam nadzieję że suczka z tego wyjdzie, w poniedziałek trafi do domu tymczasowego gdzie będzie czekać na swojego opiekuna. Jestem zła na tych wszystkich ludzi, którzy wykazali się obojętnością i smutna, że tak cudowne, delikatne i niewinne stworzonko które miało przed sobą jeszcze dużo czasu odeszło za wcześnie.
Mam do siebie absurdalny żal, że zamiast zareagować od razu, stałam i zastanawiałam się czy ona jest sama, czy ci ludzie idący przed nią to jej opiekunowie. Dopiero zareagowałam gdy miałam pewność, że to nie jest ich pies. Że pół minuty przesądziło o jej życiu. Trudno mi z tym teraz żyć.

Mam jednak rzadkie przynajmniej w moim wypadku uczucie, że byłam w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Że żaden „litościwy” kierowca nie zdecydował się jej przejechać by skrócić jej cierpień.
Teraz jestem potrzebna medorowej Ciapci dla której znalazłam cudowny dom, i której muszę zorganizować do niego podróż. Być może spędzi święta w swojej nowej rodzinie, która będzie ją kochać do końca.


5 komentarze :

Ile jest człowieka w człowieku?

Codziennie widzę dowody na bezduszność i ignorancję ludzi poprzez obserwowanie licznych profili przeróżnych fundacji pro zwierzęcych na facebooku. Zdecydowanie rzadziej bywam sama świadkiem takich sytuacji. Kiedy jednak staję oko w oko z problemami z którymi na całym świecie borykają się zwierzęta i ludzie, wyzwala się we mnie ogromna siła napędzana przez złość do ludzi tylko z nazwy.

Kim trzeba być, by potrącić psa i odjechać bez zatrzymania? Czy człowieka bez tak ważnej cechy nazywanej „człowieczeństwem” można nadal nazywać człowiekiem? Czy empatia i współczucie naprawdę są uczuciami które umierają?

Dzisiaj będąc na spacerze z moimi psami byłam świadkiem strasznego zdarzenia. Niewielki piesek w typie yorka biegł przed siebie po chodniku, z początku pomyślałam że goni właściciela, lecz zapaliła mi się czerwona lampka kiedy zaczął biec środkiem jezdni a nikt na to nie zareagował. Szybko odwróciłam się by zapiąć Larego na smycz i w momencie kiedy podawałam ją mojemu chłopakowi by móc pobiec za tym psem usłyszałam „bum!”. Odwróciłam się, pies leżał na środku dwupasmówki, kierowca odjechał, inni kierowcy sprawnie wymijali bezwładne ciałko które przecież żyło.

Ruszyłam co sił w stronę psa, samochody zatrzymały się dopiero gdy wyskoczyłam im przed maski i łaskawie pozwoliły mi zdjąć psa z drogi. Nikt nie wysiadł, nie zaproponował pomocy, o nic nie zapytał, po prostu niecierpliwie czekali aż usunę przeszkodę z drogi.
Pobiegłam z małą na trawnik, chyba nawet na chwilę straciła przytomność ale zaraz ją odzyskała, wyginała się i była bardzo napięta. Położyłam ją delikatnie na trawie. Na całe szczęście okazało się że kobiety z budynku Uniwersytetu Medycznego zobaczyły z okna całe zajście, spytały mnie czy mam samochód i jedna z nich, Paulina o ogromnym sercu ubrała się i wybiegła do nas.
Mój chłopak zabrał Ajsa i Larego do domu co było trudne bo kompletnie nie wiedzieli co się dzieje, a my pojechałyśmy do kliniki weterynaryjnej. Całe szczęście nie było daleko do dobrze wyposażonej kliniki która regularnie pomaga potrzebującym psom.
Suczka, prześliczna ok. 2-3 letnia Yorkshire terierka z początku nie napawała optymizmem, było podejrzenie złamania kręgosłupa. Na szczęście prześwietlenie wykazało żadnych złamań. Była po prostu przerażona i w szoku. Niestety jest też zła informacja, dostała ataku padaczki lecz jest pod troskliwą opieką lekarzy.
Opieki nad nią podjęła się Fundacja Niechciane i Zapomniane która opłaci jej leczenie.

Do wypadku doszło za skrzyżowaniem Zielona – Żeligowskiego w Łodzi po godzinie 15. Suczka prawdopodobnie komuś się zgubiła, nie posiadała obroży ale miała na sobie  ubranko, prawdopodobnie ręcznie uszyte.  Ma ok. 2-3 lata i przepiękne srebrne umaszczenie. Była zadbana i ostrzyżona.  Przebywa w lecznicy przy ulicy Gdańskiej 81 i czeka na swojego opiekuna.


Informacje o suni będą pojawiały się na blogu na bieżąco. Jeżeli ktoś coś wie na jej temat niech skontaktuje się ze mną na maila albo z lecznicą.

7 komentarze :

Modne kolczatki


Gdyby nie to, że jest bardziej popularna w naszym kraju niż obroża, kolczatka lepiej pasowałaby do klimatu sadomasochistycznego sex shopu niż sklepu zoologicznego. Jest jednak inaczej, nie lubimy się wysilać, szukamy szybkich i skutecznych rozwiązań gubiąc gdzieś po drodze humanitarność i miłość. Często bez zastanowienia nad tym jak to działa sięgamy po przyrząd i?... i zaczynamy go używać. Stąd się biorą w tragicznie zabawne kombinacje kolczatka + flexi, kolczatka + yorek.

Idąc ulicą zaczęłam zwracać uwagę na to, w czym wyprowadzone są czworonogi przez swoich opiekunów. Zakładam że Łódź nie rożni się zbytnio od innych miast pod tym względem. Z bólem serca i ogromnym rozczarowaniem stwierdziłam, że prym popularności wiedzie kolczatka, następnie uplasowała się obroża, potem szelki, a na końcu halter (najczęściej sam halter + smycz, bez obroży).
Jaki z tego wniosek? Taki że Polacy mają problem z wychowywaniem swoich psów i szukają łatwych rozwiązań. Nie byłoby to w sumie dziwne gdyby nie fakt, że żyjemy w dobie internetu i zalewu informacji, gdzie nie trudno znaleźć dużo wiedzy na temat wad kolczatki i sposobu radzenia sobie z ciągnącymi na smyczy psami.

Ale do rzeczy, kolczatka zła nie jest, nie można całkowicie przekreślić jej zastosowania albowiem są przypadki kiedy potrafi czynić cuda. W tym miejscu chcę ostudzić emocje entuzjastów, z pewnością używacie jej źle a wasze psy wcale nie należą do przypadków tak drastycznych jakie mam na myśli, a jakie wam się wydaje że są. Przede wszystkim kolczatka nie służy do nauki chodzenia psa na luźnej smyczy, jest na to miliard różnych sposobów wspomaganych nagrodami lub ewentualnie halterem. Kolczatka powstała po to, by opanować silne psy wagi ciężkiej, zatem prowadząc swojego 5-20 kilogramowego psa na kolczatce narażacie się na śmieszność.
Ale to nie koniec, nie służy ona również do codziennego użytku. Pewnie większość z Was korzystając z kolczatki zauważyła, że psy bardzo szybko uodparniają się na ból powodowany jej używaniem, i po pewnym czasie ciągną z podobną siłą, z jaką ciągnęły was na smyczy. Nie da się ukryć, że błyskawiczny efekt chodzenia na luźnej smyczy niestety nie był trwały.


Dlaczego kolczatka jest zła?

  • ·         Doprowadza do agresji – pies ciągnąc na smyczy do innego psa odczuwa ból, nie łączy go jednak z kolczatką czy właścicielem który mu takie piekło zafundował, łączy to z psem do którego ciągnie ponieważ wtedy czuje ból. W efekcie nawet sympatyczny pies zaczyna atakować inne psy uważając, że to one są winne tej sytuacji.

  • ·         Nie rozwiązuje problemu ciągnięcia na smyczy – kolczatka zadaje ból, nie uczy. Kluczem w nauce psa jest pokazanie mu dobrego zachowania, którym zastąpi to niemile przez nas widziane. Kolczatka natomiast tego nie robi, z początku pies unika bólu lecz po pewnym czasie zaczyna się na nią uodparniać.

  • ·         Robi krzywdę – psia skóra ma od 3 do 5 warstw, natomiast nasza może posiadać ich nawet 15. Teraz przyłóż kolczatkę do swojej szyi i dociśnij, mocno. Boli, prawda? Sonię, Reksa czy Maksa boli jeszcze bardziej.

  • ·         Zamienia spacer w piekło – zabierając psa na spacer pewnie chcesz również sprawić mu przyjemność. Ale nawet lekkie pociągnięcie smyczy sprawia ból. To trochę jak wyjście w za ciasnych butach. Nic przyjemnego.

  • ·         Nie wygląda najlepiej – co ładniej wygląda? Kawał żelastwa z kolcami wyglądający jak rekwizyt z popularnego horroru „Piła”, czy elegancka, szeroka obroża? Mamy ogromny wybór pięknych obroży, a ludzie coraz bardziej świadomi, coraz mniej przychylnie patrzą na właścicieli prowadzących swoich podopiecznych w kolczatkach. Może pora na zmianę?


Kiedy kolczatka jest wskazana?

 Kiedy inne metody zawodzą, a doświadczony szkoleniowiec prowadzący twojego psa decyduje  ostateczną decyzję o jej użyciu. Mimo ogólnodostępności kolczatka jest przedmiotem który powinien być używany tylko przez profesjonalistów, i tylko w czasie sesji szkoleniowych. 
Jeżeli pies nie wykazuje chęci współpracy, jest trudny do opanowania i zbyt silny, a liczne dotychczasowe próby zawodzą – wtedy profesjonalista może podjąć próbę o jej użyciu.
Nie we wszystkich szkołach taka decyzja może zapaść, są tzw. „szkoły bez kolców” w których propaguje się tylko i wyłącznie pozytywne metody szkolenia. Kto czyta mojego bloga częściej, ten wie że nie jestem zwolenniczką skrajności, natomiast zdarza się ze w pozytywnych szkołach zapada decyzja o farmakologicznym rozwiązywaniu psich problemów. Ja wybrałabym w takim momencie kolczatkę zamiast psychotropów dla psa.
Nie mniej jednak uważam, że w przypadku silnych i trudnych do opanowania psów lepszym wyborem jest halter.


Halter zamiast kolczatki

Coraz modniejsze jest humanitarne zastępowanie kolczatki halterem. Problemu to jednak nie rozwiązuje, bo o ile halter nie sprawia psu takiego bólu jak kolczatka, jest równie awersyjną metodą.
Problem jest podobny, zakłada się psu przyrząd i?... i w nim już zostaje. Halter również nie nauczy psa chodzenia na luźnej smyczy. W dodatku zazwyczaj jest źle używany.
Przede wszystkim obroża uzdowa nie zastępuje zwykłej obroży, to dodatek. Jeden koniec smyczy powinien być przypięty do obroży, drugi do haltera by móc go awaryjnie użyć. Poza tym powinno się go stosować w okresie pracy z psem nad chodzeniem na luźnej smyczy w celu ułatwienia sobie zadania.
Czemu halter jest lepszy? Pies się na niego nie uodporni, z czasem może trochę mocniej na nim ciągnąć ale nigdy nie w takim stopniu jak na kolczatce. Poza tym mamy kontrolę nad jego pyskiem i każdy psi zryw zakończy się głową odwróconą z bok. Należy jednak uważać i kontrolować psa, ponieważ zbyt silne i raptowne szarpniecie może zrobić mu krzywdę.


Z życia wzięte

Pewnego dnia idąc z moimi psami byłam świadkiem okropnej sytuacji. Pewien starszy mężczyzna szarpał swoją suczkę w typie ogara, miał jej za złe że chce coś powąchać. Przez chwilę obserwowałam sytuację, sunia nawet nie ciągnęła smyczy, po prostu chciała coś powąchać a linka była zbyt krótka, natomiast jej pan był zwykłym frustratem który swoje nerwy postanowił wyładować na niej. Pan do niej coś krzyczał, szarpał za kolczatkę a pies kompletnie nie wiedział jak ma się zachować, widać że psina była bardzo spokojna. Nie wytrzymałam i zwróciłam mężczyźnie uwagę, był oburzony i stwierdził że to nie moja sprawa. Było jednak widać że zrobiło mu się wstyd, tym bardziej że ludzie z przystanku obok zaczęli się mu przyglądać.
Kilka tygodniu później spotkałam znowu tego mężczyznę z psem, tym razem z obrożą na szyi.


14 komentarze :

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .