Urodziny Larego

Lary kończy dzisiaj 4 lata!
Czas leci nieubłaganie szybko, dopiero co spełniło się moje marzenie, dopiero sprzątałam jego gigantyczne kupy z dywanu, a teraz? Teraz jest już dorosłym psem choć do powagi psa dorosłego wiele mu brakuje, i nie sądzę by to się kiedykolwiek zmieniło.
Przeżyliśmy razem mnóstwo cudownych chwil, codziennie dostaję od niego ogromną dawkę miłości na którą z pewnością nie zasługuję, i życzę jemu (a także sobie) by te chwile trwały i nigdy się nie skończyły.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie mając u boku tak cudownego psa, i robię co w mojej mocy by Lary był najszczęśliwszym na świecie psem. Bo ta przyjaźń jest jedyna w swoim rodzaju i nie do zabicia.
To dzięki niemu piszę tego bloga, to dzięki niemu nie boję się psów mimo że zdrowy rozsądek chwilami mówił mi coś innego, to dzięki niemu poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi. Gdyby nie on nie byłabym teraz tu gdzie jestem, w najgorszych chwilach mojego życia żyłam tylko dla niego i jest moim światełkiem trzymającym mnie brzegu. Nie byłabym taka silna bez psa u boku, ale pewnie każdy posiadacz psa wie co czuję, bo pewnie poczuł chociaż raz to samo.

Życzę Ci mój ukochany psie byś żył w zdrowiu jak najdłużej, byś zaliczył wszystkie stawy, jeziora, rzeki i sadzawki, byś zjadał te wszystkie paskudztwa bez uszczerbku na zdrowiu, być rozwalił jeszcze tysiące piłeczek i byś zawsze był po prostu szczęśliwy. Bo prostota uczuć jest najpiękniejszą cechą labradora i za to świat je kocha.













10 komentarze :

Po co mi gaz pieprzowy?

Poranek 25 sierpnia wychodzę z Larym na poranny spacer, słońce przyjemnie świeci, a w saszetce czeka piłka. Trasa taka jak codziennie, przechodzę na drugą stronę ulicy by Lary mógł zaznaczyć krzaczki które zaznacza codziennie by następnie swoje kroki skierować do mini parku gdzie każdego ranka Lary szaleńczo ściga tenisówkę. Niestety tego dnia rutyna została drastycznie przerwana.
Kiedy Lary obsikiwał poniekąd już swoje krzaczki, jakby spod ziemi wyłonił się potężny, najeżony amstaff z wyraźnie niezbyt dobrymi zamiarami. Zaczął bardzo nachalnie narzucać swoją obecność Laremu i próbował sprowadzić go siłą do parteru wydając z siebie warknięcia. Doskonale wiedziałam że nie wróży to niczego dobrego, szybko osłoniłam Larego i zaczęłam krzyczeć do psa z nadzieją że właścicielka której nie było widać na horyzoncie wyłoni się z ukrycia. Moja łydka po owczarku niemieckim który ostatnio swoje zęby omyłkowo zamiast na moim psie zacisnął na mnie się jeszcze nie zagoiła, więc sytuacja z amstaffem była tym bardziej niezbyt komfortowa dla nas obojga.
Ku mojemu przerażeniu napastnik niczego nie robił sobie z mojej obecności i koniecznie chciał dopaść Larego, w dodatku nie miał na sobie obroży. Szybko wycofałam się i przebiegłam na drugą stronę z powrotem do bramy a następnie dzwoniłam domofonem jak szalona by mama otworzyła mi drzwi, po cichu mając nadzieję że ten pies za nami nie przebiegł.
W tym momencie pojawiła się całkowicie wyluzowana i zdziwiona moją reakcją właścicielka, nie odwołała psa tylko po prostu podążała za nim. Pełna zdenerwowania krzyknęłam do mamy by zadzwoniła po straż miejską co następnie uczyniłyśmy razem. Gdy zeszłam by dokończyć przerwany spacer z psem właścicielka niczym olśniona prowadziła psa na smyczy, w kagańcu i oczywiście kolczatce.

Ale to nie koniec tej historii. Kilka dni później wychodząc na wieczorny spacer z psami w towarzystwie mojej mamy jeszcze będąc w bramie dojrzałyśmy ową panią z psem. Nie muszę chyba mówić że sytuacja podobna jak wcześniej, pies biegał bez kagańca, bez obroży. Moja mama jako osoba nerwowa i wygadana wręczyła mi smycz Ajsa i popędziła co sił do pani nieodpowiedzialnej. Wygarnęła jej co myśli o tak skrajnej nieodpowiedzialności, poinformowała że SM wie o całym zajściu i zażądała by ta natychmiast zapięła psa na smycz. Pani nie była tak wygadana i posłusznie wykonała polecenia. Miałyśmy nadzieję że to wystarczy by kobieta zrozumiała że psa należy kontrolować.
Obecnie jest pewien progres, pies biega bez obroży, bez smyczy ale w kagańcu a na nasz widok pani z niechęcią ale łapie psa na pętlę ze smyczy.

Więc po co mi gaz pieprzowy? Do obrony siebie i mojego psa oczywiście. Ostatnio miałam wiele takich sytuacji, ludzie bywają ignorantami i absolutnie nie przejmują się konsekwencjami wynikającymi z pewnych zachowań.
Zakupiłam gaz pieprzowy w żelu za 25 złotych. Jest lepszy od standardowego bo nie jest narażony na podmuchy wiatru i zawsze wyląduje tam, gdzie go kierujemy. Nie zrobi również krzywdy napastnikowi a jedynie go odstraszy.

To strasznie smutne że jestem zmuszona do noszenia tego typu gadżetów przy sobie by czuć się w miarę bezpiecznie podczas spacerów z psem. Niestety zasada ograniczonego zaufania w stosunku do innych psiarzy może uratować zdrowi a nawet życie naszych podopiecznych. Dlatego bądźcie czujni i ostrożni!

15 komentarze :

„Dobry Pies” Jon Katz – recenzja

Dosyć dawno temu bo w grudniu wpadła mi w ręce książka „Dobry pies” Jona Katza, nie przez przypadek bo po spędzonych godzinach na przeszukiwaniu mądrych książek w sieci.

Jak daleko może zaprowadzić miłość do psa? Jak wiele poglądów można zrewidować w imię miłości i przywiązania do zwierzęcia? Z pewnością na te pytania najlepiej odpowiedzieć potrafi autor książki.

Jon Katz to dziennikarz który całe swoje życie wiódł w mieście w towarzystwie dwóch spokojnych labradorów i nie był aktywnym psiarzem, raczej typowym właścicielem psów niezbyt zainteresowanym głębszym ich poznaniem. Wszystko zmieniło się gdy wciągu jednego roku stracił swoje ukochane labradory a jego córka wyprowadziła się z domu. Podjął się wtedy opieki nad Devonem, dorosłym border collie który miał pecha trafić do nieodpowiednich rąk, co później zaowocowało w poważne problemy z jego psychiką.

Mimo licznych problemów takich jak zaganianie autobusów, atakowanie ludzi oraz wybijanie okien Jon odnalazł bratnią duszę w szalonym i zagubionym Devonie. Postanowił zawalczyć o niego.
W ten sposób poznał tajniki pasienia i zaczął zgłębiać psią psychikę by wiedzieć jak postępować z nowym psem. Z przedmieść Nowego Yorku wyprowadził się na farmę i w towarzystwie dwóch osłów, kilku kurczaków, stada owiec i oczywiście Devona zaczął wieść prawdziwie wiejskie życie. A wszystko po to by zapewnić psu najlepsze warunki.

Kto czytał wcześniejsze książki Katza przekona się, jak bardzo autor zmienił podejście do psów i sposób ich pojmowania. Żmudna, trudna i mało postępowa praca nad psem z którym połączyła go ta wyjątkowa nić porozumienia sprawiła, że odkrył całkiem inne, głębokie i duchowe oblicze psa, którego wcześniej nie chciał lub nie potrafił dostrzec. Stał się po części jednym z tych ludzi, których uważał za lekko stukniętych.

„Dobry Pies” nie jest poradnikiem na temat wychowania i szkolenia psów, jest to historia człowieka który walczył o trudnego psa któremu ktoś zrobił nieświadomie krzywdę. To historia border collie który padł ofiarą czyiś wysokich oczekiwań i małej wiedzy.
Można z niej wyciągnąć mnóstwo porad, informacji oraz inspiracji do pracy z psem co sprawia że jest to bardzo wartościowa lektura.

4 komentarze :

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .