Współpraca z Zoohurtowo.pl

Miło mi poinformować, że nawiązaliśmy współpracę z internetowym sklepem zoologicznym Zoohurtowo.pl. Banner sklepu wisi tuż pod zakładkami, serdecznie Was tam zapraszam.


Co znajdziecie na Zoohurtowo.pl


Absolutnie wszystko! Nigdy nie spotkałam się z tak dobrze wyposażonym sklepem, jest tam ogromny wybór smyczy, szelek, obroży, misek, sprzętu do szkolenia i zabawy z psem a nawet zabawki rozwijające inteligencję.
Jeżeli nie możecie czegoś nigdzie znaleźć, to znajdziecie to właśnie tam. Produkty pochodzą od znanych, sprawdzonych producentów którzy na pewno nie są Wam obcy. W najbliższym czasie spodziewajcie się testów, ponieważ ja i moi prywatni testerzy będziemy szczegółowo sprawdzać interesujące produkty i obiektywnie oceniać ich funkcjonalność, wytrzymałość i walory estetyczne.



Ceny


Nie myślcie sobie, ze zachęcałabym Was do zakupów gdzieś, gdzie ceny pochodzą z kosmosu .
Sklep Zoohurtowo.pl ma bardzo konkurencyjne ceny w stosunku do innych sklepów. Porównałam ceny z cenami ze znanych internetowych sklepów zoologicznych i byłam mile zaskoczona. W Zoohurtowo.pl jest o wiele taniej!
Na zakupach tam można zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt złotych, pas do dogtrekkingu „Hands Free” na który poluję już o jakiegoś czasu jest tańszy o 13 złotych. Jest to dla mnie naprawdę miłe zaskoczenie, ponieważ na swoje psy zazwyczaj tracę majątek, pewnie wielu z Was też. Możliwość zaoszczędzenia choć kilkunastu złotych może uratować nasze portfele lub... pozwolić na kupienie kolejnej „absolutnie niezbędnej” rzeczy. Zwykle skłaniam się ku drugiej opcji.
Ale nie musicie mi wierzyć na słowo, przekonajcie się sami :)


Inne zwierzęta


Oprócz psów w moim domu mieszka chomik, królik i dwa koty. Dla nich sklep Zoohurtowo.pl ma również bogatą ofertę o atrakcyjnych cenach.  
Szczególnie interesująca jest dla mnie oferta zabawek dla kota, tylu kolorowych i ciekawych rzeczy nie widziałam, znajdziecie tam popularne marki takie jak PetStages czy Trixie. Bardzo ciekawe są również zabawki firmy CatIt której nie znałam.



   Zapraszam Was do regularnego zaglądania na bloga. Czekają na Was spore niespodzianki które wraz ze sklepem ZooHurtowo przygotowujemy. Jestem pewna że będziecie zachwyceni!  
Dla zapominalskich proponuję polubienie nas na Facebooku, będę tam Was na bieżąco informować.
Oj będzie się działo tej wiosny! Mam nadzieję że jesteście zwarci i gotowi.

4 komentarze :

O smyczy automatycznej Flexi

Mieszkam w centrum miasta, by pies mógł swobodnie pobiegać muszę iść kawałek drogi do pobliskiego parku, co zazwyczaj zajmuje dużo czasu, lub trafić na dobry moment kiedy duży skwer jest możliwie pusty (tu należy czekać na cud). Czasami nie mam czasu biec do parku, skwer pęka w szwach od ludzi i psów, a 2 metrowa smycz w moim odczuciu jest zbyt krótka by pies mógł swobodnie powąchać i pospacerować po trawinkach.
Na odsiecz przybyła do mnie Flexi, ale nie od niej się zaczęło.

Pierwsza smycz automatyczna


Kupiłam ją w osiedlowym sklepie zoologicznym, była to smycz przeznaczona dla psów do 20 kg, kupiłam ją dla Ajsa. Nie pamiętam już jakiej była firmy, wiem że producent był polski. Smycz była z cienkiej acz mocnej liny, zwijała się do pewnego momentu.
Niestety jej wadą było to, że mechanizm cały czas się blokował, średnio raz na dwa miesiące musiała zostać oddana do naprawy. W pewnym momencie miałam już dosyć, smycz poszła do kosza.
Drugą smycz automatyczną zakupiłam kilka miesięcy temu dla Larego. Kupiłam ją w Biedronce, nie liczyłam na to że będzie super mocna, raczej szukałam czegoś taniego co pozwoli mi sprawdzić jak będzie mi się na niej prowadziło dużego psa. Okazało się że to był super pomysł, Lary radośnie wykorzystywał całe 7 metrów, węszył gdzie chciał a ja od czasu do czasu mogłam sobie odpuścić wycieczkę do parku czy na stadion. Smycz była bardzo ładna, kolorowa, w miarę lekka. Niestety taśma była bardzo cienka, podmuchy wiatru sprawiały że się rozwijała, wpadała w kałuże, plątała się, czasami blokowała mechanizm. Pewnego dnia po prostu się popruła, podzieliła los poprzedniczki – wylądowała w koszu.



Nasza pierwsza Flexi


Zachęcona wygodą i radością psiej „kontrolowanej wolności” postanowiłam wreszcie zainwestować w dobry sprzęt. Smycze automatyczne Flexi cieszą się nienaganną opinią, to solidna niemiecka robota i ponoć zakup na lata.
Firma stawia przed klientem szeroki wybór – możemy przebierać między najrozmaitszymi kolorami a nawet wzorami i kształtami, do tego dochodzą różne długości taśmy (lub linki) oraz oczywiście przeznaczenie wagowe.
Ja wybrałam Flexi Maxi w kolorze czarnym dla psów o masie do 50 kg. Flexi Maxi to smycz o długości do 8 metrów, najdłuższa z możliwych, wybrałam czarny kolor ponieważ będzie pasował nam do wszystkich obroży oraz mniej będzie na niej widać zabrudzenia :)
Smycz kosztowała mnie całe 55 zł, (65 z wysyłką). Kupiłam ją na allegro bo jestem zdania, że tam można ją dostać najtaniej. Na ceny trzeba uważać, ponieważ są bardzo zróżnicowane. W popularnej sieci sklepów zoologicznych ta sama smycz kosztowała 150 zł (!).

Zaraz gdy smycz do mnie dotarła, rzuciła mi się w oczy dokładna instrukcja obsługi wraz z czytelnymi obrazkami. Dowiadujemy się z niej jak poprawnie używać blokady oraz hamulca, że rysy oraz przetarcia mogą przyczynić się do złamania karabińczyka oraz że tej smyczy nie powinny używać dzieci. Do smyczy jest dodana również pętla zabezpieczająca, leży w pudełku, nie bardzo wiem po co mi ona , ktoś wie?

Użytkowanie Flexi okazało się czystą przyjemnością, taśma jest mocna (podobnie jak karabińczyk) i dobrze napięta, zwija się bez problemu, mechanizm się nie blokuje. Wszystko dzięki prostemu zastosowaniu, przy samym wejściu smyczy do mechanizmu jest taka mała kuleczka, która nie pozwala taśmie się zwijać. Blokowanie smyczy jest bardzo intuicyjne, wystarczy nacisnąć hamulec i delikatnie przesunąć kciuk do przodu. Sama konstrukcja smyczy wydaje się być bardzo mocna i stabilna.



Wady


Wszystko ma swoje wady, ale niektóre rzeczy mają ich zdecydowanie mniej niż inne. Niewielką wadą tej smyczy jest jej wielkość, nie ma co się dziwić – jest to 8 metrów smyczy dla dużego psa. W dodatku smycz jest dość ciężka, może to męczyć na spacerze. Ale te wady mogą być zaletą, taka smycz może sprawować się doskonale w funkcji obronnej ;) Smycz też w moim odczuciu jest zbyt napięta, mogłaby być jednak trochę luźniejsza.
W zasadzie to wszystkie wady jakie do tej pory wyłapałam.



Dla jakich psów nie nadaje się Flexi


  • dla szczeniąt, jest to smycz która świetnie nauczy malucha jak ciągnąć właściciela
  • dla psów ciągnących na smyczy, umocni je tylko w przekonaniu że ciągnięcie się opłaca
  • dla psów bardzo strachliwych, nasz refleks może nas zawieść i pies razem z długą linką wyląduje pod kołami samochodu
  • dla psów z agresją smyczową, linka jest przez cały czas napięta i nie działa dobrze na relacje psio-psie
  • dla psów, których właściciele nie mają wyobraźni a pies wraz ze smyczą pięknie wplątuje się w nogi przechodniów czy rowerzystów

Jeżeli Twój pies (i Ty) nie macie problemów z żadnym z tych podpunktów, możecie śmiało zainwestować we Flexi :)

Podsumowując, smycze Flexi to bardzo solidna, i dobrze wykonana smycz o legendarnej niemieckiej jakości. Jeżeli smycz automatczna, to tylko Flexi. Pamiętajcie że wszystko jest dla ludzi pod warunkiem, że podczas użytkowania zachowa się zdrowy rozsądek.




14 komentarze :

Teledyski z psami

Jako że dzisiaj jest niedziela, postanowiłam umilić ją Wam przyjemnym i lekkim tematem - psie teledyski! 

Bawcie się dobrze :)






























I na koniec komercyjnie:


 

2 komentarze :

Wiosna, czujecie to?

Zima pod koniec ostro dała nam w kość, było mroźno, ślisko i nieprzyjemnie. Nie wiem jak u Was, ale u mnie wtedy spacery były przykrym obowiązkiem, również dla moich psów.

     Wiosna ruszyła pełną parą, jednego dnia było jeszcze zimno, następnego musiałam zdjąć kurtkę bo było mi zbyt ciepło. Jestem typem człowieka, który nie cierpi temperatury poniżej 10 stopni, i powyżej 20 dlatego korzystam z tego, póki jest idealnie.
Obecne temperatury są idealne na długie spacery, i treningi z psami. Póki nie jest jeszcze zbyt ciepło.

Długodystansowe spacery pokonujemy średnio co drugi dzień, jest to zazwyczaj ok 10 km a w tym atrakcje takie jak łapanie frisbee, pływanie czy maniakalne uganianie się za tenisówką. Tak, Lary ma świra na punkcie tenisówki, teraz pracuję nad tym, by mógł za nią wykonywać polecenia ale skupienie się na nich jest dla niego piekielnie trudne, kiedy widzi w moich rękach piłkę.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie skorzystała z pogody i odpowiedniej temperatury, i nie wyciągnęła ze strychu roweru. I tak już pierwsze zakwasy za nami. Zaczęliśmy od skromnych 2,5 km, na dzisiaj mamy plany na 6,5 km do przebycia. Historia naszej wspólnej miłości do roweru i do bikejoringu to materiał na osobną notkę, która niebawem się pojawi :)

     Zaczęliśmy również treningi frisbee, ja się uczę rzucać, Lary uczy się odrywać zad od ziemi, czasem mu się udaje. Wiem że mistrzem frisbee nie będzie, ale zawsze cieszę się jak głupia i klaszczę w ręce kiedy podskoczy i złapie dysk. Dodam, że Lary jest prawdopodobnie jedynym psem na świecie, który łapie frisbee łapami – poważnie! Wczoraj próbowałam nagrać jak to robi, ale się nie udało, ale obiecuję że nagram to i pokażę.  


      Jednak największą atrakcją jaką mogę zafundować psu każdej wiosny jest pływanie. Dla każdego (albo przynajmniej większości) labradora woda to największa pasja i wariactwo. Lary kiedy wie, że w okolicy jest jakiś stawik siłą próbuje mnie tam zaciągnąć, nie ma możliwości by wybrać inną drogę. Najpiękniejsze w tym wszystkim są jego skoki do wody, radosne pluskanie się i nurkowanie. Nie potrzebuje powodu by wskakiwać do wody, po prostu to robi i już, chociaż stojąc już w wodzie zawsze patrzy na mnie wymownie, żąda rzucenia mu piłki.

     Bardzo chciałabym tego lata spróbować swoich sił w dogtrekkingu, nie wątpię w to, że Lary sobie poradzi, zastanawiam się czy ja dałabym radę. Uwielbiam spacerować, mogę robić to przez całe dnie i się nie zmęczyć. Niebawem mam urodziny, być może uprząż to coś, co sobie z tej okazji sprawię i odwiedzę las Łagiewnicki.  

A Wy? Co robicie ze swoimi psami?

9 komentarze :

Pies dla dziecka

Dawno, dawno temu (albo wcale nie aż tak dawno) kiedy byłam jeszcze uczennicą podstawówki większość z dzieci chciała mieć psa, również ja. Miałam psa, była to pudlica o imieniu Najka. Niestety Najka była dwa lata starsza ode mnie, i kiedy ja dopiero zaczynałam być świadomym człowiekiem, ona się starzała i nie miała tyle sił na zabawy i wycieczki co młody pies, w dodatku była psem mojej mamy. Porozumienie nawiązałyśmy później, ale nie o tym jest dzisiejszy wpis.

   Chęć posiadania psa lub też innego zwierzątka (ale głównie psa) od lat się nie zmienia. Prawie każde dziecko chce mieć najlepszego przyjaciela człowieka i wierci rodzicom dziurę w brzuchu, by zgodzili się na psa. Dla dziecka wydaje się to być wspaniałą przygodą i czystą przyjemnością, rodzice zazwyczaj widzą brudny obowiązek. Niestety cała reszta się zmienia.

    Za moich czasów (wiem, fatalnie to brzmi) chciało się po prostu psa, jakiegokolwiek. Nie ważne czy to był dorosły pies czy też szczeniak, jak wyglądał i jakiej był płci. Każdy napotkany na ulicy bezpański pies był idealnym kandydatem na naszego psa, i chcieliśmy dać mu dom.
Co prawda ja już wtedy interesowałam się psami, wraz z moją przyjaciółką znałyśmy książkę „Rasy psów” na pamięć i obie byłyśmy wierne labradorom, ale mimo wszystko bardzo chciałyśmy jakiegokolwiek psa. Wśród dzieci rzadkością był pies rasowy, rodzice gdy się zgadzali na psa decydowali się na zwykłego kundla. Wspomnienia pierwszych, własnych kundli ma prawie każdy człowiek – moja mama, moja babcia, mój wujek i pewnie wiele innych ludzi. Wierny kundel towarzyszący naszym włóczęgom i przygodom. Ja również mam takiego kundla, jest nim Ajs.

    Teraz sytuacja nieco się zmieniła, na gorsze. Wśród dzieci nie widuję już kundli. Wszystkie dzieci w mojej okolicy biegają z rasowymi (oczywiście z pseudohodowli) pieskami takimi jak york, shih tzu , labrador, owczarek niemiecki. Wśród dzieciaków panuje moda na rasowe psy, i już pospolity kundel nie jest w stanie sprostać ich wymaganiom. Nie wiem czy jest to kwestia wychowania, samej mody czy poprzeczki którą cały czas podnoszą dzieci odnośnie swoich wymagań.  
Jedno jest pewne – rodzice mają na to wpływ.

    Tu apel z mojej strony – drodzy rodzice, pokażcie dzieciom że rasa psa tak naprawdę nie ma znaczenia, że pies nie jest modnym gadżetem lecz żywą istotą, i że bez względu na rasę czy jej brak będzie tak samo wspaniałym towarzyszem.
Pokażcie swoim dzieciom, czym są schroniska dla zwierząt, dlaczego tam należy kierować swoje kroki po przyjaciela, i dlaczego należy się im pomoc. Budujcie w swoich pociechach świadomość, empatię i potrzebę niesienia pomocy. Nie wychowujcie kolejnych egoistów, uświadomcie im że pies to nie kolejny modny gadżet, a żywa, czująca istota, przyjaciel i obowiązek za który jesteśmy odpowiedzialni. Musicie zadbać o to, by wasze dzieci gdy dorosną były odpowiedzialnymi i wrażliwymi ludźmi, którzy zwierzęta traktują jak równych sobie, nie jak przedmioty. Wszystko w Waszych rękach, to od Was zależy jakich ludzi wychowacie, od Was zależy jaki będzie świat wraz z następnym pokoleniem, za które Wy jesteście odpowiedzialni.


    Kwestia edukacji pod względem niesienia pomocy czy to innym ludziom, czy zwierzętom tak naprawdę leży. Nie znam rodzica który zabrałby swoje dziecko do schroniska dla zwierząt czy hospicjum, by budować w dziecku świadomość że inni mają gorzej, i my będąc w lepszej sytuacji możemy choć trochę ułatwić im życie. Stawiamy na edukację dzieci, na ich rozwój intelektualny, na to by w przyszłości potrafiły zarobić na siebie pieniądze, ale pomijamy rozwój empatii i wrażliwości. Niestety bez tych ostatnich cech człowiek jest w pewien sposób upośledzony, ponieważ na intelekt nie składa się tylko i wyłącznie wiedza i umiejętności, ale również wrażliwość i empatia.
Warto by dzieci były świadome tego, czego na co dzień nie widzą.

7 komentarze :

Wychowuję nie tresuję – kampania czy marketing?

W maju ubiegłego roku ruszyła kampania społeczna Wychowuję Nie Tresuję, założenia takiej działalności były szczytne i godne pochwały. Akcja miała zbadać najczęstsze problemy Polaków z psami poprzez największe społeczne badanie, jak i również edukować dzieci i dorosłych w kwestii postępowania z psami. Godne pochwały prawda? Rzeczywistość okazała się jednak nieco inna, trzeba zejść na ziemię.

       Będę się czepiać, zacznę od samej nazwy akcji, od różnicy między wychowaniem a tresowaniem, i dlaczego tresura nie jest niczym negatywnym.  
Wychowanie może być dobre, może być również złe, polega ono na nauczeniu w tym wypadku psa określonych zachowań będących poprawnych w adekwatnej do nich sytuacji. Dobrze wychowany pies nie ciągnie na smyczy, nie szczeka w uciążliwy sposób, nie skacze na gości. Wszystkie poprawne zachowania wymagają wychowania dzięki czemu zwierze może uniknąć nieprzyjemności powstałych wskutek złych zachowań. Psa wychowujemy (a przynajmniej powinniśmy) od pierwszych chwil w domu, ustalamy określone zasady które w przyszłości zaowocują przyjemnym wspólnym życiem.
Tresura kojarzy nam się z czymś złym, nie wiem jak Wam ale mnie na słowo tresura przed oczami pojawiają się umęczone tygrysy w cyrku i człowiek w śmiesznym kostiumie i z przerażającym batem. Ale tresura nie musi wcale tak wyglądać, ba – żyjemy w 21 wieku, w naszych czasach poglądy na tresurę zostały radykalnie zmienione i już coraz mniej ludzi uważa, że zwierzęciu należy się pokazanie kto tu rządzi, i wymuszenie na nim odpowiednich zachowań poprzez wywołanie stresu i bicie. Tresura różni się od wychowania tym, że nie służy nauczeniu zwierzęcia podstawowych zasad życia w naszym świecie, lecz służy nauczeniu zwierzęcia pożądanych przez nas zachowań typu komendy i sztuczki. Obecnie słowo tresura zastępuje się słowem „szkolenie” czy też „wyszkolenie” ze względu właśnie na nieprzyjemne skojarzenia. Jednak tresura nie oznacza wymuszania czegoś na zwierzęciu, sposób w jaki przebiegać będzie tresura zależy jedynie od nas. Zatem w samej nazwie kampanii jest pewna nieścisłość.

       Następnym problemem tej akcji jest podejście do samej istoty szkolenia. Są trzy główne techniki które stosuje się w szkoleniu – tradycyjna, pozytywna i „pośrednia”.

Metoda tradycyjna jest już coraz rzadziej stosowana, polega na wymuszaniu od psa zachowań i karaniu go za ich niewykonanie. Nagrody w niej występują rzadko bądź wcale. Wywołuje to u psów ogromny stres, hamuje szybki rozwój, występuje zerowa chęć współpracy ze strony psa, pies poddaje się woli człowieka jedynie ze strachu. W metodzie tradycyjnej stosowane są kolczatki, dławiki i obroże elektryczne.

Metoda pozytywna jest zupełnym przeciwieństwem metody tradycyjnej. Polega na nakłanianiu psa do wykonania danej czynności, naprowadzaniu na nią psa przy pomocy nagród i klikera. Wszystkie pozytywne reakcje są nagradzanie, złe zachowania są ignorowane i zamieniane w dobre zachowania. W szkoleniu pozytywnym stosuje się szelki lub obroże, wyżej wymienione akcesoria są niedopuszczalne.

Metoda „pośrednia” to moja ulubiona technika szkolenia psów, mimo że pracuję również metodą tylko pozytywną. Polega ona na stosowaniu zarówno kar jak i nagród w szkoleniu psa, gdzie kary są zdecydowanie rzadziej stosowane niż nagrody. Karanie psa sprowadza się do stanowczego i groźnego powiedzenia np. „nie” bądź krzyknięcia, oraz ewentualnego szarpnięcia smyczą. Niedopuszczalne jest jakiekolwiek bicie psa. Nie wymaga się na zwierzęciu rzeczy, których w pełni nie opanował w związku z czym nie można karać psa za nie wykonanie komendy której uczy się od niedawna. Natomiast jeżeli pies w trakcie sesji szkoleniowej, kiedy już w pełni wie że nie może tak po prostu sobie odejść – odchodzi, można zastosować korektę w postaci groźnego i stanowczego „nie” lub szarpnięcia smyczą. W sytuacjach podbramkowych dopuszczalne jest użycie kolczatki czy dławika.(tylko podczas sesji treningowej). Niektórzy dopuszczają również obroże elektryczne, ja jestem jednak ich zdecydowaną przeciwniczką.

Jestem zwolenniczką wybierania metody indywidualnie do psa, ponieważ z doświadczenia wiem że nie każdy pies będzie dobrze i efektownie pracował np. metodą pozytywną, a świetnie zareaguje na metodę „pośrednią”, natomiast delikatny i niepewny siebie pies fatalnie zareaguje na jakąkolwiek korektę, natomiast pięknie się otworzy będąc szkolonym pozytywnie.

     Niestety prowadzący akcję Wychowuję Nie Tresuję tego nie wiedzą, i tu rodzi się problem.
Uczestniczyłam już w dziesiątkach dyskusji na temat metod wychowawczych, w których ja nie negowałam żadnej metody, natomiast organizatorzy akcji potrafili nawet mnie oczerniać i insynuować, że krzywdzę swoje psy. Podpierali się badaniami do których źródeł nigdy, nawet na prośbę nie podawali adresów.
Organizatorzy byli (i są) przekonani, że jedyną słuszną i dopuszczalną metodą szkolenia psów jest metoda pozytywna, przez co ich akcja jest tylko subiektywnym wyobrażeniem na temat szkolenia psów.
Użytkownicy biorący udział w dyskusji, mający zdecydowanie inny pogląd niż organizatorzy akcji zostali nazwani „trollami” i ich konta zostały zablokowane,. Dlatego dyskusja przeniosła się na pewne popularne i bardzo duże forum o psach, gdzie wypowiadały się osoby z dużym doświadczeniem w kwestii wychowania psów. Opinie na temat WNT były niemal jednoznaczne – negatywne. Wyszły też ciekawe fakty dotyczące głównej specjalistki akcji, pani Anety Awtoniuk.

     Otóż pani Aneta Awtoniuk jest zdeklarowaną zwolenniczką metod pozytywnych, chociaż ja pokusiłabym się o stwierdzenie że jest wręcz fanatyczką tych metod. Mimo że jest behawiorystą ma niewielkie jeszcze doświadczenie z psami, lecz mimo to jej wypowiedzi są bardzo odważne, niewyobrażalnym dla pani Anety jest to, że może nie mieć racji. Potrafi podważyć wiedzę i doświadczenie osób pracujących w zawodzie o wiele dłużej, i mających o wiele większe doświadczenie. Pani Aneta Awtoniuk znana jest z tego, że pisze do miesięcznika „Mój Pies” oraz prowadzi mało popularną szkołę dla psów w Warszawie (nikt z moich znajomych warszawskich psiarzy do tej pory jej nie znał). 
Jej pies, Frodo jest zaprzeczeniem jakichkolwiek wyobrażeń na temat psa szkolonego pozytywnie, zamiast psa radosnego, chętnie pracującego i energicznego pojawia nam się obraz psa flegmatycznego, zgaszonego i słabo skupionego na przewodniku. Jednym z dowodów na to jest pewne nagranie, na którym pies ucieka wręcz od właścicielki. Nagranie oczywiście jest niedostępne.
Na koniec dodam, że z pewnych źródeł dowiedziałam się, że pani Aneta ukończyła jedynie kurs korespondencyjny COAPE, w ten sposób zostając behawiorystą.
Dyskusję na temat Wychowuję Nie Tresuję można przeczytać tutaj - DYSKUSJA

     Odniosę się teraz do docelowej idei kampanii – do badań. Miały zostać przeprowadzone w całej Polsce, miała być akcja edukacyjna a wyszło wielkie nic. Wyników badań nie podano, na moje pytanie zadane na facebooku odnośnie wyników badań odpowiedziała mi cisza. A edukacja? Jedyne ślady edukacji to artykuły pojawiające się co jakiś czas na ich stronie. To wszystko.

     Czym zatem jest w moich oczach ta cała kampania? Wielkim chwytem marketingowym. Nie mogę oprzeć się przekonaniu, że pani Aneta Awtoniuk jest lepszym managerem niż behawiorystą, akcja WNT jest jedną, wielką reklamą jej szkoły dla psów, ponieważ na każdym kroku akcja ja jest sygnowana nazwą owej szkoły. Pani Aneta jest wszędzie – w tej akcji, w telewizji, w gazetach, wszędzie figuruje jako specjalista, lecz kto ma większe pojęcie na temat psów widzi braki. 

Zatem zapowiadało się ciekawie, liczyłam na rewolucję, a wyszło jak zwykle.

_______________________________________________________


A teraz zboczę z tematu. Czy filmowaliście już wiosenne harce swoich psów? jeżeli tak, prześlijcie mi je na email - liberinoctu@gmail.com . Wszystkie otrzymane filmiki posłużą do zrobienia przeze mnie jednego, długiego filmu pokazującego psią radość z wiosny :)

6 komentarze :

To tylko zwierzęta.

Niedawno odbyła się premiera polskiego filmu dokumentalnego pt. "To tylko zwierzęta". Po obejrzeniu traileru z niecierpliwością oczekiwałam na możliwość obejrzenia całego filmu, i stało się. Jestem głęboko poruszona jego przesłaniem. Cieszę się, że my również mamy dokument dotyczący traktowania zwierząt przez ludzi, do tej pory opierałam się na zagranicznych produkcjach. Teraz mamy świetną własną produkcję która mam nadzieję, że otworzy oczy i serca jeszcze wielu ludziom. 


"Niezależny film dokumentalny ukazujący różne oblicza relacji między człowiekiem a innymi gatunkami. Kim są zwierzęta i jakie zajmują miejsce we współczesnym społeczeństwie? Dlaczego są zabijane w ilościach, których nie da się zliczyć, dlaczego są więzione i zadaje im się niepotrzebny ból, skoro podobnie jak my chcą żyć, być wolne i unikać cierpienia? W jaki sposób uprzedmiotowienie zwierząt odbija się na relacjach międzyludzkich? Jeżeli odpowiedzią jest, że TO TYLKO ZWIERZĘTA, kim więc jest człowiek?"

Strona internetowa: http://totylkozwierzeta.pl/





1 komentarze :

Dlaczego zostałam wege

W życiu przychodzi czas w którym potrzebujemy zmian, z różnych powodów. Ja takiej zmiany potrzebowałam od dawna. Zostałam wegetarianką i świetnie się z tym czuję.

    Od zawsze, a w zasadzie od kiedy stałam się bardziej świadomym konsumentem i dowiedziałam się, skąd się bierze mięso czułam zaniepokojenie moralne związane ze spożywaniem go. Jako miłośniczka psów, kotów, szczurów, myszy i w zasadzie wszystkiego co biega, pełza, skacze i lata czułam się potwornie z tym, że przyczyniam się do śmierci tych istot. Jestem typową mieszkanką miasta, nie mam nawet rodziny na wsi więc zobaczenie krowy czy świni to było dla mnie egzotyczną przygoda. Jednak zawsze gdy spotkałam któreś ze zwierząt gospodarskich nie patrzyłam na nie tak, jak zazwyczaj patrzą na nie ludzie – jak na zwierzęta gospodarskie. Widziałam i widzę do tej pory w nich cudowne stworzenia o własnym charakterze, o niepowtarzalnej duszy i ogromnej woli istnienia.
  Nie potrafię i nie chcę próbować zrozumieć faktu, dlaczego jedne zwierzęta są przez nas kochane, chronione prawami, a drugie są przez nas zabijane i nie posiadają żadnych praw. To tzw. gatunkowizm lub szowinizm gatunkowy.

    W tym miejscu chciałabym powiedzieć wszystkim, którzy wierzą w humanitarny ubój że nie ma czegoś takiego.
Po pierwsze – produkcja mięsa to ogromny przemysł na ogromną skalę, czy naprawdę ktoś myśli, że zwierzęta są tam traktowane dobrze, z należnym im szacunkiem a ich śmierć jest szybka i bezbolesna? To bzdura. Zwierzęta są w brutalny sposób transportowane, później siłą wyciągane z ciężarówek i wpychane do obozu koncentracyjnego ładnie zwanego zakładem mięsnym. Następnie bite i popędzane, całkowicie świadome idą na śmierć patrząc, jak inne zwierzęta giną. Doskonale wiedzą że stamtąd nie wyjdą a ich ostatnie chwile są pełne strachu i cierpienia.
Po drugie – czy naprawdę humanitarny ubój istnieje? Nazwijmy rzecz po imieniu, czy można zamordować kogoś humanitarnie? Czy jeżeli zamorduję dziś człowieka w sposób dla niego bezbolesny to nie zostanę ukarana? Czy naprawdę te zwierzęta chcą umrzeć? Myślę że nie.

    Co do samego bycia wegetarianinem, chcę rozwiać wątpliwości wszystkich, którzy się wahają lub uważają że to samobójstwo dla naszego organizmu.
Bycie wegetarianinem nie grozi nam anemią, śmiercią głodową, niedoborem czegokolwiek. Przeciwnie, utrzymuje nasze ciało w zdrowiu, oczyszcza je od negatywnych skutków jedzenia mięsa. My naprawdę nie potrzebujemy mięsa do tego by żyć. Poza tym to mięso które kupujemy w sklepach to nic innego jak kawał martwego zwierzaka, naszpikowanego przez śmiercią antybiotykami a następnie obrobionego jeszcze chemicznie.
Również nasza budowa wskazuje na to, że jesteśmy bardziej roślinożercami niż mięsożercami.


    Zostanie wegetarianinem może wydawać się czymś niewiarygodnie trudnym, wydaje nam się że wymaga to ogromnego poświęcenia. To nie jest prawdą. Zostanie wegetarianinem jest dziecinnie proste. Rezygnujemy tylko z jedzenia mięsa, nie jest to końcem świata ani ogromnym wyrzeczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że możemy zastąpić to mięso wieloma innymi produktami. W sklepach ogólnodostępne są kotlety sojowe a'la schabowe, ich koszt to ok. 2.90 – 3.20 zł w zależności od firmy i sklepu. Można również kupić lub zrobić sobie samemu kotlety jajeczne, są banalnie proste i wegetariańskie. W supermarketach możemy dostać produkty sojowe dwóch firm (póki co tyle znalazłam) – polsoja i orico.
Firma Polsoja oferuje sery tofu, parówki sojowe, wędliny sojowe, nuggetsy i sznycle wegetariańskie a nawet pasztety które smakują nawet lepiej niż te ze zwierząt. Natomiast firma Orico ma dla nas w swojej ofercie kotlety sojowe z pieczarkami, o smaku kurczaka, mielone, flaczki sojowe, przepyszny gulasz sojowy, danie meksykańskie i również parówki. Oferuje również napoje sojowe, pasztety i pasty dla wegetarian oraz standardowo sery tofu.
Oprócz tego wszystkiego jest wiele przepisów na dania wegetariańskie które można przyrządzić mając małe doświadczenie w gotowaniu.

    Uważam że bycie wegetarianinem jest pierwszym krokiem do zostania weganinem. Weganizm polega na odrzuceniu wszystkich rzeczy przy produkcji których zostały wykorzystane zwierzęta. Rezygnujemy więc nie tylko z mięsa, ale również z mleka, jajek, miodu oraz z jedwabiu, ubrań ze skóry czy futer, kosmetyków testowanych na zwierzętach, rozrywek typu zoo czy cyrk. Jest to o wiele radykalniejszy i trudniejszy krok.
Picie mleka czy jedzenie jogurtu jest tak naprawdę tym samym, co zjedzenie mięsa. Krowy dające mleko w ogromnych mleczarniach muszą bez przerwy rodzić cielęta, które są bardzo wcześnie im zabierane by więcej mleka zostało dla nas. Gdy przestają dawać odpowiednio dużo mleka są po prost zabierane do rzeźni gdzie kończą swoje smutne życie, przepełnione bólem po utracie swoich dzieci. Jedzenie jaj jest równoznaczne z godzeniem się na trzymanie kur w ciasnych klatkach, w całkowitych ciemnościach i ucinaniem im dziobów by nie zrobiły sobie nawzajem krzywdy.
Czy naprawdę zjedzenie jajka czy napicie się mleka jest warte tylu cierpień?

  Na koniec zamieszczam kilka filmików które lepiej zobrazują to wszystko, co chciałabym Wam przekazać. Jeżeli ktoś ma ochotę na dyskusję, proszę – niech zapozna się z tymi filmami. Nie są to filmy pokazujące cierpienie i mordowanie zwierząt, chociaż ostrzegam że i to się może przez nie przewinąć. Są to bardziej filmy informacyjne.


Wykład Garego Yourofskyego, otwiera oczy, warto obejrzeć


Weganizm a zdrowie


Świnia to też istota czująca


Zostań wege na 30 dni



Na koniec ciekawostki:

- Spożywanie przetworów mięsnych i czerwonego mięsa jest związane ze zwiększonym ryzykiem cukrzycy typu 2 o odpowiednio 41% i 21%.

- Wegetarianie są zazwyczaj szczuplejsi niż osoby spożywające mięso. Weganie wypadają pod tym względem jeszcze korzystniej.

- Stosowanie diety wegetariańskiej może zmniejszać ryzyko cukrzycy typu 2.

- Spożycie czerwonego mięsa i przetworów mięsnych jest potwierdzonym czynnikiem ryzyka rozwoju raka jelita grubego.

- Specjalnie zaplanowane diety wegetariańskie są użyteczne w leczeniu niektórych chorób. Niskotłuszczowa, prawie-wegańska dieta jest stosowana w leczeniu choroby niedokrwiennej serca (jest to refundowane przez amerykański system opieki zdrowotnej jako alternatywa dla bypassów!) i cukrzycy typu 2.

- Wegetarianie mają niższe ryzyko zaćmy niż ogólna populacja, a weganie jeszcze niższe.

- Wegańscy mężczyźni mają wyższe stężenia testosteronu niż wegetarianie i mięsożercy, pomiędzy którymi nie ma takich różnic. Nie czyni to ich automatycznie super-samcami - mają oni także wyższe poziomy białek
wiążących hormony płciowe, przez co ogólny wpływ tego hormonu jest podobny jak w pozostałych grupach.

- Stosowanie diety wegetariańskiej może zwiększyć długość życia. Wegetarianie w krajach zachodnich żyją dłużej i rzadziej zapadają na choroby cywilizacyjne niż ogólna populacja.

- Umieralność w wyniku chorób serca jest o 32% niższa wśród wegetarian niż ogólnej populacji. W dostępnych badaniach, nawet okazjonalne spożycie mięsa (mniej niż raz w tygodniu) wiązało się z gorszymi wynikami, a korzyści odnosiły osoby będące wegetarianami co najmniej pięć lat.

- Spożywanie przetworów mięsnych jest związane ze zwiększonym o 42% ryzykiem chorób serca.

- Podczas 17-sto letniej obserwacji kalifornijskich wegetarian, naukowcy zauważyli, że w przypadku włączenia do diety wegetariańskiej mięsa raz w tygodniu, długość życia ulegała skróceniu o 3,6 lat - głównie w wyniku udaru i choroby niedokrwiennej serca.

- Wegetarianie mają znacząco niższe stężenia cholesterolu niż ogólna populacja, a weganie jeszcze niższe.

7 komentarze :

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .