Modne kolczatki


Gdyby nie to, że jest bardziej popularna w naszym kraju niż obroża, kolczatka lepiej pasowałaby do klimatu sadomasochistycznego sex shopu niż sklepu zoologicznego. Jest jednak inaczej, nie lubimy się wysilać, szukamy szybkich i skutecznych rozwiązań gubiąc gdzieś po drodze humanitarność i miłość. Często bez zastanowienia nad tym jak to działa sięgamy po przyrząd i?... i zaczynamy go używać. Stąd się biorą w tragicznie zabawne kombinacje kolczatka + flexi, kolczatka + yorek.

Idąc ulicą zaczęłam zwracać uwagę na to, w czym wyprowadzone są czworonogi przez swoich opiekunów. Zakładam że Łódź nie rożni się zbytnio od innych miast pod tym względem. Z bólem serca i ogromnym rozczarowaniem stwierdziłam, że prym popularności wiedzie kolczatka, następnie uplasowała się obroża, potem szelki, a na końcu halter (najczęściej sam halter + smycz, bez obroży).
Jaki z tego wniosek? Taki że Polacy mają problem z wychowywaniem swoich psów i szukają łatwych rozwiązań. Nie byłoby to w sumie dziwne gdyby nie fakt, że żyjemy w dobie internetu i zalewu informacji, gdzie nie trudno znaleźć dużo wiedzy na temat wad kolczatki i sposobu radzenia sobie z ciągnącymi na smyczy psami.

Ale do rzeczy, kolczatka zła nie jest, nie można całkowicie przekreślić jej zastosowania albowiem są przypadki kiedy potrafi czynić cuda. W tym miejscu chcę ostudzić emocje entuzjastów, z pewnością używacie jej źle a wasze psy wcale nie należą do przypadków tak drastycznych jakie mam na myśli, a jakie wam się wydaje że są. Przede wszystkim kolczatka nie służy do nauki chodzenia psa na luźnej smyczy, jest na to miliard różnych sposobów wspomaganych nagrodami lub ewentualnie halterem. Kolczatka powstała po to, by opanować silne psy wagi ciężkiej, zatem prowadząc swojego 5-20 kilogramowego psa na kolczatce narażacie się na śmieszność.
Ale to nie koniec, nie służy ona również do codziennego użytku. Pewnie większość z Was korzystając z kolczatki zauważyła, że psy bardzo szybko uodparniają się na ból powodowany jej używaniem, i po pewnym czasie ciągną z podobną siłą, z jaką ciągnęły was na smyczy. Nie da się ukryć, że błyskawiczny efekt chodzenia na luźnej smyczy niestety nie był trwały.


Dlaczego kolczatka jest zła?

  • ·         Doprowadza do agresji – pies ciągnąc na smyczy do innego psa odczuwa ból, nie łączy go jednak z kolczatką czy właścicielem który mu takie piekło zafundował, łączy to z psem do którego ciągnie ponieważ wtedy czuje ból. W efekcie nawet sympatyczny pies zaczyna atakować inne psy uważając, że to one są winne tej sytuacji.

  • ·         Nie rozwiązuje problemu ciągnięcia na smyczy – kolczatka zadaje ból, nie uczy. Kluczem w nauce psa jest pokazanie mu dobrego zachowania, którym zastąpi to niemile przez nas widziane. Kolczatka natomiast tego nie robi, z początku pies unika bólu lecz po pewnym czasie zaczyna się na nią uodparniać.

  • ·         Robi krzywdę – psia skóra ma od 3 do 5 warstw, natomiast nasza może posiadać ich nawet 15. Teraz przyłóż kolczatkę do swojej szyi i dociśnij, mocno. Boli, prawda? Sonię, Reksa czy Maksa boli jeszcze bardziej.

  • ·         Zamienia spacer w piekło – zabierając psa na spacer pewnie chcesz również sprawić mu przyjemność. Ale nawet lekkie pociągnięcie smyczy sprawia ból. To trochę jak wyjście w za ciasnych butach. Nic przyjemnego.

  • ·         Nie wygląda najlepiej – co ładniej wygląda? Kawał żelastwa z kolcami wyglądający jak rekwizyt z popularnego horroru „Piła”, czy elegancka, szeroka obroża? Mamy ogromny wybór pięknych obroży, a ludzie coraz bardziej świadomi, coraz mniej przychylnie patrzą na właścicieli prowadzących swoich podopiecznych w kolczatkach. Może pora na zmianę?


Kiedy kolczatka jest wskazana?

 Kiedy inne metody zawodzą, a doświadczony szkoleniowiec prowadzący twojego psa decyduje  ostateczną decyzję o jej użyciu. Mimo ogólnodostępności kolczatka jest przedmiotem który powinien być używany tylko przez profesjonalistów, i tylko w czasie sesji szkoleniowych. 
Jeżeli pies nie wykazuje chęci współpracy, jest trudny do opanowania i zbyt silny, a liczne dotychczasowe próby zawodzą – wtedy profesjonalista może podjąć próbę o jej użyciu.
Nie we wszystkich szkołach taka decyzja może zapaść, są tzw. „szkoły bez kolców” w których propaguje się tylko i wyłącznie pozytywne metody szkolenia. Kto czyta mojego bloga częściej, ten wie że nie jestem zwolenniczką skrajności, natomiast zdarza się ze w pozytywnych szkołach zapada decyzja o farmakologicznym rozwiązywaniu psich problemów. Ja wybrałabym w takim momencie kolczatkę zamiast psychotropów dla psa.
Nie mniej jednak uważam, że w przypadku silnych i trudnych do opanowania psów lepszym wyborem jest halter.


Halter zamiast kolczatki

Coraz modniejsze jest humanitarne zastępowanie kolczatki halterem. Problemu to jednak nie rozwiązuje, bo o ile halter nie sprawia psu takiego bólu jak kolczatka, jest równie awersyjną metodą.
Problem jest podobny, zakłada się psu przyrząd i?... i w nim już zostaje. Halter również nie nauczy psa chodzenia na luźnej smyczy. W dodatku zazwyczaj jest źle używany.
Przede wszystkim obroża uzdowa nie zastępuje zwykłej obroży, to dodatek. Jeden koniec smyczy powinien być przypięty do obroży, drugi do haltera by móc go awaryjnie użyć. Poza tym powinno się go stosować w okresie pracy z psem nad chodzeniem na luźnej smyczy w celu ułatwienia sobie zadania.
Czemu halter jest lepszy? Pies się na niego nie uodporni, z czasem może trochę mocniej na nim ciągnąć ale nigdy nie w takim stopniu jak na kolczatce. Poza tym mamy kontrolę nad jego pyskiem i każdy psi zryw zakończy się głową odwróconą z bok. Należy jednak uważać i kontrolować psa, ponieważ zbyt silne i raptowne szarpniecie może zrobić mu krzywdę.


Z życia wzięte

Pewnego dnia idąc z moimi psami byłam świadkiem okropnej sytuacji. Pewien starszy mężczyzna szarpał swoją suczkę w typie ogara, miał jej za złe że chce coś powąchać. Przez chwilę obserwowałam sytuację, sunia nawet nie ciągnęła smyczy, po prostu chciała coś powąchać a linka była zbyt krótka, natomiast jej pan był zwykłym frustratem który swoje nerwy postanowił wyładować na niej. Pan do niej coś krzyczał, szarpał za kolczatkę a pies kompletnie nie wiedział jak ma się zachować, widać że psina była bardzo spokojna. Nie wytrzymałam i zwróciłam mężczyźnie uwagę, był oburzony i stwierdził że to nie moja sprawa. Było jednak widać że zrobiło mu się wstyd, tym bardziej że ludzie z przystanku obok zaczęli się mu przyglądać.
Kilka tygodniu później spotkałam znowu tego mężczyznę z psem, tym razem z obrożą na szyi.


O autorce

Fauka
Uwielbiam psy, fotografię i grafikę komputerową... i wspominałam że uwielbiam psy? Mogę o nich mówić i pisać godzinami, i robię to tutaj. Jeżeli chcesz mnie odnaleźć to szukaj w parkach, moim znakiem charakterystycznym jest tłusty labrador i kieszenie wypchane śmierdzącymi smakołykami.

14 komentarzy :

  1. Ja, osobiście, nie mam nic przeciwko prawidłowo stosowanym i odpowiednio zbudowanym kolczatkom. Ludzie jednak zrobili z niej codziennie narzędzie tortur.

    Kolczatka nie ma na celu zadania psu bólu, a mocnego dyskomfortu (a przynajmniej tak było pierwotnie)- prawidłowo zbudowana powinna mieć kolce na tyle zagięte, aby nie raniły psa.

    U nas w mieście nie zauważyłam większego problemu z noszeniem kolczatek. Raczej trudno się tu natknąć (po za sezonem, kiedy roi się tu od turystów) na psy "przyozdobione" takimi akcesoriami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam jedno pytanie: czy używałaś kiedyś haltera?

    OdpowiedzUsuń
  3. Używałam zarówno kolczatki (kompletnie nieświadomie) jak i haltera (już zupełnie świadomie) więc zdobyłam jakieś doświadczenia w stosowaniu tych akcesorió.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem kolczatki powinny być wycofane ze sprzedaży w sklepach zoologicznych. Powinny być dostępne tylko dla trenerów, w specjalnych sklepach internetowych. Dobrze przynajmniej, że teraz dużo się mówi o niewłaściwym używaniu kolczatki. Jednak mimo wszystko często widzę psy chodzące w kolczatce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Osobiście, nie toleruję kolczatki pod żadnym względem, nawet w tych "awaryjnych sytuacjach", o jakich napisałaś. Zawsze jest jakieś rozwiązanie, zawsze - nie kolczatka. Halter wydawał mi się z początku nawet dobrym rozwiązaniem, lecz po analizie i przyjrzeniu się temu bliżej (również z opinii pewnej treserki, behawiorysty) stwierdziłam, że to zbyt niebezpieczne dla "zwykłych osób" - co innego treser.

    OdpowiedzUsuń
  6. używałam tylko haltera, przez kilka dni, ale pies był na dwóch smyczach, jedna przypięta do haltera druga do szelek, nie wiem czy ludzie zdają sobie sprawe z tego że pies nie wie że może sobie zrobić krzywdę nagle i mocno pociągnąć, a skutki mogą być opłakane...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wiem że mam bardzo niepopularne poglądy i pewnie gdybym pisała o tym co teraz jest na topie czyli czysty pozytywizm to pewnie miałabym milion fanów bloga i 0 krytycznych komentarzy ale to byłoby za nudne. Osobiście uważam że kolczatka może zostać użyta, nie twierdzę że to dobre narzędzie po które należy sięgać ale jeśli są ku temu powody, a osoba która o tym decyduje ma duże doświadczenie i wiedzę to nie będę się wymądrzać, bo pewnie ta osoba ma racje. A jest wiele naprawdę doświadczonych i mądrych szkoleniowców, którzy czasem kolczatki stosują. Wiele osób atakujących kolczatki ma wiedzę zaczerpniętą z internetu i własnego niewielkiego doświadczenia, natomiast wierzę że są ludzie o kilkudziesiecio letnim doświadczeniu i kiedy mówią że czasem trzeba, to pewnie mają rację. Stosowanie kolczatki na codzień przez laików to głupota i się temu całkowicie sprzeciwiam.
    Co do haltera, napisałam również o tym że jest mocno awersyjny, to nie był wpis o halterze więc nie zgłębiłam się w ten temat. Ale prawidłowo stosowany może być bardzo pomocny przy uczeniu chodzenia na smyczy silnego psa. Są osoby które nie radzą sobie właśnie z powodu tego, że pies po prostu jest zbyt silny i nie potrafią go opanować na obroży czy szelkach. Victoria Stillwell pokazuje w swoich programach jak prawidłowo korzystać z haltera by nie zrobić psu krzywdy i pomóc sobie w okresie uczenia. czyli obroża + halter jako dodatek o czym wspomniałam, lecz się nie zagłębiałam bo to nie na ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja rozumiem, że czasem jest potrzeba użycia kolczatki. Czy ogólnie awersji, presji w szkoleniu. Natomiast nie powiedziałabym, że halti jest "lepsze niż kolce".

    OdpowiedzUsuń
  9. Evel, gdybyś wybierała narzedzie którym bedziesz sobie pomagała w uczeniu psa chodzenia przy nodze bo np. posiadasz nieposkromionego bernardyna cięższego od siebie i nie umiesz go utrzymać to co wolisz, kolczatkę czy halter + obroża? Używana jest obroża, w sytuacji podbramkowej ratuje cię halter który jest na pysku i przeszkadza mniej niż kaganiec.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem, czy zastępowanie kolczatki halterem można nazwać "humanitarnym". Wiem natomiast, że nieumiejętnie używany halter jest tak samo niebezpieczny w rękach laika, jak nieumiejętnie używana kolczatka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Fauke: Nie prawda z tymi komentarzami. Ja jestem za pozytywnym szkoleniem, a zdarzało mi się, że dziewczyna obsmarowała mnie na forach np. dogomanii za to, że nie rozumiem Boga Millana i jego psychologicznych dotyków. Z drugiej strony milionów fanów bloga też nie mam. ;)

    Według mnie problemem nie jest kolczatka sama w sobie (choć uważam, że powinny one zostać usunięte ze sklepów), ale kompletny brak zrozumienia, że to człowiek wychowuje psa a nie jakiś magiczny przyrząd. Nie rzadko zdarza mi się rozmawiać z osobami, które uważają, że zakup klikera rozwiąże ich wszystkie problemy. Nie praca z psem z wykorzystaniem klikera, ale po prostu posiadanie takiego magicznego pudełka.

    Do czasu aż ludzie nie zrozumieją, że chodzi o relację człowiek-pies a nie o „magiczne przyrządy”, będziemy widywać psy na luźnych kolczatkach w pakiecie ze smyczą flexi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mateusz, zgadzam się z tobą. Człowiek myśli że założy kolczatkę i pies nauczy się chodzić na smyczy. Każdy chce szybko i i łatwo ale tak nie ma, dziecka też nie wychowa się szybko i łatwo.
    Fani CM to chyba w ogóle inna subkultura.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem za pozytywnymi metodami. Ale uważam też, że każdy pies jest inny i że są przypadki, kiedy trzeba zastosować bardziej zdecydowane (to nie oznacza sadystyczne) metody. Kiedy byłam z moim haszczakiem na kursie posłuszeństwa, mieliśmy w grupie nieposkromionego, momentami bardzo agresywnego boksera. Trener kilka razy potraktował go - jak wtedy mi się wydawało - dość brutalnie. Po kilku zajęciach przyniósł właścicielce kolczatkę, zostali jeszcze potem po zajęciach i mówił jej jak ma jej używać. Właścicielka bardzo dużo pracowała ze swoim psem, na kurs przychodziły też jej nastoletnie dzieci. Ten pies zrobił wspaniały postęp - na koniec potrafił bawić się z innymi, tolerować inne samce, przybiegać na zawołanie i chodzić na luźnej smyczy (początki były takie, że zdesperowana, drobna właścicielka, puszczała smycz, bo inaczej przeczołgał by ją po ziemi. Tu kolczatka i zdecydowane szkolenie (pod nadzorem doświadczonego trenera) przyniosło wspaniały efekt. Pamiętam też, że kiedyś jak moja sunia nie chciała warować, przydepnęłam smycz. Trener natychmiast mnie porządnie skarcił, mówiąc, że nie mogę robić takich rzeczy mojemu psu, bo się wystraszy i nie zrozumie o co chodzi.
    A wracając do kolczatki - każdy, kto chce jej używać, powinien najpierw skonsultować się ze specjalistą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie o to chodziło mi w moim poście! :) Kolczatki nie, chyba że zadecyduje o tym trener. Umiejętnie użyta może pomóc a nie szkodzić. Niestety mało kto potrafi ją umiejętnie użyć. Kolczatka jest narzędziem, nie akcesorium takim jak smycz czy obroża.

    OdpowiedzUsuń

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .