Ile jest człowieka w człowieku?

Codziennie widzę dowody na bezduszność i ignorancję ludzi poprzez obserwowanie licznych profili przeróżnych fundacji pro zwierzęcych na facebooku. Zdecydowanie rzadziej bywam sama świadkiem takich sytuacji. Kiedy jednak staję oko w oko z problemami z którymi na całym świecie borykają się zwierzęta i ludzie, wyzwala się we mnie ogromna siła napędzana przez złość do ludzi tylko z nazwy.

Kim trzeba być, by potrącić psa i odjechać bez zatrzymania? Czy człowieka bez tak ważnej cechy nazywanej „człowieczeństwem” można nadal nazywać człowiekiem? Czy empatia i współczucie naprawdę są uczuciami które umierają?

Dzisiaj będąc na spacerze z moimi psami byłam świadkiem strasznego zdarzenia. Niewielki piesek w typie yorka biegł przed siebie po chodniku, z początku pomyślałam że goni właściciela, lecz zapaliła mi się czerwona lampka kiedy zaczął biec środkiem jezdni a nikt na to nie zareagował. Szybko odwróciłam się by zapiąć Larego na smycz i w momencie kiedy podawałam ją mojemu chłopakowi by móc pobiec za tym psem usłyszałam „bum!”. Odwróciłam się, pies leżał na środku dwupasmówki, kierowca odjechał, inni kierowcy sprawnie wymijali bezwładne ciałko które przecież żyło.

Ruszyłam co sił w stronę psa, samochody zatrzymały się dopiero gdy wyskoczyłam im przed maski i łaskawie pozwoliły mi zdjąć psa z drogi. Nikt nie wysiadł, nie zaproponował pomocy, o nic nie zapytał, po prostu niecierpliwie czekali aż usunę przeszkodę z drogi.
Pobiegłam z małą na trawnik, chyba nawet na chwilę straciła przytomność ale zaraz ją odzyskała, wyginała się i była bardzo napięta. Położyłam ją delikatnie na trawie. Na całe szczęście okazało się że kobiety z budynku Uniwersytetu Medycznego zobaczyły z okna całe zajście, spytały mnie czy mam samochód i jedna z nich, Paulina o ogromnym sercu ubrała się i wybiegła do nas.
Mój chłopak zabrał Ajsa i Larego do domu co było trudne bo kompletnie nie wiedzieli co się dzieje, a my pojechałyśmy do kliniki weterynaryjnej. Całe szczęście nie było daleko do dobrze wyposażonej kliniki która regularnie pomaga potrzebującym psom.
Suczka, prześliczna ok. 2-3 letnia Yorkshire terierka z początku nie napawała optymizmem, było podejrzenie złamania kręgosłupa. Na szczęście prześwietlenie wykazało żadnych złamań. Była po prostu przerażona i w szoku. Niestety jest też zła informacja, dostała ataku padaczki lecz jest pod troskliwą opieką lekarzy.
Opieki nad nią podjęła się Fundacja Niechciane i Zapomniane która opłaci jej leczenie.

Do wypadku doszło za skrzyżowaniem Zielona – Żeligowskiego w Łodzi po godzinie 15. Suczka prawdopodobnie komuś się zgubiła, nie posiadała obroży ale miała na sobie  ubranko, prawdopodobnie ręcznie uszyte.  Ma ok. 2-3 lata i przepiękne srebrne umaszczenie. Była zadbana i ostrzyżona.  Przebywa w lecznicy przy ulicy Gdańskiej 81 i czeka na swojego opiekuna.


Informacje o suni będą pojawiały się na blogu na bieżąco. Jeżeli ktoś coś wie na jej temat niech skontaktuje się ze mną na maila albo z lecznicą.

O autorce

Fauka
Uwielbiam psy, fotografię i grafikę komputerową... i wspominałam że uwielbiam psy? Mogę o nich mówić i pisać godzinami, i robię to tutaj. Jeżeli chcesz mnie odnaleźć to szukaj w parkach, moim znakiem charakterystycznym jest tłusty labrador i kieszenie wypchane śmierdzącymi smakołykami.

7 komentarzy :

  1. nie rozumiem jak można być tak bezdusznym, aby nie pomóc rannemu psu. raz widziałam biegnącego na oślep psa od placu niepodległości, piotrkowską w strone centrum nikt nie zwrócił uwagi na psa na środku jezdni, tylko ja, ale krzyki nie pomogły, pies uciekł, co się z nim stało nie wiem, być może przeżył ale w środku dnia w centrum miasta musiał mieć dużo szczęścia...
    pomoc zwierzętom(jeżeli nie wszystkim to chociaż tym żyjącym na co dzień z człowiekiem) powinna być tak samo obowiązkowa jak udzielanie jej ludziom

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również nie rozumiem jak można być tak nieczułym człowiekiem. Podobna sytuacja przydarzyła się mojej koleżance, z tą różnicą, że z udziałem jej własnego psa i psiak nie przeżył wypadku. Z tego co mi opowiadała to kierowca potrącił jej psa i od razu odjechał mimo tego że potłukł sobie światło w samochodzie. Bąbel niestety zginą na miejscu.
    Dobrze, że nic strasznego nie stało się Yoreczce. Trzymam kciuki za to że wróci do swojego właściciela.

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie zróbcie zdjęcie psiaka i ubranka. Jedno zdjęcie jest wart tysiąc słów i zwiększa szanse na odnalezienie właściciela.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masakra jakas.Taki człowiek uciekający z miejsca wypadku nie zasługuje na miano człowieka.To potwór! Mam nadzieję,że sunia szybko zostanie odnaleziona przez wlascicieli.

    OdpowiedzUsuń
  5. również nie rozumiem dlaczego tak się dzieje... mój pies też kiedyś o mały włos nie wpadł pod samochód i nie wiem jakbym się czuła gdyby nikt jej nie udzielił pomocy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedna sunieczka [*] Takich ludzi powinno się tępić!!!! Tak się wiecznie gdzieś śpieszą, że zapominają o rzeczach najważniejszych jakimi jest życie nieważne czy psa czy człowieka, należy traktować to tak samo.... Sunia poniosła najwyższą karę ludzkiej głupoty i ignorancji....

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedna sunieczka [*] Takich ludzi powinno się tępić!!!! Tak się wiecznie gdzieś śpieszą, że zapominają o rzeczach najważniejszych jakimi jest życie nieważne czy psa czy człowieka, należy traktować to tak samo.... Sunia poniosła najwyższą karę ludzkiej głupoty i ignorancji....

    OdpowiedzUsuń

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .