Daj mi kobieto okrutna jeść!


- Wymień się. - z pewnością pomyślał sobie Lary kładąc mi pod nogami swoją prasowaną kość, kiedy ja jadłam zapiekankę z pieczarkami.
Jestem niemal pewna, że zawsze ma wrażenie że jem coś z jakimś smakowitym mięsem, przecież wegetarianizm jest dla niego pojęciem abstrakcyjnym. Poza tym delektowanie się jedzeniem jest mu obce, wszystko w mgnieniu oka połyka, nie zauważając czy to kawałek parówki normalnej, czy sojowej.
Kiedyś mieliśmy taką zabawną sytuację. Stałam wraz z moją mamą w kuchni i przyszedł do nas Lary, mama wyciągnęła z lodówki takiego małego, grubego serdelka i poprosiła o to, bym mu go dała. Laluś był tak podekscytowany smakołykiem, że w mgnieniu oka połknął go w całości niczym gigantycznych rozmiarów tabletkę, towarzyszyło temu takie zabawne „chlup”. Najzabawniejsza w tym wszystkim była jego mina, był zaskoczony i zdziwiony, nie miał pojęcia co się stało, i co gorsza – gdzie podział się jego serdelek!
Często zastanawiam się, gdzie on to wszystko mieści. Potrafi pochłonąć ogromną ilość jedzenia i nadal być śmiertelnie głodny! I myślę, że przymykałabym na to oko gdyby nie fakt, że labrador i to w dodatku kastrowany rzeczywiście tyje. Lary co prawda nie wygląda jak okrągły klocek z małą główką, ale jeżeli nie zastopujemy, to tak się stanie.


      Dlatego wprowadziłam w życie dietę, już jakiś czas temu. Laluś dostaje połowę swojej normalnej porcji, i do tego ma kategoryczny zakaz spożywania wszelkiego rodzaju bułek, parówek, kawałków kanapek i wszystkiego innego. I chociażbym ten zakaz wprowadziła pod groźbą śmierci, lub wyprowadzenia się wraz z psem (bo po samej mnie nikt by nie płakał) to i tak rodzina znajduje sposoby, na ominięcie go.
Efektem odchudzania psa było jego przytycie, o 3 kilogramy! Mechanizm był prosty, ja Lalusiowi ograniczałam jedzenie, rodzina nie mogąc patrzeć na głodującego i marnie wyglądającego psa dawała mu więcej kanapek, bułek, parówek i wszystkiego innego.
Cóż zatem począć? Jak odchudzić psa? Przecież psom z nadwagą grozi nadciśnienie, cukrzyca, choroby zwyrodnieniowe tak delikatnych stawów i problemy z sercem.
Sposób znalazłam nowy, choć bardziej ode mnie wymagający (nie mówiąc już o biednym, umęczonym Lalusiu – króliku doświadczalnym). Jeszcze więcej ruchu!
Bo kupując labradora byłam gotowa na energicznego psa myśliwskiego, i tak też było. Lecz gdy Lary przekroczył magiczne 3 latka, stał się potulnym kanapowcem. Nie kryję z tego powodu rozczarowania, jestem ruchliwym człowiekiem z natury i chociażbym spacerowała przez cały dzień, i zrobiła kilkanaście kilometrów to zmęczenia nie odczuję.
Rower! To zbawienie dla nas obojga. Rower skraca czas naszych wycieczek, bo czasu częstokroć brakuje, ale zwiększa wysiłek fizyczny. I tak Laluś kilka razy w tygodniu drepcze za rowerem, obok roweru, a czasem nawet pędzi na złamanie karku przed rowerem.
Tylko jak skłonić leniwego, kanapowego labradora to roweru? Sposób jest prosty, i zasługuje na opatentowanie. Zbierać go na wycieczki rowerowe tam gdzie jest woda. Laremu rower kojarzy się jednoznacznie z wycieczką nad jakiś śmierdzący stawik, w Łodzi smródką nazywany. W efekcie czego mój pies pozostawia w tyle wszystkie huskie, i nawet myślę że eurodogi by mu pozazdrościły. I tylko moje hamulce mają problem z opanowaniem pędzącego niczym gruby pocisk labradora, który ma cel .
Jedyną wadą tego pomysłu jest droga powrotna, zmęczonemu Lalusiowi do domu nie spieszno, toteż z powrotem się wleczemy.

   A efekty tego odchudzania? Cały czas na nie czekamy ;) Lary znalazł sposób na zbieranie śmieci podczas biegu przy rowerze, to pomysłowa i cwana bestia.

O autorce

Fauka
Uwielbiam psy, fotografię i grafikę komputerową... i wspominałam że uwielbiam psy? Mogę o nich mówić i pisać godzinami, i robię to tutaj. Jeżeli chcesz mnie odnaleźć to szukaj w parkach, moim znakiem charakterystycznym jest tłusty labrador i kieszenie wypchane śmierdzącymi smakołykami.

6 komentarzy :

  1. heheh wyobraziłam sobie Larego jak pędzi na złamanie karku a ty próbujesz hamować :D hehehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wyobraź sobie, że mam popsute hamulce i głównie hamuję nogami :D

      Usuń
  2. Ech, no nasza Ruda z lekka straciła na wadze przez nasze pilnowanie, ale ruchu za mało jeszcze. Jak ja pozbędę się brzucha ciążowego - a to już niebawem, to też się za nią wezmę. Teraz niestety nie jestem w stanie przeczołgać jej po polach czy lasach, bo to... nie ona by wymiękła, tylko ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie napisane :) Będę wpadać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny blog post zresztą też .Ja jak też coś jem to mój Drops tak błaga o 'moje'jedzenie a jak mu daje to już niechce...: ).
    Dodaje sie do obserwowanych i licze na to samo!
    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas(nowy post)
    http://male-serduszko.blogspot.com
    Dropsikowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczynam Was obserwować. Podobacie mi się. My też jeździmy rowerem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .