Dlaczego zostałam wege

W życiu przychodzi czas w którym potrzebujemy zmian, z różnych powodów. Ja takiej zmiany potrzebowałam od dawna. Zostałam wegetarianką i świetnie się z tym czuję.

    Od zawsze, a w zasadzie od kiedy stałam się bardziej świadomym konsumentem i dowiedziałam się, skąd się bierze mięso czułam zaniepokojenie moralne związane ze spożywaniem go. Jako miłośniczka psów, kotów, szczurów, myszy i w zasadzie wszystkiego co biega, pełza, skacze i lata czułam się potwornie z tym, że przyczyniam się do śmierci tych istot. Jestem typową mieszkanką miasta, nie mam nawet rodziny na wsi więc zobaczenie krowy czy świni to było dla mnie egzotyczną przygoda. Jednak zawsze gdy spotkałam któreś ze zwierząt gospodarskich nie patrzyłam na nie tak, jak zazwyczaj patrzą na nie ludzie – jak na zwierzęta gospodarskie. Widziałam i widzę do tej pory w nich cudowne stworzenia o własnym charakterze, o niepowtarzalnej duszy i ogromnej woli istnienia.
  Nie potrafię i nie chcę próbować zrozumieć faktu, dlaczego jedne zwierzęta są przez nas kochane, chronione prawami, a drugie są przez nas zabijane i nie posiadają żadnych praw. To tzw. gatunkowizm lub szowinizm gatunkowy.

    W tym miejscu chciałabym powiedzieć wszystkim, którzy wierzą w humanitarny ubój że nie ma czegoś takiego.
Po pierwsze – produkcja mięsa to ogromny przemysł na ogromną skalę, czy naprawdę ktoś myśli, że zwierzęta są tam traktowane dobrze, z należnym im szacunkiem a ich śmierć jest szybka i bezbolesna? To bzdura. Zwierzęta są w brutalny sposób transportowane, później siłą wyciągane z ciężarówek i wpychane do obozu koncentracyjnego ładnie zwanego zakładem mięsnym. Następnie bite i popędzane, całkowicie świadome idą na śmierć patrząc, jak inne zwierzęta giną. Doskonale wiedzą że stamtąd nie wyjdą a ich ostatnie chwile są pełne strachu i cierpienia.
Po drugie – czy naprawdę humanitarny ubój istnieje? Nazwijmy rzecz po imieniu, czy można zamordować kogoś humanitarnie? Czy jeżeli zamorduję dziś człowieka w sposób dla niego bezbolesny to nie zostanę ukarana? Czy naprawdę te zwierzęta chcą umrzeć? Myślę że nie.

    Co do samego bycia wegetarianinem, chcę rozwiać wątpliwości wszystkich, którzy się wahają lub uważają że to samobójstwo dla naszego organizmu.
Bycie wegetarianinem nie grozi nam anemią, śmiercią głodową, niedoborem czegokolwiek. Przeciwnie, utrzymuje nasze ciało w zdrowiu, oczyszcza je od negatywnych skutków jedzenia mięsa. My naprawdę nie potrzebujemy mięsa do tego by żyć. Poza tym to mięso które kupujemy w sklepach to nic innego jak kawał martwego zwierzaka, naszpikowanego przez śmiercią antybiotykami a następnie obrobionego jeszcze chemicznie.
Również nasza budowa wskazuje na to, że jesteśmy bardziej roślinożercami niż mięsożercami.


    Zostanie wegetarianinem może wydawać się czymś niewiarygodnie trudnym, wydaje nam się że wymaga to ogromnego poświęcenia. To nie jest prawdą. Zostanie wegetarianinem jest dziecinnie proste. Rezygnujemy tylko z jedzenia mięsa, nie jest to końcem świata ani ogromnym wyrzeczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że możemy zastąpić to mięso wieloma innymi produktami. W sklepach ogólnodostępne są kotlety sojowe a'la schabowe, ich koszt to ok. 2.90 – 3.20 zł w zależności od firmy i sklepu. Można również kupić lub zrobić sobie samemu kotlety jajeczne, są banalnie proste i wegetariańskie. W supermarketach możemy dostać produkty sojowe dwóch firm (póki co tyle znalazłam) – polsoja i orico.
Firma Polsoja oferuje sery tofu, parówki sojowe, wędliny sojowe, nuggetsy i sznycle wegetariańskie a nawet pasztety które smakują nawet lepiej niż te ze zwierząt. Natomiast firma Orico ma dla nas w swojej ofercie kotlety sojowe z pieczarkami, o smaku kurczaka, mielone, flaczki sojowe, przepyszny gulasz sojowy, danie meksykańskie i również parówki. Oferuje również napoje sojowe, pasztety i pasty dla wegetarian oraz standardowo sery tofu.
Oprócz tego wszystkiego jest wiele przepisów na dania wegetariańskie które można przyrządzić mając małe doświadczenie w gotowaniu.

    Uważam że bycie wegetarianinem jest pierwszym krokiem do zostania weganinem. Weganizm polega na odrzuceniu wszystkich rzeczy przy produkcji których zostały wykorzystane zwierzęta. Rezygnujemy więc nie tylko z mięsa, ale również z mleka, jajek, miodu oraz z jedwabiu, ubrań ze skóry czy futer, kosmetyków testowanych na zwierzętach, rozrywek typu zoo czy cyrk. Jest to o wiele radykalniejszy i trudniejszy krok.
Picie mleka czy jedzenie jogurtu jest tak naprawdę tym samym, co zjedzenie mięsa. Krowy dające mleko w ogromnych mleczarniach muszą bez przerwy rodzić cielęta, które są bardzo wcześnie im zabierane by więcej mleka zostało dla nas. Gdy przestają dawać odpowiednio dużo mleka są po prost zabierane do rzeźni gdzie kończą swoje smutne życie, przepełnione bólem po utracie swoich dzieci. Jedzenie jaj jest równoznaczne z godzeniem się na trzymanie kur w ciasnych klatkach, w całkowitych ciemnościach i ucinaniem im dziobów by nie zrobiły sobie nawzajem krzywdy.
Czy naprawdę zjedzenie jajka czy napicie się mleka jest warte tylu cierpień?

  Na koniec zamieszczam kilka filmików które lepiej zobrazują to wszystko, co chciałabym Wam przekazać. Jeżeli ktoś ma ochotę na dyskusję, proszę – niech zapozna się z tymi filmami. Nie są to filmy pokazujące cierpienie i mordowanie zwierząt, chociaż ostrzegam że i to się może przez nie przewinąć. Są to bardziej filmy informacyjne.


Wykład Garego Yourofskyego, otwiera oczy, warto obejrzeć


Weganizm a zdrowie


Świnia to też istota czująca


Zostań wege na 30 dni



Na koniec ciekawostki:

- Spożywanie przetworów mięsnych i czerwonego mięsa jest związane ze zwiększonym ryzykiem cukrzycy typu 2 o odpowiednio 41% i 21%.

- Wegetarianie są zazwyczaj szczuplejsi niż osoby spożywające mięso. Weganie wypadają pod tym względem jeszcze korzystniej.

- Stosowanie diety wegetariańskiej może zmniejszać ryzyko cukrzycy typu 2.

- Spożycie czerwonego mięsa i przetworów mięsnych jest potwierdzonym czynnikiem ryzyka rozwoju raka jelita grubego.

- Specjalnie zaplanowane diety wegetariańskie są użyteczne w leczeniu niektórych chorób. Niskotłuszczowa, prawie-wegańska dieta jest stosowana w leczeniu choroby niedokrwiennej serca (jest to refundowane przez amerykański system opieki zdrowotnej jako alternatywa dla bypassów!) i cukrzycy typu 2.

- Wegetarianie mają niższe ryzyko zaćmy niż ogólna populacja, a weganie jeszcze niższe.

- Wegańscy mężczyźni mają wyższe stężenia testosteronu niż wegetarianie i mięsożercy, pomiędzy którymi nie ma takich różnic. Nie czyni to ich automatycznie super-samcami - mają oni także wyższe poziomy białek
wiążących hormony płciowe, przez co ogólny wpływ tego hormonu jest podobny jak w pozostałych grupach.

- Stosowanie diety wegetariańskiej może zwiększyć długość życia. Wegetarianie w krajach zachodnich żyją dłużej i rzadziej zapadają na choroby cywilizacyjne niż ogólna populacja.

- Umieralność w wyniku chorób serca jest o 32% niższa wśród wegetarian niż ogólnej populacji. W dostępnych badaniach, nawet okazjonalne spożycie mięsa (mniej niż raz w tygodniu) wiązało się z gorszymi wynikami, a korzyści odnosiły osoby będące wegetarianami co najmniej pięć lat.

- Spożywanie przetworów mięsnych jest związane ze zwiększonym o 42% ryzykiem chorób serca.

- Podczas 17-sto letniej obserwacji kalifornijskich wegetarian, naukowcy zauważyli, że w przypadku włączenia do diety wegetariańskiej mięsa raz w tygodniu, długość życia ulegała skróceniu o 3,6 lat - głównie w wyniku udaru i choroby niedokrwiennej serca.

- Wegetarianie mają znacząco niższe stężenia cholesterolu niż ogólna populacja, a weganie jeszcze niższe.

O autorce

Fauka
Uwielbiam psy, fotografię i grafikę komputerową... i wspominałam że uwielbiam psy? Mogę o nich mówić i pisać godzinami, i robię to tutaj. Jeżeli chcesz mnie odnaleźć to szukaj w parkach, moim znakiem charakterystycznym jest tłusty labrador i kieszenie wypchane śmierdzącymi smakołykami.

7 komentarzy :

  1. Fauka, super! Ja zostałam weganką jakieś 2 tygodnie temu po obejrzeniu właśnie tego wykładu Garyego. Przedtem przez miesiąc byłam wegetarianką. Wtedy wydawało mi się to trudne - nie jeść mięsa, żelek, chipsów, a co dopiero sera!
    Teraz po prostu straciłam ochotę na wszelkie produkty mleczne i jak to mówią "what has been seen cannot be unseen".
    Nigdy więcej nie włożę trupa do ust.
    Ale wpadki czasem mi się zdarzają - np. wczoraj zjadłam dwa kawałki czekolady z advocatem, ale przysięgam, że nic innego słodkiego nie było w domu a ja MUSIAŁAM.
    Podpisuję się pod Twoim postem, gratuluję i polecam "Jedzenie ma znaczenie".

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to otworzył mi oczy. Twój blog, przez publikację tego filmu. Teraz to się już albo wege albo całkowite wyparcie i udawanie, że sumienia nie mam.
    Cóż, stopniowo, powoli, zaczynając od wegetarianizmu. Boże, holokaust XXI wieku :x

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem jak Gary Yourofsky to robi, ale potrafi przekonać prawie każdego, kto obejrzy jego wykład w słuszność sprawy. Nawet mojego chłopaka, który cały czas się zapierał że jako mięsożerca nie zrezygnuje z mięsa, i je uwielbiał nad życie. Teraz już jeść mięsa nie chce, wybiera sojowe. To nie jest trudne, życzę powodzenia. W razie czego służę radą, orientuję się gdzie mniej więcej można zjeść coś wege :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Akurat to nie jego słowa o niewolnictwie mnie przekonały a filmiki - szokujące i uderzające od początku. I ten wtręt o komórkach somatycznych. Mleka z marketu już nie ruszę choćby nie wiem co. Sprawdziłam (na bieżąco oglądając jego wykład wklepywałam w google z ciekawości) i wyleczyłam się z miłości do mleka >.< Jeszcze tylko przetwory, ale zaczynam od wegetarianizmu, potem pomyślę o weganizmie.
    Fauka, w takim razie będę się do ciebie uśmiechać od czasu do czasu mailowo albo fejsbukowo, bo szczerze powiedziawszy to ja nie mam pojęcia jak dietę układać, żeby było dobrze. Zobaczę co z tego wyjdzie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam mleko sojowe z Biedronki, jest przepyszne, ja jestem fanką czekoladowego ale jest również zwykłe i waniliowe chyba. Moja koleżanka robiła sobie na zwykłym płatki i były ponoć lepsze, niż na krowim mleku, i nie trzeba było słodzić (chociaż ja nigdy nie wpadłam nawet na pomysł by słodzić mleko). Biedronkowe jest póki co najlepsze.
      Zajrzyj też do realu bo są tam wędliny sojowe, parówki i pasztety. Parówki smakują identycznie jak parówki z mięsa, a nawet lepiej, ale są drogie bo ok. 8 zł. Pasztety polsoja są też bardzo smaczne, nigdy nie jadłam pasztetu mięsnego, przekonałam się do sojowego, ponoć smakuje jak prawdziwy pasztet, kosztuje niecałe 4 zł. Ja znajduję te produkty na stoisku mięsnym, trzeba dobrze poszukać, mają biało-zielone opakowanie.

      Usuń
    2. Mleko sojowe kocham odkąd spróbowałam, więc tutaj akurat nie ma problemu i jest o wiele lepsze niż zwykłe (moim zdaniem:D) :D
      A wędliny muszę sprobować, kotlety sojowe są pyszne :))

      Usuń
  5. Mleko piję głównie owsiane, a czasem ryżowe. Jakoś nigdy mnie nie przekonało naturalne mleko sojowe (smakowe, np. waniliowe to już zupełnie inna sprawa). A bez przetworów sojowych nie wyobrażam sobie życia - tofu (we wszystkiech kolorach i rodzajach), tempeh, a nawet wędliny sojowe Polsoi.

    OdpowiedzUsuń

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .