Jak przetrwać sylwestra?

Dla wielu ludzi powód do świętowania i zabawy, dla wielu właścicieli zwierząt najgorszy dzień w roku okupiony stresem, strachem i bunkrowaniem się w łazience. Mowa o sylwestrze który już za cztery dni osiągnie swoje apogeum, a już teraz daje o sobie znać.

Jak zatem przetrwać ten okres, który zaczyna się już w święta a kończy kilka dni po sylwestrze? Na co należy uważać?

1. Przezorny zawsze ubezpieczony – pamiętaj!
Ludzie zupełnie niezrozumiale kochają huk jaki wydają petardy, szczególnie dzieci które nie mogąc się doczekać sylwestra bawią się petardami na długo przed nim. Jeżeli twój pies jest wyjątkowo wyczulony na dźwięk petard ,w okresie świąt i w kilku noworocznych dniach nie odpinaj jego smyczy. Bezpieczniej będzie prowadzić go na długiej, mocnej i odpornej na gwałtowne szarpnięcia smyczy. Wiele psów w tym okresie ginie lub staje się ofiarami wypadków ponieważ przestraszone hałasem biegną przed siebie.

2. Lepiej za ciasno, niż za luźno
W tych dniach szczególnie przywiązuj uwagę do tego jak założona jest obroża czy szelki. Przestraszony pies może zdjąć sobie obrożę i wyjść z szelek, co może okazać się tragiczne w skutkach. Lepiej by było trochę ciaśniej niż zwykle lecz bezpieczniej, sprawdzaj również czy smycz jest prawidłowo zapięta a karabińczyk odpowiednio ciężki. Wiele smyczy na rynku posiada bardzo słabe karabińczyki które potrafią się złamać.
Należy również przywiązywać uwagę do jakości z jakiej zrobiony jest zatrzask w obroży, w tych tańszych łatwo o jego pęknięcie. Sama przekonałam się o tym kiedy Lary jako młody pies wyrwał się do zabawy, zatrzask po prostu pękł. Dlatego jeżeli plastik nie wydaje się wyjątkowo trwały a obroża nie jest renomowanej, dobrej firmy i jest najzwyczajniej w świecie tania warto w ten czas zainwestować w zwykłą, tradycyjną obrożę na mocną klamrę.

3. Krótki spacer nie zaszkodzi

W tych dniach wiele psów jest tak przerażonych, że spacery stają się dla nich mordęgą Ponieważ chcemy zapewnić naszemu podopiecznemu jak najmniejszą dawkę stresu, możemy odpuścić sobie długie spacery i udać się tylko na te najpotrzebniejsze sprawy. Zrobimy tym samym naszemu psu ogromną przysługę.

4. Udawaj że nic się nie dzieje
Jeżeli na każdym kroku będziemy dawać po sobie poznać, że ten dzień jest inny niż wszystkie i jesteśmy bardzo zaniepokojeni, damy psu do zrozumienia że jest czego się obawiać. Bądź spokojny, udawaj że nie słyszysz tych wystrzałów za oknem i nie reaguj w sposób histeryczny na widok przestraszonego psa.

5. Przygotuj dom
Na czas sylwestra wybierz najspokojniejsze i najcichsze miejsce w domu. Najczęściej takim właśnie miejscem okazuje się łazienka. Połóż tam miskę z wodą, kocyk i pozwól psu wcisnąć się nawet za toaletę. W tym kulminacyjnym momencie bądź z psem i trzymaj rękę na pulsie. Jeżeli twój pies na przykład preferuje pokój, zasłoń okna by nie widział wystrzałów, które przestraszą nawet największego psiego twardziela.
Postaraj się zagłuszyć strzały muzyką lub telewizorem. 


6. Odwróć uwagę
Jeżeli twój pies nie jest przerażony do tego stopnia, że leży sparaliżowany strachem gdzieś wciśnięty to postaraj się umilić mu czas i odwrócić uwagę. Pobawcie się ulubioną zabawką lub poćwiczcie proste komendy sowicie nagradzane czymś pysznym. Niech ten czas psu skojarzy się z czymś przyjemnym..

7. Uważaj na leki!
Nigdy nie podawaj żadnych leków uspokajających bez konsultacji z weterynarzem. Ważne by lek psa uspokajał a nie otumaniał. Należy unikać podawania psu Sedalinu który nie dość, że nie działa przeciwlękowo to wyostrza zmysł słuchu. Polecany jest bardzo skuteczny środek ziołowy sprzedawany bez recepty o nazwie Valused.


8. Miej oczy dookoła głowy
Wiele śmieci po petardach a także niebezpiecznych niewypałów leży na ulicy po sylwestrze i przez kilka dni nie będą posprzątane. Dla wielu psów może wydać się to fajną zabawką i może skończyć się to bardzo tragicznie, dlatego w tych dniach szczególnie pilnujmy co nasze psy wąchają lub biorą do pyska.

Jestem szczęśliwa ponieważ moje psy wyjątkowo dobrze znoszą ten czas, Ajs boi się wystrzałów jedynie na dworze, natomiast Lary nawet ich nie dostrzega. Mimo to, w tym czasie staram się unikać odpinania moim psom smyczy i jestem wyjątkowo czujna. Nagle wystrzelona petarda potrafi przestraszyć nawet mnie.




Życzę wam by Nowy Rok był jeszcze lepszy od poprzedniego, by drobne niepowodzenia nie stały na waszej drodze, a jedynie was wzbogacały. By wszystkie wątpliwości i lęki zamieniły się w rozsądek, a nie przeszkody. Bądźcie szczęśliwi i wyrozumiali dla swoich czworonogów, tak jak one wyrozumiałe są dla was. Nigdy nie poddawajcie się i nie wątpcie, a rok 2013 będzie waszym rokiem! :)




4 komentarze :

Zimowo


Zimowy Lary w ostatnim dniu przed roztopami :)
Pech od lat ciąży nad nami i śnieg topnieje zawsze na święta pozbawiając nas upragnionych białych świąt, dlatego w najbliższych dniach z tęsknotą będę patrzeć na te zdjęcia.
Lary pozował w nowym miejscu, w naszym nowym ulubionym parku gdzie cudowne psiaki przychodzą i jest duuużo miejsca do biegania. Sielanka :)
Już nie możemy doczekać się wiosny.

Jeśli podobają Wam się zdjęcia mojego autorstwa, i chcecie obserwować nie tylko te psie, ale również inne zdjęcia, to zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku - www.facebook.com/FaustynaMaciejewska




1 komentarze :

Słodki prezent na święta

Święta tuż tuż, można rzec że depczą nam po piętach. Bez bicia przyznam że nie mam jeszcze ani jednego prezentu, nawet dla psów mimo że im kupuję coś zwykle z dużym wyprzedzeniem.
Ostatnio nie oszczędzałam was i przedstawiałam rzeczy naprawdę z wyższej półki, które z pewnością oczyściłyby do zera konta nas wszystkich. Dzisiaj dla odetchnięcia pragnę pokazać wam coś, co nie wymaga dużego nakładu finansowego.

Jeżeli chcecie swoim podopiecznym sprawić prawdziwą radość, sięgnijcie po dział ze smakołykami lub zabawkami.  Psy są jak dzieci, najbardziej cieszą się z czegoś „słodkiego” lub zabawki, dlatego zwykle kieruję swoją uwagę w te rejony (zaraz potem idę na dział z obrożami, ale kupuję chyba je bardziej dla siebie).

Wraz ze sklepem hubuform.pl mam przesłodką propozycję która niestety lub stety nie jest do zjedzenia, muffinka Eco Dental!
Oprócz tego że wygląda przesłodko spełnia funkcję czyszczenia zębów, przez co staje się naprawdę praktycznym prezentem. Jest modna i ekologiczna, ponieważ została stworzona z ogranicznej, niezwykle trwałej bawełny. Prawdziwą wisienką na torcie, przepraszam – babeczce jest piszczałka, i nie ma co narzekać , idą święta, nie przekłuwajmy jej chociaż do nowego roku! ;)

Zabawka jest dostępna w trzech wariantach smakowych, to znaczy kolorowych:
truskawkowa
jagodowa
waniliowa


Cena muffinki to jedyne 29.00zł

Oprócz muffinków w ofercie są również donuty, kości, lody i piłeczki. Możecie zobaczyć je na http://www.hubuform.pl/pl_zabawki-dla-psa,88.html




2 komentarze :

Mobilne posłanie Sleepypod na święta




Święta tuż tuż (choć śnieg za oknami dzisiaj topnieje…) dlatego pragnę przedstawić Wam kolejną propozycję na prezent dla pupila. Tym razem oferta jest skierowana do właścicieli tych bardziej filigranowych czworonogów. 

Mobilne posłanie Sleepypod to jeden z produktów oferowanych przez hubuform.pl, zawiera w sobie wszystko co powinien mieć tego typu produkt - jest bezpieczny, komfortowy i ma świetny design.
Jeżeli poszukujecie bezpiecznego transportera do podróży z psem, a o tym ostatnio bardzo często się mówi i myślę, że świadomość właścicieli w tej kwestii wzrasta, możecie skierować swoją uwagę ku temu posłaniu. Jest to produkt przetestowany i gwarantujący bezpieczeństwo psa w podróży , dodatkowo zapewnia komfort i wygodę jakiej nie zapewniają tradycyjne transportery.

                

„Wielokrotnie nagradzane mobilne posłanie dla psa lub kota to coś więcej niż posłanie, to styl życia. Jest to osobista przestrzeń dla Twojego pupila, zaprojektowana, aby dopasować się do jego indywidualnych potrzeb.

Piękno Sleepypod jest wszechstronne. Zarówno pies, który lubi zdawać sobie sprawę co się dzieje w jego otoczeniu, jak i kot lubiący swoją prywatność będą zadowoleni ze Sleepypod. Miękkie i luksusowe wnętrze pozwoli Twojemu zwierzakowi na komfortowe podróżowanie w przeciwieństwie do twardych, plastikowych transporterów z ograniczoną widocznością.

Sleepypod jest wygodnym posłaniem, które może być stosowane na co dzień. Miękką wyściółkę można prac w pralce, a w razie potrzeby do Sleepypod dopinamy nylonową górę i zwierzę rusza w podróż w swoim własnym łóżku. Doskonały system zapięcia pasami wokół Sleepypod sprawia, że podróżowanie to przyjemność dla Twojego pupila.

Łatwość obsługi, funkcjonalność, świetny design ,innowacyjność to cechy, które sprawiają, że Sleepypod zachwyca.

Sleepypod występuje w sześciu kolorach
Sleepypod Mini jest przeznaczony dla mniejszych zwierząt, ale ma te same funkcje co większy Sleepypod z możliwością zmieszczenia pod siedzeniem fotela lotniczego.”



Wymiary
Waga kota  do 7kg                                                              
Waga psa    do 6kg                                                                  
Posłanie  śr.43x34cm                                                              
Posłanie w środku śr.38x28cm                                                        
Posłanie waga 1,4kg  


Posłanie Sleepypod nie jest tanie jak większość tego typu zagranicznych nowinek, jest jednak jakiś powód tego, że robi na świecie taką karierę. Dlatego szukając transportera warto zastanowić się nad nim, bo może warto zainwestować w taką jakość?

Posłanie możecie znaleźć na www.hubuform.pl



1 komentarze :

Hubuform.pl : Avant Garde Keep Calm

Dzielą nas zaledwie 24 dni od świąt, pewnie niektórzy poszukiwania prezentów już zaczęli, inni dopiero zastanawiają się co, gdzie i za ile.
Ja jestem wymagającą konsumentką jeżeli chodzi o wybór czegoś dla moich podopiecznych (co zabawne mniej kapryśna jestem podczas zakupów ubraniowych) i zawsze szukam czegoś wyjątkowego.  Zwracam ogromną uwagę na wzornictwo, design i użytkowość, dlatego jak z nieba spadł mi sklep Hubuform.pl  którego banner możecie zauważyć po prawej stronie bloga.
Przez najbliższe dni będę rzucała pomysłami na świąteczne prezenty oferowane przez ten sklep (ale nie tylko),a  ponieważ nie chcę by było to coś nudnego szykujcie się na dużą dawkę ciekawych rozwiązań. Ma być ładnie, funkcjonalnie i bezpiecznie.

Hubuform to sklep wychodzący naprzeciw oczekiwaniom miłośników psów i kotów szukających czegoś oryginalnego, minimalistycznego i ładnego. Produkty które oferują nie należą do najtańszych, ale w przeciwieństwie do wielu akcesoriów dla zwierząt wzbogacają wnętrze zamiast je zagracać. Warto wspomnieć że oferowane produkty są tworzone z najlepszych materiałów bezpiecznych dla zwierząt.

Nigdy nie ukrywałam że jestem miłośniczką smyczy automatycznych, przy odpowiednim treningu chodzenia na niej spacery mogą być przyjemne a pies nie zapomni jak chodzi się na normalnej smyczy.
Strzałem w dziesiątkę jest połączenie modnego i niezwykle popularnego w ostatnim czasie powiedzenia „keep calm” z  „and walk your dog” i umieszczeniem go na niej!
Patrząc na taką smycz nawet w momencie, gdy pada deszcz ze śniegiem nabierzemy ochoty na spacer.

„Smycz rozwijana Keep Calm
Avant Garde  to seria stylowych smyczy. Są wykonane z najwyższej jakości materiałów, działają w sposób płynny i nienaganny. Jednocześnie ich wzornictwo  zachwyca .
- wszystkie smycze mają nylonowe taśmy
- posiadają solidną metalową klamrę
- ergonomiczny uchwyt
- 36 miesięcy gwarancji
- 2 rozmiary
Rozmiary:
- S mały - długość smyczy 2,75 m,  wytrzymałość do 12,7 kg
- M średni - długość smyczy 4,57 m, wytrzymałość do 21,8 kg”






W ofercie sklepu znajdują się również smycze tej firmy z innymi motywami takimi jak My Heart Races, On Cloud 9, Couture Princess, Sherlock i inne. A do nich można dopasować pasujące wzorem szelki dla psów średnich, małych i bardzo małych.

 A wy? Macie już jakieś pomysły na prezenty? Podzielcie się nimi w komentarzach! :)



10 komentarze :

Dobranoc


Wczorajszej nocy, o godzinie 3:15 sunia z wypadku którego byłam świadkiem odeszła. Choć wydawało się, że suczka w wypadku nie odniosła poważnych obrażeń, o godzinie 18 jej stan zaczął się pogarszać. Miała obrzęk mózgu który został uszkodzony, oraz niewydolność krążeniowo – oddechową.  Mimo walki weterynarzy o jej życie przez niemal całą noc, nie udało się jej uratować.
Już nie cierpi.

Jestem bardzo rozczarowana, zła i smutna. Wychodząc z kliniki miałam nadzieję że suczka z tego wyjdzie, w poniedziałek trafi do domu tymczasowego gdzie będzie czekać na swojego opiekuna. Jestem zła na tych wszystkich ludzi, którzy wykazali się obojętnością i smutna, że tak cudowne, delikatne i niewinne stworzonko które miało przed sobą jeszcze dużo czasu odeszło za wcześnie.
Mam do siebie absurdalny żal, że zamiast zareagować od razu, stałam i zastanawiałam się czy ona jest sama, czy ci ludzie idący przed nią to jej opiekunowie. Dopiero zareagowałam gdy miałam pewność, że to nie jest ich pies. Że pół minuty przesądziło o jej życiu. Trudno mi z tym teraz żyć.

Mam jednak rzadkie przynajmniej w moim wypadku uczucie, że byłam w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Że żaden „litościwy” kierowca nie zdecydował się jej przejechać by skrócić jej cierpień.
Teraz jestem potrzebna medorowej Ciapci dla której znalazłam cudowny dom, i której muszę zorganizować do niego podróż. Być może spędzi święta w swojej nowej rodzinie, która będzie ją kochać do końca.


5 komentarze :

Ile jest człowieka w człowieku?

Codziennie widzę dowody na bezduszność i ignorancję ludzi poprzez obserwowanie licznych profili przeróżnych fundacji pro zwierzęcych na facebooku. Zdecydowanie rzadziej bywam sama świadkiem takich sytuacji. Kiedy jednak staję oko w oko z problemami z którymi na całym świecie borykają się zwierzęta i ludzie, wyzwala się we mnie ogromna siła napędzana przez złość do ludzi tylko z nazwy.

Kim trzeba być, by potrącić psa i odjechać bez zatrzymania? Czy człowieka bez tak ważnej cechy nazywanej „człowieczeństwem” można nadal nazywać człowiekiem? Czy empatia i współczucie naprawdę są uczuciami które umierają?

Dzisiaj będąc na spacerze z moimi psami byłam świadkiem strasznego zdarzenia. Niewielki piesek w typie yorka biegł przed siebie po chodniku, z początku pomyślałam że goni właściciela, lecz zapaliła mi się czerwona lampka kiedy zaczął biec środkiem jezdni a nikt na to nie zareagował. Szybko odwróciłam się by zapiąć Larego na smycz i w momencie kiedy podawałam ją mojemu chłopakowi by móc pobiec za tym psem usłyszałam „bum!”. Odwróciłam się, pies leżał na środku dwupasmówki, kierowca odjechał, inni kierowcy sprawnie wymijali bezwładne ciałko które przecież żyło.

Ruszyłam co sił w stronę psa, samochody zatrzymały się dopiero gdy wyskoczyłam im przed maski i łaskawie pozwoliły mi zdjąć psa z drogi. Nikt nie wysiadł, nie zaproponował pomocy, o nic nie zapytał, po prostu niecierpliwie czekali aż usunę przeszkodę z drogi.
Pobiegłam z małą na trawnik, chyba nawet na chwilę straciła przytomność ale zaraz ją odzyskała, wyginała się i była bardzo napięta. Położyłam ją delikatnie na trawie. Na całe szczęście okazało się że kobiety z budynku Uniwersytetu Medycznego zobaczyły z okna całe zajście, spytały mnie czy mam samochód i jedna z nich, Paulina o ogromnym sercu ubrała się i wybiegła do nas.
Mój chłopak zabrał Ajsa i Larego do domu co było trudne bo kompletnie nie wiedzieli co się dzieje, a my pojechałyśmy do kliniki weterynaryjnej. Całe szczęście nie było daleko do dobrze wyposażonej kliniki która regularnie pomaga potrzebującym psom.
Suczka, prześliczna ok. 2-3 letnia Yorkshire terierka z początku nie napawała optymizmem, było podejrzenie złamania kręgosłupa. Na szczęście prześwietlenie wykazało żadnych złamań. Była po prostu przerażona i w szoku. Niestety jest też zła informacja, dostała ataku padaczki lecz jest pod troskliwą opieką lekarzy.
Opieki nad nią podjęła się Fundacja Niechciane i Zapomniane która opłaci jej leczenie.

Do wypadku doszło za skrzyżowaniem Zielona – Żeligowskiego w Łodzi po godzinie 15. Suczka prawdopodobnie komuś się zgubiła, nie posiadała obroży ale miała na sobie  ubranko, prawdopodobnie ręcznie uszyte.  Ma ok. 2-3 lata i przepiękne srebrne umaszczenie. Była zadbana i ostrzyżona.  Przebywa w lecznicy przy ulicy Gdańskiej 81 i czeka na swojego opiekuna.


Informacje o suni będą pojawiały się na blogu na bieżąco. Jeżeli ktoś coś wie na jej temat niech skontaktuje się ze mną na maila albo z lecznicą.

7 komentarze :

Modne kolczatki


Gdyby nie to, że jest bardziej popularna w naszym kraju niż obroża, kolczatka lepiej pasowałaby do klimatu sadomasochistycznego sex shopu niż sklepu zoologicznego. Jest jednak inaczej, nie lubimy się wysilać, szukamy szybkich i skutecznych rozwiązań gubiąc gdzieś po drodze humanitarność i miłość. Często bez zastanowienia nad tym jak to działa sięgamy po przyrząd i?... i zaczynamy go używać. Stąd się biorą w tragicznie zabawne kombinacje kolczatka + flexi, kolczatka + yorek.

Idąc ulicą zaczęłam zwracać uwagę na to, w czym wyprowadzone są czworonogi przez swoich opiekunów. Zakładam że Łódź nie rożni się zbytnio od innych miast pod tym względem. Z bólem serca i ogromnym rozczarowaniem stwierdziłam, że prym popularności wiedzie kolczatka, następnie uplasowała się obroża, potem szelki, a na końcu halter (najczęściej sam halter + smycz, bez obroży).
Jaki z tego wniosek? Taki że Polacy mają problem z wychowywaniem swoich psów i szukają łatwych rozwiązań. Nie byłoby to w sumie dziwne gdyby nie fakt, że żyjemy w dobie internetu i zalewu informacji, gdzie nie trudno znaleźć dużo wiedzy na temat wad kolczatki i sposobu radzenia sobie z ciągnącymi na smyczy psami.

Ale do rzeczy, kolczatka zła nie jest, nie można całkowicie przekreślić jej zastosowania albowiem są przypadki kiedy potrafi czynić cuda. W tym miejscu chcę ostudzić emocje entuzjastów, z pewnością używacie jej źle a wasze psy wcale nie należą do przypadków tak drastycznych jakie mam na myśli, a jakie wam się wydaje że są. Przede wszystkim kolczatka nie służy do nauki chodzenia psa na luźnej smyczy, jest na to miliard różnych sposobów wspomaganych nagrodami lub ewentualnie halterem. Kolczatka powstała po to, by opanować silne psy wagi ciężkiej, zatem prowadząc swojego 5-20 kilogramowego psa na kolczatce narażacie się na śmieszność.
Ale to nie koniec, nie służy ona również do codziennego użytku. Pewnie większość z Was korzystając z kolczatki zauważyła, że psy bardzo szybko uodparniają się na ból powodowany jej używaniem, i po pewnym czasie ciągną z podobną siłą, z jaką ciągnęły was na smyczy. Nie da się ukryć, że błyskawiczny efekt chodzenia na luźnej smyczy niestety nie był trwały.


Dlaczego kolczatka jest zła?

  • ·         Doprowadza do agresji – pies ciągnąc na smyczy do innego psa odczuwa ból, nie łączy go jednak z kolczatką czy właścicielem który mu takie piekło zafundował, łączy to z psem do którego ciągnie ponieważ wtedy czuje ból. W efekcie nawet sympatyczny pies zaczyna atakować inne psy uważając, że to one są winne tej sytuacji.

  • ·         Nie rozwiązuje problemu ciągnięcia na smyczy – kolczatka zadaje ból, nie uczy. Kluczem w nauce psa jest pokazanie mu dobrego zachowania, którym zastąpi to niemile przez nas widziane. Kolczatka natomiast tego nie robi, z początku pies unika bólu lecz po pewnym czasie zaczyna się na nią uodparniać.

  • ·         Robi krzywdę – psia skóra ma od 3 do 5 warstw, natomiast nasza może posiadać ich nawet 15. Teraz przyłóż kolczatkę do swojej szyi i dociśnij, mocno. Boli, prawda? Sonię, Reksa czy Maksa boli jeszcze bardziej.

  • ·         Zamienia spacer w piekło – zabierając psa na spacer pewnie chcesz również sprawić mu przyjemność. Ale nawet lekkie pociągnięcie smyczy sprawia ból. To trochę jak wyjście w za ciasnych butach. Nic przyjemnego.

  • ·         Nie wygląda najlepiej – co ładniej wygląda? Kawał żelastwa z kolcami wyglądający jak rekwizyt z popularnego horroru „Piła”, czy elegancka, szeroka obroża? Mamy ogromny wybór pięknych obroży, a ludzie coraz bardziej świadomi, coraz mniej przychylnie patrzą na właścicieli prowadzących swoich podopiecznych w kolczatkach. Może pora na zmianę?


Kiedy kolczatka jest wskazana?

 Kiedy inne metody zawodzą, a doświadczony szkoleniowiec prowadzący twojego psa decyduje  ostateczną decyzję o jej użyciu. Mimo ogólnodostępności kolczatka jest przedmiotem który powinien być używany tylko przez profesjonalistów, i tylko w czasie sesji szkoleniowych. 
Jeżeli pies nie wykazuje chęci współpracy, jest trudny do opanowania i zbyt silny, a liczne dotychczasowe próby zawodzą – wtedy profesjonalista może podjąć próbę o jej użyciu.
Nie we wszystkich szkołach taka decyzja może zapaść, są tzw. „szkoły bez kolców” w których propaguje się tylko i wyłącznie pozytywne metody szkolenia. Kto czyta mojego bloga częściej, ten wie że nie jestem zwolenniczką skrajności, natomiast zdarza się ze w pozytywnych szkołach zapada decyzja o farmakologicznym rozwiązywaniu psich problemów. Ja wybrałabym w takim momencie kolczatkę zamiast psychotropów dla psa.
Nie mniej jednak uważam, że w przypadku silnych i trudnych do opanowania psów lepszym wyborem jest halter.


Halter zamiast kolczatki

Coraz modniejsze jest humanitarne zastępowanie kolczatki halterem. Problemu to jednak nie rozwiązuje, bo o ile halter nie sprawia psu takiego bólu jak kolczatka, jest równie awersyjną metodą.
Problem jest podobny, zakłada się psu przyrząd i?... i w nim już zostaje. Halter również nie nauczy psa chodzenia na luźnej smyczy. W dodatku zazwyczaj jest źle używany.
Przede wszystkim obroża uzdowa nie zastępuje zwykłej obroży, to dodatek. Jeden koniec smyczy powinien być przypięty do obroży, drugi do haltera by móc go awaryjnie użyć. Poza tym powinno się go stosować w okresie pracy z psem nad chodzeniem na luźnej smyczy w celu ułatwienia sobie zadania.
Czemu halter jest lepszy? Pies się na niego nie uodporni, z czasem może trochę mocniej na nim ciągnąć ale nigdy nie w takim stopniu jak na kolczatce. Poza tym mamy kontrolę nad jego pyskiem i każdy psi zryw zakończy się głową odwróconą z bok. Należy jednak uważać i kontrolować psa, ponieważ zbyt silne i raptowne szarpniecie może zrobić mu krzywdę.


Z życia wzięte

Pewnego dnia idąc z moimi psami byłam świadkiem okropnej sytuacji. Pewien starszy mężczyzna szarpał swoją suczkę w typie ogara, miał jej za złe że chce coś powąchać. Przez chwilę obserwowałam sytuację, sunia nawet nie ciągnęła smyczy, po prostu chciała coś powąchać a linka była zbyt krótka, natomiast jej pan był zwykłym frustratem który swoje nerwy postanowił wyładować na niej. Pan do niej coś krzyczał, szarpał za kolczatkę a pies kompletnie nie wiedział jak ma się zachować, widać że psina była bardzo spokojna. Nie wytrzymałam i zwróciłam mężczyźnie uwagę, był oburzony i stwierdził że to nie moja sprawa. Było jednak widać że zrobiło mu się wstyd, tym bardziej że ludzie z przystanku obok zaczęli się mu przyglądać.
Kilka tygodniu później spotkałam znowu tego mężczyznę z psem, tym razem z obrożą na szyi.


14 komentarze :

W schronisku

W ten weekend byłam gościem fundacyjnego schroniska Medor które z wielu względów jest wyjątkowe.
Medor to miejsce złożone przez prywatne osoby które całe serce wkładają w prowadzenie tego miejsca, to niewielkie schronisko w którym boksy są czyściutkie, wybiegi duże a bezdomne zwierzęta samotne lecz szczęśliwe. Każdy chętny do pomocy jest mile widziany, atmosfera jest fantastyczna a Pani prezes ma lwie serce i walczy o dobro swoich podopiecznych. Borykają się z licznymi problemami finansowymi, gmina nie pali się do pomocy a pod ich nogi ciągle rzucane są kłody. Wicher silne drzewa głaszcze i tak jest właśnie z Medorem. Mimo wszystkich trudności cały czas coś udoskonalają, cały czas pracują, otworzyli nawet klinikę dla zwierząt z nadzieją, ze zacznie zarabiać na podopiecznych fundacji - "Lecząc zwierzaka ratujesz psiaka".
To dopiero początek mojej współpracy z Medorem, jeżdżę aż do Zgierza by pomóc, bo wiem że tam moja pomoc jest potrzebna i mile widziana. Czego nie mogę powiedzieć o łódzkim schrnisku, gdzie każdy chętny do pomocy jest traktowany jak intruz.


Z tego miejsca chciałabym zaapelować do Was, pomóżcie Medorowi! potrzebne jest w zasadzie wszystko - pieniądze, koce, miski, karma, akcesoria. Osoby z okolic Zgierza mogą również przyjść i pomóc w opiece nad psami i kotami w ramach wolontariatu lub po prostu korzystać z usług tamtejszego gabinetu weterynaryjnego . Bardzo ważne jest też przekazanie 1% podatku na ich rzecz. Wiecej informacji na ten temat dowiecie się ze strony www.medor.org


Dlaczego akurat im pomoc jest tak bardzo potrzebna? Ponieważ w przeciwieństwie do zwykłych schronisk, oni mają duże trudności z otrzymaniem jakiejkolwiek pomocy od państwa i muszą liczyć jedynie na siebie. Niestety trudno im konkurować z łódzkim schroniskiem czy fundacją niechciane i zapomniane dlatego sumy z jednego procenta są znacznie mniejsze. Ale oni naprawdę na to zasługują!

Moja wizyta miała na celu zrobienia zdjęć psiakom, w tym wpisie znajduje się ich zaledwie część, więcej możecie zobaczyć na www.clevershoot.blogspot.com
Zdążyłam zakochać się w pięknej pręgusce o imieniu Ciapcia która swoim urokiem podbiła moje serce. Co do niej mam więkrze plany o których jeszcze tutaj napiszę, z góry jednak uprzedzam że nie są one związane z adopcją. Myślę że ciąg dalszy o medorze nastąpi niebawem :)




8 komentarze :

Ciepła jesień i obiecane zdjęcia

Dzisiaj był wyjątkowo ciepły dzień a temperaturę wzmagały ciepłe barwy jesiennych liści w parku. Jak obiecałam ten wpis będzie zdjęciowy, ponieważ cały czas testuję nowy sprzęt. Jestem zadowolona z efektów i pełna energii do działań. Dzisiaj fotografowalam w parku, jutro jadę robić zdjecia poszukującym domu psiakom w zgierskim Medorze.

Znaleźliśmy również idealne mieszkanie w idealnym miejscu nieopodal parku w którym bawiłam się będąc małą dziewczynką. Będziemy mieć fantastyczne trasy spacerowe a w dodatku będę miała blisko do uczelni. Czego chcieć więcej?







Chcąc dokumentować swoje fotograficzne poczynania założyłam bloga na którym będę dodawała wszystkie moje wykonane zdjęcia (mam nadzieję że nie tylko te psie) oraz opisywała ich przebieg. Dlatego zachęcam Was do zaglądania na www.foto-fm.blogspot.com i dodawania go do obserwowanych (na dole w stopce bloga jest taka możliwość).

5 komentarze :

Dreams come true


Park jesienią to nasze środowisko naturalne, jestem zimnolubna podobnie jak Lary dlatego wykorzystujemy ten krótki czas do cna. Pewnie część z Was zastanawiała się co się stało ze Zdaniem Psa i czy kiedykolwiek powrócimy, ci którzy śledzą nas na facebooku orientują się w tej kwestii nieco bardziej.
Moi Drodzy, marzenia się spełniają i dzisiaj piszę o tym całkowicie świadomie, wystarczy wierzyć i włożyć trochę wysiłku w ich urzeczywistnienie się. W naszym życiu doszło do wielu zmian które nadal trwają.
Od pierwszego października poszłam na studia grafiki komputerowej o których marzyłam od długiego czasu, nie jest to co prawda dobra nowina dla Larego ale dzięki temu zdobędę umiejętności które w przyszłości pozwolą mi zadbać o niego, gdyby wiedział to by docenił :)
W dodatku planujemy przeprowadzkę, szukamy mieszkania pod kątem psów dlatego nasze nowe cztery kąty będą w pobliżu jakiegoś parku, w dużo przyjemniejszej okolicy niż dotychczas. To dla nas fantastyczna nowina ponieważ do tej pory za dużo czasu zabierało nam dojście do jakiegoś parku i czasami po prostu go brakło. Szczególnie teraz gdy jestem długo w uczelni. Dlatego życzcie nam powodzenia w znalezieniu naszego idealnego miejsca na ziemi.


Ale nie tylko to się zmieniło, po wielu latach czekania w moje ręce wpadł upragniony Canon EOS 60D dzięki któremu na blogu pojawi się więcej zdjęć i filmików, obiecuję że będzie warto tutaj zaglądać. Obecnie jestem na etapie rozpracowywania go i czytania baaardzo grubej instrukcji obsługi, ale pierwsze próby wypadają nieźle i jestem dobrej myśli. Przejście z automatycznego kompaktu na lustrzankę cyfrową jest troszeczkę skomplikowane, lecz wcześniej odpowiednio uzbroiłam się w wiedzę by nie było to takie straszne.
Bądźcie z nami, niebawem zaleje was fala zdjęć i filmików. Nie zapomnę również o treści, obiecuję ! :)



9 komentarze :

Urodziny Larego

Lary kończy dzisiaj 4 lata!
Czas leci nieubłaganie szybko, dopiero co spełniło się moje marzenie, dopiero sprzątałam jego gigantyczne kupy z dywanu, a teraz? Teraz jest już dorosłym psem choć do powagi psa dorosłego wiele mu brakuje, i nie sądzę by to się kiedykolwiek zmieniło.
Przeżyliśmy razem mnóstwo cudownych chwil, codziennie dostaję od niego ogromną dawkę miłości na którą z pewnością nie zasługuję, i życzę jemu (a także sobie) by te chwile trwały i nigdy się nie skończyły.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie mając u boku tak cudownego psa, i robię co w mojej mocy by Lary był najszczęśliwszym na świecie psem. Bo ta przyjaźń jest jedyna w swoim rodzaju i nie do zabicia.
To dzięki niemu piszę tego bloga, to dzięki niemu nie boję się psów mimo że zdrowy rozsądek chwilami mówił mi coś innego, to dzięki niemu poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi. Gdyby nie on nie byłabym teraz tu gdzie jestem, w najgorszych chwilach mojego życia żyłam tylko dla niego i jest moim światełkiem trzymającym mnie brzegu. Nie byłabym taka silna bez psa u boku, ale pewnie każdy posiadacz psa wie co czuję, bo pewnie poczuł chociaż raz to samo.

Życzę Ci mój ukochany psie byś żył w zdrowiu jak najdłużej, byś zaliczył wszystkie stawy, jeziora, rzeki i sadzawki, byś zjadał te wszystkie paskudztwa bez uszczerbku na zdrowiu, być rozwalił jeszcze tysiące piłeczek i byś zawsze był po prostu szczęśliwy. Bo prostota uczuć jest najpiękniejszą cechą labradora i za to świat je kocha.













10 komentarze :

Po co mi gaz pieprzowy?

Poranek 25 sierpnia wychodzę z Larym na poranny spacer, słońce przyjemnie świeci, a w saszetce czeka piłka. Trasa taka jak codziennie, przechodzę na drugą stronę ulicy by Lary mógł zaznaczyć krzaczki które zaznacza codziennie by następnie swoje kroki skierować do mini parku gdzie każdego ranka Lary szaleńczo ściga tenisówkę. Niestety tego dnia rutyna została drastycznie przerwana.
Kiedy Lary obsikiwał poniekąd już swoje krzaczki, jakby spod ziemi wyłonił się potężny, najeżony amstaff z wyraźnie niezbyt dobrymi zamiarami. Zaczął bardzo nachalnie narzucać swoją obecność Laremu i próbował sprowadzić go siłą do parteru wydając z siebie warknięcia. Doskonale wiedziałam że nie wróży to niczego dobrego, szybko osłoniłam Larego i zaczęłam krzyczeć do psa z nadzieją że właścicielka której nie było widać na horyzoncie wyłoni się z ukrycia. Moja łydka po owczarku niemieckim który ostatnio swoje zęby omyłkowo zamiast na moim psie zacisnął na mnie się jeszcze nie zagoiła, więc sytuacja z amstaffem była tym bardziej niezbyt komfortowa dla nas obojga.
Ku mojemu przerażeniu napastnik niczego nie robił sobie z mojej obecności i koniecznie chciał dopaść Larego, w dodatku nie miał na sobie obroży. Szybko wycofałam się i przebiegłam na drugą stronę z powrotem do bramy a następnie dzwoniłam domofonem jak szalona by mama otworzyła mi drzwi, po cichu mając nadzieję że ten pies za nami nie przebiegł.
W tym momencie pojawiła się całkowicie wyluzowana i zdziwiona moją reakcją właścicielka, nie odwołała psa tylko po prostu podążała za nim. Pełna zdenerwowania krzyknęłam do mamy by zadzwoniła po straż miejską co następnie uczyniłyśmy razem. Gdy zeszłam by dokończyć przerwany spacer z psem właścicielka niczym olśniona prowadziła psa na smyczy, w kagańcu i oczywiście kolczatce.

Ale to nie koniec tej historii. Kilka dni później wychodząc na wieczorny spacer z psami w towarzystwie mojej mamy jeszcze będąc w bramie dojrzałyśmy ową panią z psem. Nie muszę chyba mówić że sytuacja podobna jak wcześniej, pies biegał bez kagańca, bez obroży. Moja mama jako osoba nerwowa i wygadana wręczyła mi smycz Ajsa i popędziła co sił do pani nieodpowiedzialnej. Wygarnęła jej co myśli o tak skrajnej nieodpowiedzialności, poinformowała że SM wie o całym zajściu i zażądała by ta natychmiast zapięła psa na smycz. Pani nie była tak wygadana i posłusznie wykonała polecenia. Miałyśmy nadzieję że to wystarczy by kobieta zrozumiała że psa należy kontrolować.
Obecnie jest pewien progres, pies biega bez obroży, bez smyczy ale w kagańcu a na nasz widok pani z niechęcią ale łapie psa na pętlę ze smyczy.

Więc po co mi gaz pieprzowy? Do obrony siebie i mojego psa oczywiście. Ostatnio miałam wiele takich sytuacji, ludzie bywają ignorantami i absolutnie nie przejmują się konsekwencjami wynikającymi z pewnych zachowań.
Zakupiłam gaz pieprzowy w żelu za 25 złotych. Jest lepszy od standardowego bo nie jest narażony na podmuchy wiatru i zawsze wyląduje tam, gdzie go kierujemy. Nie zrobi również krzywdy napastnikowi a jedynie go odstraszy.

To strasznie smutne że jestem zmuszona do noszenia tego typu gadżetów przy sobie by czuć się w miarę bezpiecznie podczas spacerów z psem. Niestety zasada ograniczonego zaufania w stosunku do innych psiarzy może uratować zdrowi a nawet życie naszych podopiecznych. Dlatego bądźcie czujni i ostrożni!

15 komentarze :

„Dobry Pies” Jon Katz – recenzja

Dosyć dawno temu bo w grudniu wpadła mi w ręce książka „Dobry pies” Jona Katza, nie przez przypadek bo po spędzonych godzinach na przeszukiwaniu mądrych książek w sieci.

Jak daleko może zaprowadzić miłość do psa? Jak wiele poglądów można zrewidować w imię miłości i przywiązania do zwierzęcia? Z pewnością na te pytania najlepiej odpowiedzieć potrafi autor książki.

Jon Katz to dziennikarz który całe swoje życie wiódł w mieście w towarzystwie dwóch spokojnych labradorów i nie był aktywnym psiarzem, raczej typowym właścicielem psów niezbyt zainteresowanym głębszym ich poznaniem. Wszystko zmieniło się gdy wciągu jednego roku stracił swoje ukochane labradory a jego córka wyprowadziła się z domu. Podjął się wtedy opieki nad Devonem, dorosłym border collie który miał pecha trafić do nieodpowiednich rąk, co później zaowocowało w poważne problemy z jego psychiką.

Mimo licznych problemów takich jak zaganianie autobusów, atakowanie ludzi oraz wybijanie okien Jon odnalazł bratnią duszę w szalonym i zagubionym Devonie. Postanowił zawalczyć o niego.
W ten sposób poznał tajniki pasienia i zaczął zgłębiać psią psychikę by wiedzieć jak postępować z nowym psem. Z przedmieść Nowego Yorku wyprowadził się na farmę i w towarzystwie dwóch osłów, kilku kurczaków, stada owiec i oczywiście Devona zaczął wieść prawdziwie wiejskie życie. A wszystko po to by zapewnić psu najlepsze warunki.

Kto czytał wcześniejsze książki Katza przekona się, jak bardzo autor zmienił podejście do psów i sposób ich pojmowania. Żmudna, trudna i mało postępowa praca nad psem z którym połączyła go ta wyjątkowa nić porozumienia sprawiła, że odkrył całkiem inne, głębokie i duchowe oblicze psa, którego wcześniej nie chciał lub nie potrafił dostrzec. Stał się po części jednym z tych ludzi, których uważał za lekko stukniętych.

„Dobry Pies” nie jest poradnikiem na temat wychowania i szkolenia psów, jest to historia człowieka który walczył o trudnego psa któremu ktoś zrobił nieświadomie krzywdę. To historia border collie który padł ofiarą czyiś wysokich oczekiwań i małej wiedzy.
Można z niej wyciągnąć mnóstwo porad, informacji oraz inspiracji do pracy z psem co sprawia że jest to bardzo wartościowa lektura.

4 komentarze :

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .