Prawko, prawko...

Jutro mam egzamin teoretyczny na prawo jazdy w związku z czym cały dzisiejszy dzień postanowiłam poświęcić na naukę z przerwami na wyprowadzenie psów oczywiście. Uczę się od tygodnia intensywnie, na gadu gadu nikt nie może ze mną normalnie porozmawiać bo odpisuję z dużym opóźnieniem albo wcale. Chciałabym zdać teorię bezbłędnie.

Lary nie potrafi jednak zrozumieć, że moje prawo jazdy leży głównie w jego interesie (bo w końcu dla psa je robię, by jeździć tam, gdzie autobus nie dociera). Jakimś cudownym sposobem w jego posiadaniu znalazła się piłka tenisowa, dotąd przeznaczona tylko na spacery w związku z czym jest w mniemaniu Larego towarem bardzo atrakcyjnym. Jest tak zachwycony możliwością zabawy ową piłką w domu, że nie mam serca mu jej odebrać. Od wczoraj cały czas ją memła, rzuca sobie, każe rzucać ją mi, śpi z nią.

Dzisiaj jednak nie powinnam mieć na to czasu by móc się dalej uczyć, niestety rzeczywistość jest inna. Nie mam czasu się uczyć bo pies co chwilę wymyśla nowe zabawy z wykorzystaniem piłki i mnie.
Jego dzisiejszym hitem jest rozpraszanie mojej uwagi w następujący sposób – Wrzuca piłkę pod biurko by następnie wciskając pod nie pysk i łapy wydobyć ją z powrotem, robi to specjalnie przez co cała sytuacja wygląda zabawnie. Przy okazji mnie szturcha, drapie, przesuwa razem z krzesłem obrotowym. Bywa też tak, że piłka wpadnie na tyle daleko lub się gdzieś zablokuje, że sam sobie nie poradzi. I wtedy muszę wkroczyć ja.
Ostatecznie zamiast zajmować się tym co ważne co chwilę na klęczkach sięgam po piłkę, nadal nie mam serca mu jej zabrać.

Mam nadzieję że szybko zaśnie.

Ps. na facebooku lubi mojego bloga już ponad 30 osób! Bardzo dziękuję i proszę o więcej ;)

4 komentarze :

Jesteśmy na facebooku!

Serdecznie zapraszam wszystkich odwiedzających mojego bloga na mój oficialny fanpage na faceboku

Każdemu kto nas polubi mogę obiecać mnóstwo ciekawostek, nowości i bycia na bierząco :) Nie zabraknie również w przyszłości konkursów z atrakcyjnymi nagrodami.
Wejdzćie i nie zapomnijcie kliknąć

Lubię to!





1 komentarze :

Pies to nie zabawka



4 komentarze :

Idą święta, przegląd gadżetów

Dzisiejszy wpis będzie przyjemny zarówno dla mnie, jak i dla Was. Za pięć dni zacznie się grudzień a wraz z nim zakupowe szaleństwo i chaos, nie mówiąc już o wadliwym działaniu poczty. Więc kto ma w planach zamówienie prezentów przez internet – niech zrobi to teraz, a kto stawia na tradycyjne zakupy powinien zacząć już się zastanawiać nad tym co kupić i gdzie, by nie stracić godzin na poszukiwaniach. No to zaczynam! ;)

W noc wigilijną zwierzęta mówią ludzkim głosem, ponoć. Ale wtedy będzie już za późno na wybranie prezentu więc nie liczmy na podpowiedź ze strony naszego psa i zacznijmy już zastanawiać się teraz ;)
Cytując znaną scenę filmu (lekko ją zmieniając na potrzebę bloga) „Chłopaki nie płaczą” rzeknę – odpowiedzmy sobie na jedno ważne pytanie „Co nasz pies lubi w życiu robić” i pozwólmy mu to robić. Oprócz walorów wizualnych bogatych w ofercie zoologicznej warto zwrócić uwagę na trwałość i odporność na psie zęby produktu. Dlatego zaczynam od mojego hitu na który Lary może w tym roku liczyć.

1.
Orbee-Tuff® Orbee – najlepsza piłka świata

Producent mówi: Firma Planet Dog we współpracy z chemikami opracowała materiał Orbee-Tuff®. Po setkach godzin testów w laboratorium i w terenie nareszcie powstał produkt o jaki chodziło: najbardziej wytrzymała, sprężysta, dynamiczna i skoczna psia zabawka na rynku!

Ale wynalazcy poszli o krok dalej. Wiedząc że psy kochają węszyć, dodali do Orbee-Tuff® zapach mięty. Oczywiście materiał Orbee-Tuff® jest w pełni ekologiczny. Zawiera nietoksyczne składniki, które w 100% nadają się do recyklingu i są łatwe do czyszczenia.

Piłka została wybrana Produktem Roku przez wiele profesjonalnych magazynów i została nazwana przez ekspertów „najlepszą psią piłką świata”. Jest odporna na gryzienie, sprężysta, doskonale odbija się od każdej powierzchni, a dodatkowo pachnie miętą – psy ją kochają!

Moim zdaniem: Czytałam bardzo pozytywne opinie o tej piłce i przekonały mnie one, myślę że to będzie świetny prezent dla maniaka piłeczek oraz miłośnika tropienia. Pozytywnie mnie również zaskoczyła informacja o tym, ze jest ekologiczna.

Gdzie kupić?: http://www.eko-pies.pl/

Cena: od 28zł


2.
DUBLIN DOG - 100% wodoodporne polimerowe obroże

Producent mówi: Amerykańska marka Dublin Dog słynie z produkcji fantastycznych gumowych obroży, które są w 100% wodoodporne, gdy się wybrudzą wystarczy je przepłukać wodą, nie farbują sierści, nie mają przykrego zapachu i są antybakteryjne. To ich cały styl!

Gumowe obroże Dublin Dog idealnie nadają się dla szczeniąt, które jak wiadomo "szybko się brudzą", dla psów pracujących, aktywnych, które kochają eksplorować teren, pływać, szaleć z innymi psami. Doskonałe rozwiązanie na każdą porę roku - bo każda pora roku jest dobra aby pies się wybrudził ;) Gumowe obroże Dublin Dog idealnie nadają się dla szczeniąt, które jak wiadomo "szybko się brudzą", dla psów pracujących, aktywnych, które kochają eksplorować teren, pływać, szaleć z innymi psami. Doskonałe rozwiązanie na każdą porę roku - bo każda pora roku jest dobra aby pies się wybrudził ;)

Moim zdaniem: Przeglądając dalej sklep eko-pies odkryłam te obroże i cóż, zakochałam się. Jako właścicielka labradora doskonale wiem jak szybko potrafi ubrudzić się obroża i jak długo schnie po wodnych szaleństwach. Niestety cena nie jest kusząca, najmniejszy rozmiar kosztuje 72zł. Może na wiosnę ;)

Gdzie kupić?: http://www.eko-pies.pl/

Cena: od 72zł.


3.
Polarowy szarpak

Producent mówi: Witam serdecznie na stronie poświęconej polarowym szarpakom mojego własnego wyrobu.
Staram się cały czas urozmaicać gamę kolorów oraz wzorów. W celu zapoznania się z ofertą zapraszam na stronę: Materiały i wzory.
W kieszeniach często wieje pustkami - tutaj odsyłam do strony: Promocje i rabaty. Znajdują się tam informacje tak o stałych, jak i okresowych zniżkach.
Nikt nie lubi kupować kota w worku. Jeśli chcą Państwo zobaczyć moje szarpaki "w akcji" zapraszam na stronę: Galeria użytkowników.
Jak na razie ceny ustalam indywidualnie dla każdego szarpaka.

Moim zdaniem: Polarowy szarpak najprawdopodobniej również się znajdzie pod naszą choinką. Super zabawka zarówno do domu jak i na dwór, świetnie się sprawdzi jako nagroda. Pozytywne jest również to, że jest ręcznie robiony przez osobę, która sama ma psy i wie co sprawdzi się najlepiej.


Cena: ustalana indywidualnie


4.
Karlie Shift regulowana wyrzutnia piłek dla psa

Producent mówi: Wyrzutnia z regulowanym uchwytem umożliwia podniesienie piłki z ziemi nie schylając się. Pozwala również na daleki wyrzut piłki. Regulacja uchwytu od 43 do 66 cm.

Moim zdaniem: Mam, polecam! Większość psów to świry na punkcie piłek tenisowych, wyrzutnia pozwala rzucić piłkę naprawdę daleko nie męcząc cię przy tym, le męcząc psa ;)


Cena: 32,50zł


5.
Kong

Producent mówi: Tradycyjny, sztandarowy produkt firmy Kong, produkowany od 1976 r. Polecany przez weterynarzy i trenerów. Wykonany z naturalnego kauczuku, dostępny aż w pięciu rozmiarach, polecany jest dla każdego psa. Możesz wypełnić go ciasteczkami i innymi smakołykami lub skomponować takie nadzienie jakie najbardziej odpowiadać będzie Twojemu psu. W upalne dni KONGA wraz z nadzieniem możesz schować do zamrażalnika i podać swojemu psu dla ochłody. Pełen smakowitości KONG napewno odciągnie Twojego psa od ulubionego fotela lub kolejnej pary butów!

Moim zdaniem: Kto go jeszcze nie ma, ten ma dobry powód by iść do sklepu i wyposażyć w niego psa na gwiazdkę. Idealna zabawka zapychająca psu czas, świetnie się sprawdzająca podczas samotnych chwil w domu spędzanych przez psa. Można napełnić go ciastkami, zwykłym pasztetem lub specjalnym sprayem produkowanym przez firmę Kong. Niezwykle wytrzymały produkt.


Cena: od 32,20 do 86,90 zł


6.
Doggy Brain Train Quadro

Producent mówi: Zabawka ta zacieśni jeszcze bardziej więzi z Twoim czworonogiem!
Wysokiej jakości, drewniana deska wyposażona jest w plastikowe kapelusze oraz kwadratowe foremki z tworzywa sztucznego, które posiadają małe otwory, przez które pies może wyczuć zapach ukrytych pod nimi smakołyków. Tworzywo jest łatwe w czyszczeniu, a więc higieniczne. Antypoślizgowe stopki zapobiegają samowolnemu przesuwaniu się zabawki po podłodze podczas zabawy.

Kapelusze oraz foremki kryją pod sobą smakołyki, które pies aby się do nich dostać musi przesunąć. Twój pies będzie zachęcany do szukania smakołyków. Sukces podczas szukania jest nagradzany, co zwiększa motywację i gwarantuje długą zabawę!

Moim zdaniem: Zabawa, rozwijanie psa i zapewnianie mu zajęcia to jest coś, co każdy powinien zafundować swojemu psu. Nic tak nie męczy psa jak myślenie i zabawy węchowe. Ta zabawka jest na liście rzeczy, które muszą się pojawić w moim domu.

Gdzie kupić?: http://www.zooplus.pl/

Cena: 65zł

Najważniejsze w wyborze prezentu dla psa jest poprawne ocenienie jego temperamentu oraz gustu. Każdy pies lubi co innego, jedne wolą pluszowe maskotki, inne toczące się i wysoko odbiające piłki, jeszcze inne piszczące zabawki. Warto postawić na jakość produktu co niestety wiąże się z większymi kosztami jednak uważam, ze taka inwestycja zwraca się z latami użytkowania.

Mam nadzieję że Wasze zwierzaki będą miło zaskoczone niespodziankami które znajdą pod choinką :)

2 komentarze :

Parada labradorów i Warszawa

Parada labradorów odbyła się już dość dawno temu, ale moje lenistwo nie pozwoliło mi zgrać zdjęć z Warszawy przez te miesiące, aż do dzisiaj ;)

Bardzo miło wspominam to wydarzenie, spotkałam osoby z forum labradory.info i wiele innych miłośników labradorów wraz z ich milusińskimi. Było wesoło, na scenie uświadamiali i zabawiali publikę Dorota Wellman i Marcin Prokop.
Specjaliści wypowiadali się na temat szkolenia psów, dlaczego rasowy = rodowodowy oraz na temat szkodliwości kolczatek. Najbardziej jednak podobało mi się to, że pieniądze z pakietów startowych zostały przeznaczoene na szzytne cele, bóg zapłać za to marce Velvet.

Ale po ostatnim wpisie nie chcę już nikogo zamęczać, zapraszam do obejrzenia zdjęć ;)








2 komentarze :

Porozumienie bez barier

Z pełną świadomością tego że mam rację mogę powiedzieć, że najważniejsze w kontaktach ludzko-psich jest porozumienie. Bez niego nawet najmądrzejszy pies nie domyśli się o co nam chodzi, natomiast najbardziej zdeterminowani ludzie nie osiągną sukcesu w wychowaniu psa.


  Kwestia ta jest dosyć trudna, sama na każdym kroku się łapię na tym, że wysyłam sprzeczne sygnały do psa lub przeceniam jego możliwości zrozumienia mnie co znacznie utrudnia nam życie i może prowadzić do zwątpienia w swoje umiejętności, a co gorsze – w psa.
  Powiem szczerze, że moje porozumienie z psami było zazwyczaj instynktowne + to, czego nauczyłam się na krótkim obozie szkoleniowym. Na szczęście są mądre książki po które lubię sięgać, i tak w moje ręce wpadła książka „Drugi koniec smyczy” Patrici McConnell z czego bardzo się cieszę.
Otworzyło mi to oczy na pewien ważny problem, który występuje u niemal każdego właściciela psa - przeceniamy psy przez co sami zwalniamy się z obowiązku zrozumienia ich. Uważamy że pies rozumie każde wypowiadane przez nas słowo, każdy gest i cały obowiązek komunikacji zwalamy właśnie na niego. Psy wkładają ogromny wysiłek w zrozumienie człowieka. Bacznie nas obserwując uczą się poszczególnych dźwięków czyli naszych słów kojarząc je z konkretnymi czynnościami, my natomiast robimy bardzo mało lub w ogóle nic by zrozumieć psią mowę. A wbrew pozorom psi język jest bardzo bogaty, zarówno ten werbalny jak i niewerbalny.
  Pies dysponuje całą gamą dźwięków które wydaje w konkretnych sytuacjach by móc zakomunikować nam coś, również mowa jego ciała sygnalizuje nam wiele rzeczy. Niestety często to ignorujemy przez co dochodzi do nieprzyjemnych nieporozumień na linii człowiek – pies.

Posłużę się prostymi przykładami.

  1. Pies biega bez smyczy, znajduje się daleko od właściciela a ten chce już wrócić do domu. Zaczyna wołać swojego psa z początku spokojnie a później coraz agresywniej. Pies pochłonięty zapachami na wołania tylko kuli uszy do tyłu i czuje presję lecz nie może przestać. Ostatecznie zaprzestaje wąchania i podąża ku właścicielowi wyczuwając jego złość. Stara się załagodzić sytuację jak tylko najlepiej potrafi, nie patrzy człowiekowi w oczy, podchodzi po łuku, powoli i spokojnie. Właściciel zdenerwowany widzi jego zachowanie, niestety zupełnie inaczej niż pies. Widzi powoli idącego czworonoga który się ociąga i nawet nie spojrzy mu w oczy, w dodatku idzie na około jakby na złość. Pies dociera do właściciela będąc pewnym, że ten doceni jego podporządkowanie i nagle łup! Obrywa smyczą.
    Co zrobił człowiek? Ukarał według niego aroganckiego psa. Co pomyślał pies? Że człowiek jest niebezpieczny i agresywny mimo prób uspokojenia go. Co się stanie następnym razem? Pies nie będzie chciał wrócić w obawie przed uderzeniem.
  2. Idealnym przykładem postępowania które zaraz przytoczę jest moja mama, która przez to ma ogromny problem w porozumieniu się z psami z czego wynika wiele problemów z naszym Ajsem.
    W naszym domu bardzo przydatnym poleceniem w stosunku do Ajsa jest komenda „do kibla” którą sama wymyśliłam w pośpiechu. Gdy przychodzą niezapowiedziani goście za pomocą tego polecenia wysyłam Ajsa do łazienki gdzie grzecznie się uspokaja. Moja mama również z tego korzysta, niestety niepoprawnie. Czasem każe mu iść do kibla i zwykle kończy się to sukcesem, a czasem każe mu iść do łazienki czego pies kompletnie nie rozumie, a ona zdenerwowana zarzuca mu nieposłuszeństwo.

    Dla człowieka naturalną rzeczą jest to, że prawie każde słowo ma swoje synonimy więc używamy różnych dźwięków na zmianę sygnalizując to samo. Pies jednak nie kojarzy naszego języka tak jak my, on kojarzy konkretny dźwięk z konkretną czynnością. Bardzo często można spotkać ludzi którzy naprzemiennie mówią do psa „siad”, „usiądź” lub „waruj”, „leżeć”, „połóż się” i narzekają że pies tej komendy nie wykonuje.
  3. Pewien niepewny siebie pies został przywiązany przed sklepem i czeka z utęsknieniem na właściciela. Nie ma kagańca ponieważ nie wykazuje agresji i właściciel mu ufa. Pewien przechodzeń, pan który bardzo lubi pieski postanawia pogłaskać psa. Podchodzi do niego szeroko się uśmiechając, wyciąga do niego rękę i głaszcze po głowie patrząc mu głęboko w oczy. Nagle pies go ugryzł, pan nie ma pojęcia dlaczego, przecież był miły i nie chciał zrobić mu krzywdy.
    Pan zrobił wszystko co robi człowiek z uprzejmości, patrzy głęboko w oczy, uśmiecha się, wyciąga rękę. Tak się ze sobą witamy i osoby tak wyglądające nie wzbudzają w nas strachu. Odwrotnie jest jednak u psów. Patrzenie w oczy, dotykanie głowy, pokazywanie zębów to u psów oznaki dominacji które nie wróżą niczego dobrego. Pan nie dostrzegł i nie rozumiał gestów wykonywanych w stosunku do niego przez psa, a było ich wiele. Pies wykazywał wszelkie oznaki stresu i próbował załagodzić sytuację. Odwracał głowę unikając kontaktu wzrokowego by nie prowokować, oblizywał się, być może ziewał chcąc uspokoić napastnika. Kiedy to nic nie dało przestraszony ugryzł chcąc się bronić.


Zrozumienie psa wiąże ze sobą naprawdę wiele korzyści i ułatwia wzajemną komunikację. Co zatem zrobić by porozumienie z psem osiągnąć? Przede wszystkim nauczyć się sygnałów uspokajających:
  • odwracanie głowy
  • mrużenie oczu
  • odwracanie się tyłem lub bokiem
  • oblizywanie nosa
  • zastyganie w bezruchu
  • bardzo powolne poruszanie się
  • niepewne machanie ogonem
  • siadanie odwracając się tyłem
  • ziewanie
  • podchodzenie po łuku
  • podnoszenie łapy
  • mlaskanie


Kiedy pies nam grozi?
Najczęściej atak psa jest poprzedzony licznymi sygnałami uspokajającymi, jeżeli je zignorujemy to pies nie mając innego wyjścia zaatakuje. Należy się bezzwłocznie wycofać gdy:

  • pies staje się napięty
  • zaczyna warczeć
  • unosi mocno wargi pokazując zęby
Należy jednak uważać bo powyższe sygnały bywają omijane i atak może nastąpić zaraz po sygnałach uspokajających. Dlatego tak bardzo ważna jest prawidłowa obserwacja psa i zaznajomienie się z nimi.
Jeżeli zaczynamy już powoli rozumieć naszego psa i zwracamy uwagę na te delikatne acz ważne wygnały wysyłane z jego strony, to warto się zastanowić czego nie rozumie nasz pies bądź co utrudnia mu zrozumienie nas. A zatem:

  • wskazywanie celu palcem - dla nas jest to naturalne natomiast drapieżniki cel wskazują sobie patrząc na niego i będąc ustawionym w jego kierunku.
  • niewyraźne wypowiadanie komend – pochwała, komenda, awersja powinny mieć osobną, wyszczególnioną tonację dzięki czemu psu łatwiej wychwycić i zrozumieć dźwięk. Dlatego warto popracować nad własnym wokalem, pochwała powinna być wypowiadana w wesoły, lekko piskliwy sposób, komenda spokojnie lecz wyraźnie i twardo natomiast awersja głośniej, ostrzej i zdecydowanie.
  • powtarzanie komend – częsty błąd, komendę powinno się wypowiedzieć raz i poczekać na efekt, dać czas psu, jeżeli po dłuższej chwili widzimy że nic z tego to należy psa na sobie skupić i komendę powtórzyć. Powtarzanie komendy sprawia, że pies przestaje nas słuchać i skupiać się na wydawanym dźwięku.
  • zbyt wiele słów – a co gorsza – pełne zdania, trudno wtedy wychwycić psu co konkretnie od niego oczekujemy.
  • rzucanie psa na głęboką wodę – nie wymagajmy zbyt wiele, nie unośmy się ambicją, nie próbujmy przyspieszać kolei rzeczy, pracujmy z psem powoli i dokładnie stopniując poziom rozproszenia.
  • przemęczanie psa – nie katujmy go ćwiczeniami, długie i męczące sesje szkoleniowe tylko go zniechęcą.


Podsumowując, wzajemne zrozumienie się i akceptacja jest kluczem do sukcesu. Jeżeli osiągniemy porozumienie z psem i nauczymy się jego języka to szkolenie i wychowanie będzie łatwiejsze i przyjemniejsze a co najważniejsze – nie będzie powodowało tyle stresu i nieporozumień.
Zachęcam również do prób porozumienia się z psem w jego języku, warto zacząć od zachęcenia psa do zabawy „po psiemu” ;)

W związku z dzisiejszym postem odsyłam ciekawskich i żądnych wiedzy po lektury:

Wyd. Galaktyka




Wyd. Galaktyka




______________________________________________

Pragnę się pochwalić moim kolejnym osiągnięciem, zajęłam pierwsze miejsce dla odmiany w kocim konkursie :)

Zajęłam pierwsze miejsce w konkursie pt. „Niezwykła chwila z kotem” organizowanym przez www.koty.pl i stałam się szczęśliwą posiadaczką drapaka. Zainteresowanych odsyłam do mojego zwycięskiego opowiadania - Wtedy pojwia się ona.


2 komentarze :

O trudnej miłości

Pozwólcie że pokażę wam trudny i bliski mi temat. Temat relacji mojej z moim chorym psychicznie psem. Dla jednych może to się wydawać straszne, inni obdarzą mnie zrozumieniem, jeszcze inni mimo wszystko będą próbowali obarczyć mnie za to winą. Większość psów to mili przyjaciele rodziny dlatego nie wszyscy wiedzą, że tak bywa.


Nie wiem jak nazwać to co czasem czuję patrząc na mojego psa. Być może to jest wstręt do tego, co na co dzień nam robi, rozczarowanie ponieważ żadne starania i metody nie zmieniły jego zachowania, strach ponieważ nigdy nie wiemy co zrobi następnego dnia, niemoc ponieważ to sytuacja bez wyjścia.

Jeszcze trudniej opisać mi co czuję w stosunku do siebie, gdy po raz kolejny uśmiercam go w myślach. Gdy wyobrażam sobie jak on cicho, spokojnie i szybko odchodzi, i w naszym domu znowu gości spokój. To całe odliczanie jego wieku i spekulowanie kiedy wreszcie umrze, to marzenie o spokojnym, przyjaznym domu bez strachu że zaraz ktoś zostanie zaatakowany.
Czuję do siebie ogromny wstręt, nie potrafię nic zrobić. Zbyt mocno go kocham by zafundować mu przedwczesne odejście a jednocześnie jestem nim tak bardzo zmęczona, że w mojej głowie pojawiają się te chore myśli. Obiecuję sobie po każdym jego ataku, że zakończę w końcu mękę całej rodziny i podejmę ostateczną decyzję, lecz po chwili patrzę na jego całkiem niewinny wyraz pyska i merdający do mnie ogon.

Ajs kilka godzin później atakuje moją mamę, ona w ostatniej chwili zasłania ręką twarz i ratuje się przed oszpeceniem.

Większość zwykłych zjadaczy chleba widzi sprawę jasno, skoro pies atakuje właściciela bez większego powodu to powinien zostać uśpiony.
Ale on nigdy nie atakuje bez powodu, to powinno przemawiać za nim lecz tak nie jest. Bo te powody do ataku dla Ajsa bywają błahe. Powód wyżej opisanego ataku był właśnie błahy. Mama spała, nie wiedziała że pies położył się obok niej w łóżku, ruszyła się a on ją zaatakował. Na noc Ajs jest zamykany w łazience, niestety rano jest wypuszczany przez pierwszą osobę która do niej wchodzi. Musi być wypuszczony, nikomu oprócz mnie nie wolno przebywać z nim w odległości mniejszej niż metr bo atakuje.
Miłośnicy psów nie pozostawiają na mnie suchej nitki. Obarczają mnie winą za jego zachowanie, i może mają rację. Zarzucają i brak chęci i bierność lecz tutaj racji nie mają. Walczę o niego od dziewięciu lat, kocham go mimo wszystko. Ja przecież też kocham psy.

Pewnego dnia siedzieliśmy wszyscy przy stole w dużym pokoju i jedliśmy obiad. Drzwi do łazienki jak zawsze były otwarte ponieważ to królestwo jednego z naszych kotów który uwielbia wylegiwać się na pralce. Tego dnia też tak było. Nikt nie zauważył że do łazienki przemknął się Ajs, nikt nawet nie wie w jakim celu. Po prostu tam był. Nagle na równe nogi zerwał nas warkot i kłapanie zębami. Okazało się że kot zeskoczył z pralki by wyjść do pokoju a Ajs go zaatakował. Udało nam się odciągnąć od niego Ajsa, kot obył się bez obrażeń dzięki długiej i gęstej sierści.

Po konsultacjach, rozmowach z mądrzejszymi ode mnie i przeczytaniu jeszcze mądrzejszych książek moja wiedza na temat pracy z agresywnym psem jest większa niż u przeciętnego miłośnika psów. Nie miałam tego komfortu by pozwolić sobie na wizytę behawiorysty, mimo że bardzo bym chciała. Dokonałam jednak cudu, Ajs przy mnie i w stosunku do mnie jest wesołym, energicznym psem i nawet jeśli się zapomina to potrafię go opanować.

Niestety opieka nad nim i specjalne traktowanie przerasta resztę rodziny. Cóż mi po tym że ja nie jestem atakowana, skoro inni tak? Kilka, czasem kilkanaście razy dziennie muszę interweniować by zapobiec kolejnemu pogryzieniu.

Rok temu poszłam z Ajsem na odludzie by mógł sobie pobiegać w śniegu. Biegał, wąchał jak zawsze nie zwracając uwagi na mnie. Ja skupiałam się na pilnowaniu go i kontrolowaniu, czy w okolicy na pewno nikogo nie ma. Zza rogu pojawił się pan z młodą labradorką, nie zdążyłam złapać Ajsa i uciekł do niej. Obwąchiwał ją i ani myślał wrócić więc złapałam go za obrożę by go odciągnąć, nigdy przecież nie wiadomo kiedy mu coś się w drugim psie nie spodoba i go zaatakuje. Nie chciałam ryzykować. Niestety gdy zaczęłam do odciągać to właśnie ja mu się nie spodobałam i ugryzł mnie w nogę. Mimo długich jeansów udało mu się mnie zranić. Wielką, siną bliznę mam do dziś.

Moja rodzina nie chce już słuchać moich kolejnych propozycji na naprawienie go. Na domiar złego moja mama nawet nie chce już płacić za szczepienia czy nową obrożę bo stara się zużyła.
Sama nie widzę z tej sytuacji wyjścia. Bo gdzie mogłabym szukać pomocy skoro wszystkie furtki zostały już otwarte? Ja nawet już nie mam ochoty na ratowanie go. Mam dosyć stawiania go wyżej niż zdrowie reszty rodziny. Wolę nie myśleć co się stanie, gdy Ajs pogryzie chore nogi mojej babci, albo gdy uda mu się pogryźć mamę po twarzy. Boję się również o moje koty które mimo tego, że omijają go szerokim łukiem cały czas są narażone na jego atak. Szczególnie nasza kochana Fretka której szczególnie nienawidzi i potrafi chodzić za nią jak cień i na nią warczeć.

Nie szukam już niczyich porad w kwestii pracy nad trudnym psem, błagam – nie oceniajcie już mnie. Nie proszę nikogo o podjęcie decyzji za mnie, wiem że to niemożliwe.
Prawdę mówiąc nie wiem czego oczekuję, być może po prostu wylewam to wszystko z siebie. Ja naprawdę nie jestem złym człowiekiem, chociaż czasem sama mam do siebie pretensje.

Ja chyba liczę na odrobinę wsparcia i zrozumienia. Albo na rozmowę z kimś, kto sam to przezywa lub przeżył.

5 komentarze :

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .