O trudnej miłości

Pozwólcie że pokażę wam trudny i bliski mi temat. Temat relacji mojej z moim chorym psychicznie psem. Dla jednych może to się wydawać straszne, inni obdarzą mnie zrozumieniem, jeszcze inni mimo wszystko będą próbowali obarczyć mnie za to winą. Większość psów to mili przyjaciele rodziny dlatego nie wszyscy wiedzą, że tak bywa.


Nie wiem jak nazwać to co czasem czuję patrząc na mojego psa. Być może to jest wstręt do tego, co na co dzień nam robi, rozczarowanie ponieważ żadne starania i metody nie zmieniły jego zachowania, strach ponieważ nigdy nie wiemy co zrobi następnego dnia, niemoc ponieważ to sytuacja bez wyjścia.

Jeszcze trudniej opisać mi co czuję w stosunku do siebie, gdy po raz kolejny uśmiercam go w myślach. Gdy wyobrażam sobie jak on cicho, spokojnie i szybko odchodzi, i w naszym domu znowu gości spokój. To całe odliczanie jego wieku i spekulowanie kiedy wreszcie umrze, to marzenie o spokojnym, przyjaznym domu bez strachu że zaraz ktoś zostanie zaatakowany.
Czuję do siebie ogromny wstręt, nie potrafię nic zrobić. Zbyt mocno go kocham by zafundować mu przedwczesne odejście a jednocześnie jestem nim tak bardzo zmęczona, że w mojej głowie pojawiają się te chore myśli. Obiecuję sobie po każdym jego ataku, że zakończę w końcu mękę całej rodziny i podejmę ostateczną decyzję, lecz po chwili patrzę na jego całkiem niewinny wyraz pyska i merdający do mnie ogon.

Ajs kilka godzin później atakuje moją mamę, ona w ostatniej chwili zasłania ręką twarz i ratuje się przed oszpeceniem.

Większość zwykłych zjadaczy chleba widzi sprawę jasno, skoro pies atakuje właściciela bez większego powodu to powinien zostać uśpiony.
Ale on nigdy nie atakuje bez powodu, to powinno przemawiać za nim lecz tak nie jest. Bo te powody do ataku dla Ajsa bywają błahe. Powód wyżej opisanego ataku był właśnie błahy. Mama spała, nie wiedziała że pies położył się obok niej w łóżku, ruszyła się a on ją zaatakował. Na noc Ajs jest zamykany w łazience, niestety rano jest wypuszczany przez pierwszą osobę która do niej wchodzi. Musi być wypuszczony, nikomu oprócz mnie nie wolno przebywać z nim w odległości mniejszej niż metr bo atakuje.
Miłośnicy psów nie pozostawiają na mnie suchej nitki. Obarczają mnie winą za jego zachowanie, i może mają rację. Zarzucają i brak chęci i bierność lecz tutaj racji nie mają. Walczę o niego od dziewięciu lat, kocham go mimo wszystko. Ja przecież też kocham psy.

Pewnego dnia siedzieliśmy wszyscy przy stole w dużym pokoju i jedliśmy obiad. Drzwi do łazienki jak zawsze były otwarte ponieważ to królestwo jednego z naszych kotów który uwielbia wylegiwać się na pralce. Tego dnia też tak było. Nikt nie zauważył że do łazienki przemknął się Ajs, nikt nawet nie wie w jakim celu. Po prostu tam był. Nagle na równe nogi zerwał nas warkot i kłapanie zębami. Okazało się że kot zeskoczył z pralki by wyjść do pokoju a Ajs go zaatakował. Udało nam się odciągnąć od niego Ajsa, kot obył się bez obrażeń dzięki długiej i gęstej sierści.

Po konsultacjach, rozmowach z mądrzejszymi ode mnie i przeczytaniu jeszcze mądrzejszych książek moja wiedza na temat pracy z agresywnym psem jest większa niż u przeciętnego miłośnika psów. Nie miałam tego komfortu by pozwolić sobie na wizytę behawiorysty, mimo że bardzo bym chciała. Dokonałam jednak cudu, Ajs przy mnie i w stosunku do mnie jest wesołym, energicznym psem i nawet jeśli się zapomina to potrafię go opanować.

Niestety opieka nad nim i specjalne traktowanie przerasta resztę rodziny. Cóż mi po tym że ja nie jestem atakowana, skoro inni tak? Kilka, czasem kilkanaście razy dziennie muszę interweniować by zapobiec kolejnemu pogryzieniu.

Rok temu poszłam z Ajsem na odludzie by mógł sobie pobiegać w śniegu. Biegał, wąchał jak zawsze nie zwracając uwagi na mnie. Ja skupiałam się na pilnowaniu go i kontrolowaniu, czy w okolicy na pewno nikogo nie ma. Zza rogu pojawił się pan z młodą labradorką, nie zdążyłam złapać Ajsa i uciekł do niej. Obwąchiwał ją i ani myślał wrócić więc złapałam go za obrożę by go odciągnąć, nigdy przecież nie wiadomo kiedy mu coś się w drugim psie nie spodoba i go zaatakuje. Nie chciałam ryzykować. Niestety gdy zaczęłam do odciągać to właśnie ja mu się nie spodobałam i ugryzł mnie w nogę. Mimo długich jeansów udało mu się mnie zranić. Wielką, siną bliznę mam do dziś.

Moja rodzina nie chce już słuchać moich kolejnych propozycji na naprawienie go. Na domiar złego moja mama nawet nie chce już płacić za szczepienia czy nową obrożę bo stara się zużyła.
Sama nie widzę z tej sytuacji wyjścia. Bo gdzie mogłabym szukać pomocy skoro wszystkie furtki zostały już otwarte? Ja nawet już nie mam ochoty na ratowanie go. Mam dosyć stawiania go wyżej niż zdrowie reszty rodziny. Wolę nie myśleć co się stanie, gdy Ajs pogryzie chore nogi mojej babci, albo gdy uda mu się pogryźć mamę po twarzy. Boję się również o moje koty które mimo tego, że omijają go szerokim łukiem cały czas są narażone na jego atak. Szczególnie nasza kochana Fretka której szczególnie nienawidzi i potrafi chodzić za nią jak cień i na nią warczeć.

Nie szukam już niczyich porad w kwestii pracy nad trudnym psem, błagam – nie oceniajcie już mnie. Nie proszę nikogo o podjęcie decyzji za mnie, wiem że to niemożliwe.
Prawdę mówiąc nie wiem czego oczekuję, być może po prostu wylewam to wszystko z siebie. Ja naprawdę nie jestem złym człowiekiem, chociaż czasem sama mam do siebie pretensje.

Ja chyba liczę na odrobinę wsparcia i zrozumienia. Albo na rozmowę z kimś, kto sam to przezywa lub przeżył.

O autorce

Fauka
Uwielbiam psy, fotografię i grafikę komputerową... i wspominałam że uwielbiam psy? Mogę o nich mówić i pisać godzinami, i robię to tutaj. Jeżeli chcesz mnie odnaleźć to szukaj w parkach, moim znakiem charakterystycznym jest tłusty labrador i kieszenie wypchane śmierdzącymi smakołykami.

5 komentarzy :

  1. No to trafiłaś na odpowiednią osobę ;)
    Witam mam na imię Kinga i za 3 miesiace skońce 15 lat.
    Mam dwa psy
    Happy:przybłęda 4 lata
    Szaki:dwa lata.
    otóż Happy odkąd do Nas przyszedł był psem dominującym. Pierwszy tego objaw zaobserwowałam gdy w 1 dzień odkąd byl u Nas , wszedł do domu i co zrobił? od razu wskoczył na łóżko ...
    Miałam wtedy sukę Szakiego nie było...Parę miesięcy po jego zadomowieniu się w naszym domu Psotka zdechła(to już inna historia) Happy przez ponad rok był "jedynakiem"Był agresywny wobec obcych(ale jakoś przeraźliwie nie) przejawiał złość również na Nas mamie,mnie,siostrom. Ojcu jakoś nie za bardzo. Najczęściej pokazywał swoją gorszą stronę przy najgłupszych sytuacjach typu:
    Mama : "Happy na dwór"
    Happy:wrrrrrrrrrrr.wrrrrrr. i pod stół zęby na wierzch i nie ruszaj psa !
    Ktoś: Happy zejdź z łóżka.
    Happy:wrrrrrrrrr.wrrrrrrrrrrrr zęby na wierzch....
    Ugtyzł nie raz mnie w rękę...ale się go nie boję.
    ugryzł w twarz mojej siostry chłopaka... bez powodu.tzn powód na pewno był ale nam jakoś nie znany.
    Potem przywiozłam do domu Szakiego.
    Z racji tego że Szaki miał być wielkim psem postanowiliśmy że psy będą przez ciepłe dni mieszkać w budzie w kojcu(Szaki przeskakuje płot dlatego kojec potrzebny)
    Gdy zaprowadzałam psy do kojca Happy szybko mnie i Szakiego wyprzedzał wchodził do budy i warczał NIE BYŁO MOWY ŻEBY SZAKI WSZEDŁ DO ŚRODKA.

    miałam tego już serdecznie dość, na fotoblogu jest dziewczyna która pomogła mi zwalczyć u Happiego agresję i dominację..

    Pokazałam mu że to ja tu rządzę, zaczęłam od najprostszych spraw :chodzenie przy nodze,pierwsza wychodzę z domu,on za mną,on je wtedy kiedy mu pozwolę ...

    Na moje szczęście jego zła strona została w 70% zwalczona.
    Do dzisiaj nie ufa obcym,chociaż ostatnio merda ogonem do innych.
    Czasami warknie na członków rodziny,na mnie rzadko kiedy.
    Ciągle podporządkowuje Szakiego. Na moje szczescie Szaki to istne złoto i nie uczy się złych nawyków od Happiego.

    Uwierz mi... miałam ochotę oddać Happiego do schronu,oddać go i mieć spokój.. ale serce boli jak pomyślisz o nim w schronie.

    Najgrosze jest to że tylko ja przestrzegam tych zasad. mama ma to w dupie tata też , siostry jak przyjadą też... strasznie mnie to denerwuje ale to w dużej mierze przez nich nie jest jeszcze lepiej.

    Odpisz jeśli masz ochotę na moim profilu.
    przepraszam za błędy i źle zbudowane zdania.
    pozdrawiam Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję ci całym sercem.Gdy czytałam tę historię,nic innego,tylko się poryczałam aż przyszedł pies zobaczyć co się dzieje.Nie usypiaj Ajsa,choćby nie wiem co!Znam to uczucie,gdy żadna metoda nie pomaga,a ty jesteś być może przed najtrudniejszym wyborem swego życia.Znam to uczucie,gdy tylko ty czasem potrafisz opanować psa.Wierzę w ciebie,masz dużą wiedzę o psach,jednakże jak widać problem was przerósł-nic dziwnego,sama na twoim miejscu nie postąpiłabym inaczej...uśpienie psa to trudna decyzja,szczególnie że dobrze wiesz,że mógłby cieszyć się jeszcze kilka lat życiem.Trzymam za was kciuki.Nie chcę ci doradzić,"wywyższać się" wiedzą,nic w tym rodzaju,ale: jest wiele różnych metod,wiele różnych sposób.Na psa z czerwonej strefy jakim jest (?) Ajs,skuteczne byłyby może metody Cesara Millana.Oglądałam wiele programów z bardzo agresywnymi psami,o wiele masywniejszymi i groźniejszymi niż Ajs.Mam nadzieję,że w końcu trafisz na swoją metodę,trzymam kciuki i nawet pomodlę się w duchu,aby było dobrze.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. mięliśmy doczynienia z trudnym psem ale nie aż tak trudnym.. (nas nie atakował) niestety czasami nie ma sposobu i najlepszym wyjściem jest znalezienie nowego domu, ci którzy się mądrzą ze się da i że nie zrobiłaś wszystkiego gówno wiedzą, albo nigdy nie mięli kontaktu z takim psem. 3mamy mocno kciuki żeby jednak psiakowi się odwidziało i żeby wszystko było po twojej myśli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, dopiero znalazłam ten wpis. Przeżywałam to całkiem niedawno - miałam takie poczucie bezsilności, wściekłości, niezrozumienia, złości na siebie i na psa. Ah, i poczucie winy. Rany, człowiek czuje się jak by dźwigał najgorsze brzemię świata. I ta ciągła rozkmina "Gdzie popełniłam błąd?".

    "Kilka, czasem kilkanaście razy dziennie muszę interweniować by zapobiec kolejnemu pogryzieniu." Niezły wynik. Chciałabym napisać, że Ty to masz zdrowie, ale wiem że właśnie go nie masz a przynajmniej bardzo nie chcesz mieć.

    Właściwie nie wiem czego życzyć. Chyba tego, żebyś wyszła z próżni, z roli ofiary, żebyś odzyskała kontrolę nad sytuacją i żeby stało się coś co da bodziec do jeszcze jednej walki.

    OdpowiedzUsuń
  5. A może to po prostu schorzenie neurologiczne...?

    OdpowiedzUsuń

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .