Dlaczego wielkość odpowiedzialności maleje wprost proporcjonalnie do wielkości psa

No właśnie, dlaczego? Moja znajoma umieściła na facebooku link do artykułu o mrożącym krew w żyłach tytule „Pies zagryziony przy dziecku. Sprawa w prokuraturze.”
Przyznam że zaczynając czytać ten artykuł byłam z góry nastawiona negatywnie do właściciela psa winnego tego zajścia. Po głębszym wniknięciu z temat zmieniłam zdanie, czy na pewno jest winny pies, który zagryzł?
Sprawa przedstawia się tak – pani idzie pod przedszkole po dziecko z yorkiem, który ma źle wyregulowane szelki. Piesek przed przedszkolem się z szelek uwalnia, w dodatku jest nieusłuchany. Pani regulując szelki raczej zwraca małą uwagę na psa, który biega swobodnie, pies podbiega do dużego psa i tamten go zagryza. Niestety sprawę widzimy tylko z opisu Pani.

Jak to mogło wyglądać? To był dziesięciomiesięczny yorek, po imieniu wnioskuję że samiec. Małe psy, w szczególności teriery dorastają bardzo szybko i w wieku dziesięciu miesięcy są już dojrzałe i przechodzą burzę hormonalną. Przypuszczam że nie podbiegł do psa w czysto zabawowych intencjach i nie podporządkował się większemu psu odpowiednio. Myślę że próbował narzucić się psu, zdominować go jak to yorki mają w naturze, być może warknął, być może zaatakował.
Sprowokowany pies nie był dłużny, znam bardzo mało psów które będąc sprowokowane zachowują spokój, to bardzo trudne. Zaatakował yorka ale że różnica wielkości była znacząca, skończyło się to tragicznie.
Właściciel dużego psa być może nie miał prawnego obowiązku trzymania psa na smyczy i w kagańcu, np. w województwie Łódzkim każdy pies powinien chodzić na smyczy (tak, każdy, yorek to też pies) a psy z grupy ras potencjalnie agresywnych dodatkowo muszą mieć na pysku kaganiec. Natomiast yorek w miejscu publicznym biegał bez żadnej kontroli, był to teren przy przedszkolu a yorki to dość nerwowe psy, gdyby dziecko go złapało albo nadepnęło a on by ugryzł? Byłaby to wina właścicielki czy dziecka?
Pies będący na smyczy został zaatakowany lub sprowokowany do ataku, zaatakował. Zastanawia mnie to, co zrobili właściciele obu psów w celu rozdzielania ich? Ludzie w takich momentach wpadają w panikę, nie wiedzą co robić, krzyczą i się szamoczą. Wina bez wątpliwości leży po stronie właścicielki yorka. Prawie każde sprowokowane zwierze zaatakuje, czy to znaczy że duże psy mają chodzić na smyczach i w kagańcach mimo że nie są zagrożeniem dla innych dopilnowanych psów? Czy muszą chodzić w kagańcu tylko dlatego, by w razie czego nie zagryźć niedopilnowanego psa? Dlaczego my, właściciele dużych psów mamy dbać o bezpieczeństwo obcych psów, o których bezpieczeństwo powinien dbać właściciel?


Mam mnóstwo przykładów takiego zachowania w moim otoczeniu, kilka, kilkanaście razy w tygodniu staję w sytuacji, w której to ja bronię cudzego psa.
Przykład standardowy, idzie Pani/Pan z dwoma yorkami, szczekacze bez smyczy, wyglądają jak zmutowane szczury ponieważ są już tak pomieszane, że yorka w nich ciężko dostrzec. Oba to psy, bardzo odważne, cięte i głośne. Podbiegają do mojego psa, próbują go zdominować, warczą, wskakują mu na kark, atakują, obszczekują. Mój pies zaczyna się jeżyć, słyszę jak już powarkuje więc szybko łapię go za szelki i podnoszę do siebie. Właściciel bardzo rozbawiony, wręcz dumny ze swoich niewyrośniętych rottweilerów patrzy na to wszystko i nie reaguje, bawią go jego psy, bawi go to że muszę się szarpać z moim 40 kilogramowym psem co nie jest łatwe. Krzyczę by zabrał swoje psy a on z drwiną w głosie odpowiada „A co? Boi się pani takich małych?” więc odpowiadam ze boję się o jego psy, bo o swojego nie muszę. Oburzony próbuje złapać swoje szczury a ja przez resztę spaceru uspokajam mojego zdenerwowanego psa.

Nie rozumiem, dlaczego właściciele małych psów uważają, że mają większe prawa? Zdecydowanie rzadziej widuję duże psy bez kontroli, jednak maluchy bez smyczy biegające gdzie chcą to już stały obrazek w parkach, na skwerkach a nawet na ulicy.
Ludzie pozwalający na to swoim psom nie rozumieją, że to oni narażają swoje psy na niebezpieczeństwo i wykazują się ogromną nieodpowiedzialnością. Narażają przy tym również inne psy i ich właścicieli na stres.
Na szczęście nie dotyczy to wszystkich właścicieli i ich psów, na szczęście są ludzie którzy małego psa traktują jak psa a nie zabawkę i potrafią być za nie odpowiedzialni. Szkoda tylko, że ten obrazek jest rzadszy i nie tak popularny, jak ten negatywny który przedstawiłam.
Napisałam to jako właścicielka dużego psa oraz małego teriera, za oba ponoszę pełną odpowiedzialność.

O autorce

Fauka
Uwielbiam psy, fotografię i grafikę komputerową... i wspominałam że uwielbiam psy? Mogę o nich mówić i pisać godzinami, i robię to tutaj. Jeżeli chcesz mnie odnaleźć to szukaj w parkach, moim znakiem charakterystycznym jest tłusty labrador i kieszenie wypchane śmierdzącymi smakołykami.

6 komentarzy :

  1. Ja też nie pojmuję tego, że często ludzie traktują yorka jak zabaweczkę, wyrwaną z psiego świata, pozbawiają go w swoich wyobrażeniach kontekstu psiego języka, tego, że jest zdolny do zaczepek.
    Albo drą się do niego, żeby nie podchodził [do mojego psa], bo ten go zje na obiad, ale pupy z ławeczki nie podniosą. Strasznie mnie to drażni, bo poniekąd zwalają na mnie decyzję o odejściu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też postuluję o to, żeby traktować małe psy bardziej odpowiedzialnie - niedawno wypowiedziałam się również na ten temat na moim blogu, także widzę że wątek jest aktualny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po przeczytaniu wspomnianego artykułu zadaję sobie tylko pytanie, czy też "poszkodowana" kobieta wie, o czym w ogóle plecie. Prawda jest taka, iż sama jest winna niedopilnowania psa, co zresztą zostało już wykazane w powyższym poście.
    Zgodzę się z tym, że właściciele mniejszych psów lub tych z pozoru niesamowicie potulnych, jak np. goldeny w większości folgują swoim czworonogom. Puszczają je bez smyczy, "bo przecież są niegroźne". Tymczasem właśnie takie myślenie prowadzi do przykrych incydentów. Sama miałam z takimi przypadkami do czynienia niejednokrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry post!
    co prawda yorka nie mam a jamnika szorstkowłosego i małego mixa w typie teriera ale wiem doskonale,
    co znaczą dwie zadziorne małe suki. Tyle, że moje bez smyczy bywają rzadko.

    Cały blog rewelacja!
    zapraszam do nas na facebook
    "Weź na wakacje psa"
    Dzięki jednej z użytkowniczek twój post o psich wakacjach znalazł się na naszej tablicy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nad dużym psem trudno zapanować jak się szarpnie, a małego psa jak się nie słucha można wziąć na ręce :/ niestety ale ludzie jeszcze długo nie będą mięli świadomości jak ważna jest tresura i karność psa na codzień

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę że jak ktoś ma psa nawet na smyczy to nie może dopuścić do sytuacji że tamten pogryzie innego psa. A może ten ktoś lubi jak jego pies zabija.

    OdpowiedzUsuń

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .