Nowy wygląd!

Dokonałam na blogu zmiany, layout pasuje do pogody panującej w całej Europie, jest mroźnie i zimowo a zarazem z ciepłym, świątecznym akcentem.
Na dworzu pięknie, biało. W krajobraz za oknem pewnie na długo wpisały się przeróżne odśnieżarki, nawet w postaci tramwajowej. Ludzie narzekają, nerwowo stąpają na przystankach z nogi na nogę przeklinając pod nosem biały puch. A psy? psy szaleją! urządzają sobie białe gonitwy i rajdy przez parki, tarzają się w śniegu i nie mają go dość. Do czasu, pewnie zaraz jak wysypią tony soli na ulicę już nie będzie tak przyjemnie.
A tymczasem my uciekamy dalej cieszyć się świeżutkim śnieżkiem, papa! ;-)

2 komentarze :

Zima

Wychodząc rano z Ajsem obserwowałam, jak radośnie biega dookoła, spadło trochę śniegu i mimo że jest go mało i jest mokry, to psy zawsze wyjątkowo obchodzą ten dzień. Początek zimy to dla nich jak święto, zawsze tego dnia są wesołe, pełne energii i podekscytowania.
Patrząc na Ajsa biegającego radośnie myślałam "to już twój ósmy śnieg". Osiem lat temu zimą trafił do mnie, jako mała, słodka czarna i zmarznięta kuleczka. Przez ten czas tyle się działo, tyle się zmieniało. Wychodził ze mną na długie zimowe spacery i mimo mrozu, dzielnie towarzyszył podczas podbojów okolicznych dachów, tak, tak, mój pies chodził ze mną po dachach. Wchodziliśmy też razem na drzewa, na niektóre sam potrafił się wspiąć, na inne brałam go pod pachę i się wspinałam. Dorastamy razem, ja już nie mam ochoty skakać po dachach i drzewach, on nie ma już na to siły i cierpliwości. Teraz jedynie raczymy się spokojnymi, wolnymi spacerami i rzucaniem piłeczki. Oczywiście Ajs biegnie po piłkę tylko kiedy ma na to ochotę, zwykle to zadanie Larego który nigdy żadnej lecącej piłeczce jeszcze nie odpuścił.
Ajs spaceruje bez smyczy, wolny bo wolność kocha najbardziej, nie potrzebna mu smycz bo doskonale wie, że należy się pilnować i słuchać, wyrósł z młodzieńczych głupot. Grzecznie siada przy krawężniku kiedy wie, że przechodzimy na drugą stronę ulicy, na sygnał "idziemy" lub "biegnij" odpowiednio szybko opuszcza jezdnię by móc dalej węszyć.
Zima to wyjątkowy czas, mimo mrozu spacery są przyjemniejsze, weselsze i w naszym wypadku dłuższe. Niestety to również okres wzmożonej ochrony psich łap. Kiedy spadnie więcej śniegu ludzie zaczynają wysypywać sól na chodniki co sprawia olbrzymi ból łap naszym podopiecznym, do tego dochodzą jeszcze ukryte pod śniegiem odłamki szkła które mogą rozciąć psu łapę. W tamtym roku przydarzyło się to Laremu, nadepnął na niewidoczny kawałek szkła co skończyło się okropnie krwawiącą łapą i w efekcie jej szyciem.
W tym roku postanowiłam zabezpieczyć ciężkie, wielkie łapy Larego i przymierzam się do kupna specjalnych butów by spacery były jeszcze przyjemniejsze. Buty dla psa, takie odpowiednie które nie spadają to koszt 104 zł. To zabawne że moje budy są dużo tańsze od butów, które zamierzam kupić psu. Jednak każda cena jest warta ochrony mojego psa, biorąc pod uwagę fakt, że koszty szycia łapy znacząco przewyższają koszt butów. Chce uchronić psa od tego bólu. Ajs butów raczej nie zaakceptuje, jest również lekki i nigdy łapy nie skaleczył, jemu co spacer smaruję łapki wazeliną co chroni je przed solą, poza tym Ajs unika chodzenia po chodniku i sam potrafi rówież o nie zadbać.

Apeluję do właścicieli, by zadbali zimą o psie łapy i by sól nie psuła spacerów psom jak i opiekunom.



Nieprzemakalne buty dla psa można dostać na www.poshydog.com 


Już od wczoraj możemy zakupić nowe, świąteczne wydanie gazety "Mój Pies" a wraz z nim nowy kalendarz, w tym roku występują w nim prześliczne kundelki. W czarwcu będziemy mogli oglądać Piegusa, psa pewnej dogomanki :-) W numerze dwiemy się min. coś o rasie Coton de Tulear i owczarek Pirenejski w nieco innym wydaniu oraz znajdziemy prezent gwiazdkowy dla naszego psa jeśli jeszcze nie mamy pomysłu a Jacek Gałuszka odpowie na pytanie, co zrobić kiedy nasz pies ciągnie.

1 komentarze :

Jak sąsiad z sąsiadem


Mieszkam w kamienicy, chwalę sobie wielce sąsiadów. Mamy wszyscy świetny ze sobą kontakt, nie tylko "Dzień dobry" ale odwiedzamy się, rozmawiamy, pomagamy sobie w remontach, w problemach z elektroniką a nawet w składaniu mebli. Sąsiadów tylko pozazdrościć.

Niestety jest pewien wyjątek, nowi sąsiedzi. Nie twierdzę że nowi sąsiedzi to zło konieczne, przeciwnie. Bardzo fajni sąsiedzi wprowadzili się do 9, pani Magda uczyła mnie angielskiego a jej synek czasami do nas wpada. Mają również świetnie ułożoną labradorkę. Generalnie akceptuję wszystkich sąsiadów jeżeli nie przekraczają pewnych granic, a w tym jednym wypadku granica została dzisiaj przekroczona.


Sąsiedzi spod 3 mają czarnego psa w typie pudla. Oczywiście, wszyscy mają całe szczęście prawo do trzymania u nas w domu psa. Jednak o ile pani od Mikusia czy pani od Buni trzymają swoje psiaki tak jak i my, na smyczach i wyprowadzają na spacer dalej niż podwórko-parking to państwo od pudelka Maksia za nic mają sobie ogólnie przyjęte normy. Nikt nikomu przeszkadzać nie chce, dbamy o czystość i spokój. Straszne jest jednak to, że nagle przychodzi ktoś nowy i wszystkie przyjęte zasady depcze. Mieszkająca tam rodzina składa się z żony, męża, teściowej i dwójki malutkich dzieci, i oczywiście psa. O ile głowa rodziny czyli pan od Maksia trzyma psa na smyczy i wyprowadza, to reszta ma sobie ową zasadę za nic. Maks jak i właścicielki nie uznają smyczy oraz spacerów dłuższych niż podwórko i z powrotem co skutkuje dość śmierdzącą i nieposprzątaną sprawą tuż pod podeszwami właścicieli aut. Na domiar złego Maks do najmilszych piesków nie należy, i tu zaczyna się poważniejszy problem. Pies wykorzystuje każdą możliwą okazję by zaatakwać, skarżymy się my i inni właściciele z naszej wspólnoty. Maks atakuje na klatce schodowej, na podwórku a nawet w bramie podczas gdy ja wychodzę z moimi psami. Atakuje bardzo agresywnie i zawzięcie, moje psy nie są dłużne. Jednak nie wiem czy właściciele małego pudla zdają sobie sprawę, co przechodzę wtedy ja trzymając 45 kilogramowego zdenerwowanego psa. Mimo wielu awantur i tłumaczeń nic nie daje porządnego skutku. Dzisiaj zagroziłam policją i poprosiłam o książeczkę zdrowia. Efekt? sąsiad przyszedł tłumaczyć się za teściową, sąsiad który akurat psa wyprowadza tak jak trzeba...

Liczę że poprawią się i sąsiad przemówi do rozsądku teściowej, która wyżej stawia papierosa niż bezpieczeństwo swojego psa i innych. Nikt nie lubi awantur, nikt nie chcę się kłócić.

0 komentarze :

Sukces!

Miło mi poinformować, że po raz drugi udało mi się wygrać książkę w konkursie organizowanym przez stronę www.pies.onet.pl . Tym razem nagrodzona została wzruszająca psia historia. Opisałam moją przygodę z psem, którego miałam przez krótki czas na tymczasie. Bardzo się cieszę ze po raz kolejny zostałam doceniona, tym razem książką Cesara Millana - "Zaklinacz Psów" którą mam nadzieję niedługo będę mogła zrecenzować tutaj na blogu.
Tutaj możecie przeczytać nagrodzoną historię : Historia domu tymczasowego


Poprzednio wygrałam książkę "Sztuka ścigania się w deszczu" autorstwa Gartha Steina. Nagrodzono wtedy opisaną przeze mnie historię mojego pierwszego psa, suczki rasy pudel miniaturowy. Możecie ją przeczytać tutaj : Psia dusza większa jest od psa



Bardzo się cieszę że czasem uda mi się zostać docenioną, uwielbiam pisać i sukcesywnie łączę moje hobby z pasją czyli psami.
Zapraszam oczywiście do przeczytania moich historii i ocenienia, wszelkie uwagi i propozycje biorę do siebie.



2 komentarze :

Zupełnie nie na temat - myszy rasowe!

Wiele o nich nie wie, niewiele o nich słyszało ale tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi ;-) otóż myszy rasowe proszę Państwa istnieją i nie są legendą!
Tak, tak. Myszy rasowe, i nie mówię tutaj o kolorowych myszkach ze sklepu zoologicznego ale o prawdziwych wystawowych pięknościach z rodowodami, wyhodowanymi w domowych hodowlach.
Myszami rasowymi zainteresiowałam się w 2006 roku, już w 2007 roku została zarejestrowana moja hodowla pod nazwą Nezumi, co po japońsku oznacza nic innego jak mysz :-)
Hodowla myszy rasowych w Polsce jest nadzorowana przez PMC czyli Polish Mouse Club który prowadzi księgę rodowodową, nadzoruje mioty, warunki hodowlane oraz organizuje wystawy. Myszki rasowe są różnych ras i odmian barwnych o nieco bardziej skomplikowanych nazwach niż te psie. W Polsce znajdziemy więc myszki ras:

Short Hair (sh) - myszy krótkowłose
Long Hair (lh) - myszy długowłose
Satin (s) - myszy o połyskującym
Astrex (a) - myszy o kręconym futerku
Rosette (rst) - włosy tworzą rozety
Fuzzy - myszy o krotkim, rzadszym, przypominającym filc futerku
Hairless - myszy łyse

Rasy myszek mogą się łączyć, np. short hair satin, short hair satin astrex, long hair satin, long hair satin astrex. Zwykle hodowcy używają skrótów więc mysz krótkowłosa będzie zapisana jako: sh a krótkowłosa satynowa: shs itd.
Myszy mają też wiele odmian barwnych, można je wymieniać w nieskończoność. Odmiany są połączone na grupy: self, tan&fox, ticked, shaded, pointed, marked, silvered.
Do grupy pierwszej zaliczają się myszy o jednoarwnym umaszczeniu futerka np. black, chocolate, red, dove, champagne. Większość kolorów z grupy self łączy się z grupą tan&fox. Tan jest to pomarańczowe ubarwienie brzucha a fox jest białym umaszczeniem brzucha, tak więc może być mysz o odmianie dove tan lub black fox.

Shs champagne tan 


Ja jestem wierną fanką myszy z grupy shaded&pointed. Należą do nich między innymi myszy syjamskie, udało mi się wyhodować dwa piękne mioty tej odmiany. Pierwszy miot przyszedł na świat w listopadzie 2007 roku
i urodziły się myszki w odmianach syjamskiej i syjamskiej niebieskiej (ssp i sbp). Następny miot przyszedł na świat niedawno, po w październiku tego roku, a w nim same syjamy niebieskie z których jestem bardzo dumna.

Sh blue burmese fox


Na czym polegają wystawy myszy?
Wystawy najczęściej organizowane są podczas targów zoologicznych oraz na wystawach kotów (o ironio!). Wystawcy przyjeżdżają z pojemnikami w których przywożą swoje piękności. Następnie podczas trwania wystawy podchodzą pomocnicy sędziego i wyjmują odpowiednie myszy by zanieść je do stołu sędziowskiego do oceny. Sędzia ocenia ich temperament, sierść, wielkość, wygląd ogólny, kolor, uszy, pyszczek, przyznaje punkty wypełniając kartę i jeżeli myszka zdobędzie odpowiednią ilosć punktów to dstaje tytuł Mł.Ch lub CAC.


Moje myszki oraz mioty można obserować na stronie hodowli www.nezumi.kgb.pl oraz w albumie http://picasaweb.google.com/liberinoctu/ .
Wszystkich zainteresowanych tym tematem zapraszam na przydatne strony:

2 komentarze :

Inteligencja psa

O psiej inteligencji można rozprawiać w nieskończoność, możemy nawet się spierać o to, które rasy pozostawiają inne psy w tyle pod tym względem.

Pewien znany kanadyjski psycholog, prof. Stanley Coren opublikował 10 najmądrzejszych ras psów. Oto lista:


1. Border Collie
2. Pudel
3. Owczarek niemiecki
4. Golden Retriever
5. Doberman
6. Owczarek szetlandzki
7. Labrador Retriever
8. Papillon
9. Rottweiler
10 Australian Cattle Dog


Po części zgadzam się z listą, zgadzam się z rasami z którymi miałam przyjemność się spotkać, poznać i na własne oczy zobaczyć ich zdolności. Bezapelacyjnie Border Collie jest na odpowiednim miejscu, mam wątpliwości co do niskiej pozycji Australian Cattle Doga ponieważ uważam, że rasa jest wyjątkowo zbliżona pod względem inteligencji do Border Collie. Uważam też że lista słusznie obala mit pudla, jako psa o karykaturalnym wyglądzie i małej inteligencji, mało kto pamięta że pudle były doskonałymi psami pracującymi a ich miejsce w IX grupie jest krzywdzące. Ale do rzeczy.

Czym jest inteligencja? według mnie to nie tylko szybkość przyswajania informacji przez psa, ale również umiejętność rozwiązywania problemów i sytuacji nieznanych przez psa, bez pomocy przewodnika.

Więc zadam tutaj kolejne pytanie, czy labrador jest psem inteligentnym?

Posłużę się przykładem labradora i teriera ponieważ takie psy posiadam i na co dzień szkolę.


Pierwszym moim psem był pudel, niestety nie miałam możliwości poznania rasy ponieważ byłam bardzo mała kiedy Ś.P Najka królowała w moim domu. Następnym już bardziej świadomym moim psem jest Ajs, mieszaniec terierów, i nikt mi nie powie że tak nie jest :-) Praca z terierem to przyjemność prawie tak wielka, jak praca z borderem. Terier opanowuje komendy w ekstremalnie krótkim czasie, często jednak stara się czytać mi w myślach i wykonuje wybraną przez niego komendę jeszcze przed moim poleceniem. Bardzo przyjemnie się szkoli te psy, widać w ich oczach zaangażowanie. Jednak nie wszystkie polecenia terier będzie chciał wykonać, częściej się buntuje i bardzo lubi sam decydować o końcu treningu. Teriery mają charakter i praca z nimi bywa trudna. Jednak nie sama nauka świadczy o inteligencji takiego psa. Ajs potrafi rozwiązywać wszystkie problemy i trudności sam, bez mojej pomocy, potrafi uciec i po tropie mnie odnaleźć, potrafi znaleźć łatwiejszą drogę której wcześniej nie widział. Posłużę się przykładem. Będąc na działce poszłam ze znajomymi na spacer zostawiając psa na podwórku z rodziną. Przeszłam przez siatkę sąsiedniej, opuszczonej działki, przeszłam przez działkę i przez kolejną siatkę, przeszłam przez pole i zawędrowałam 2 ulice dalej. Mój pies w tym czasie kombinował, jak uciec by mnie znaleźć ponieważ źle znosi moją nieobecność. Bez problemu wyciągnął kawał żelastwa który zakrywał podkopane przejście pod furtką, znalazł dziurę w siatce i wkroczył na działkę przez którą przeszłam, znalazł gdzieś w krzakach inne przejście by opuścić tę działkę i za moim tropem pobiegł za mną. Co prawda zajęło mu to trochę czasu, spotkałam go wracając na posesję. Z ciekawości obserwowałam jak z nami wraca, pokazał mi którędy przeszedł i jak sobie poradził. Świadczy to o jego niepodważalnej inteligencji.

Skupię się teraz na labradorze, kiedy Lary przybył do mojego domu miał 5 miesięcy. Zaczęłam jego szkolenie gdy tylko zadomowił się u mnie, co nie trwało długo bo przecież to labrador ;-) nauka podstawowych komend jak "siad", "leżeć" czy " łapa" trwała o wiele dłużej, niż w przypadku Ajsa. Dla porównania Ajs nauczył się siadu w 15 minut podczas gdy Laremu zajęło to 2 dni. Labradory jednak uczą się dokładnie, komendy wykonywane przez labradora nie są wykonywane chaotycznie, są dokładnie takie, jakie były mu wpajane. Labradory również dłużej pamiętają to, czego się nauczyły. Dodatkowo łatwiej skupić na sobie labradora niż teriera, laby nie mają też skłonności do takiego buntu i odmawiania wykonania ćwiczenia co wiele ułatwia. Również łakomstwo sprawia, że nie jest on wymagającym uczniem. Jednak co z inteligencją labradora?

Pewnie wszyscy miłośnicy rasy teraz będą chcieli mnie powiesić, ale labradory inteligentne nie są. Fakt, uczą się dokładnie, super sprawdzają się w niesieniu pomocy ludziom ale wszystko co robią, jest wyuczone przez przewodników, którzy mają anielską cierpliwość. Natomiast w sytuacjach w których labrador nie był uczony konkretnych zachowań pies po prostu jest skołowany i nie wie co robić, liczy na przewodnika.

Co nie zmienia faktu że kocham tą rasę, uwielbiam pracować z labradorami i cenię ich cechy charakterystyczne, jednak do bystrzaków nie należą i nazwałabym je raczej "ciepłymi kluchami" :-). Rasa jest idealna dla ludzi, którzy lubią kiedy pies jest zdany w całości na właściciela. Ja jestem taką despotką, i podoba mi się to, że jestem panią i władczynią która pozjadała wszystkie rozumy w oczach mojego psa .

2 komentarze :

Trochę o nagradzaniu i karaniu

Psy są materialistami. Wszystko co robią to robią po to, by zyskać jakąś korzyść. Dlatego z nami pracują za nagrody, mało tego - pozycjonują sobie korzyści na te ważniejsze i nie. Przykład - nagradzamy psa głaskaniem i głosem za wracanie, pies dostrzega w oddali innego psa i nam ucieka. Wołamy, cmokamy, gwiżdżemy ale pies ma nas w nosie. Dlaczego? większą korzyść osiągnął uciekając - zabawę z psem, niż wracają - marne głaski i czułe słówka.
Nagrodę należy dostosować do poziomu zadania, przed jakim stawiamy naszego psa. Wtedy możemy spodziewać się lepszych efektów naszej pracy. Upodobania psów są różne, niektóre psy nakręcają się bardzo na zabawki, inne na jedzenie, jeszcze innym wystarczy głos by były w niebo wzięte. Jednak większość psów nagrody klasyfikuje tak:

Super nagroda: jedzenie
Fajna nagroda:  zabawa zabawką z opiekunem
Średnia nagroda: pogłaskanie, poklepanie, podrapanie za uchem
Słaba nagroda: głosowa

Zacznę o nagrody najniższej wartości - głosowej. Pochwałę głosową można łączyć z każdą inną pochwałą, wręczając psu jedzenie, bawiąc się z nim, głaszcząc. Należy ją wyrażać entuzjastycznie, radośnie, ważna jest mimika twarzy. Musimy się naprawdę cieszyć, w końcu nasz pies zrobil coś dobrze! :-)
Średnią nagrodą jest pogłaskanie psa, warto ją łączyć z pochwałą głosową by podkreślić naszą radość z wykonanego ćwiczenia.

Co do pierwszych dwóch nagród można się spierać, niektóre psy uznają wyższość zabawki nad jedzeniem, inne odwrotnie. To my mysimy wyczuć która dla psa jest ważniejsza. Nagradzając psa zabawą musimy koniecznie mieć coś mega fajnego i trwałego, np. jakiś sznurek do przeciągania. Po dobrze wykonanym ćwiczeniu entuzjastycznie bawimy się nią z psem przez chwilę by zaraz wrócić do kontynuowania ćwiczenia.

Jeżeli chodzi o nagrodę w postaci jedzenia, to sprawa jest prosta. Większość psów kocha jedzenie, zjadają wszystko by instynktownie przetrwać. By pies mega chętnie pracował, nagradzamy go czymś co lubi a jak nasz pies lubi wszystko, to mamy z górki :-) np. ja Larego szkolę z powodzeniem zarówno na parówkę jak i na suchy chleb lub karmę prosto z jego michy co mu absolutnie nie przeszkadza. Ważne by nagroda była mała, pies musi ją przekłnąć na raz, nie ma czasu na długie przeżuwanie, w końcu to trening.

Karanie 

Jak każdemu (mam nadzieję) wiadomo, kary cielesne przeszły do lamusa na dobre. Ja jednak nie jestem 100% zwolenniczką szkolenia psa, bez okazywania dezaprobaty i nie uważam, że dla mojego psa brak nagrody jest karą. Używam dwóch rodzajów kar:

Głosowa: stanowczym, donośnym głosem mówię "nie!"
Cielesna: w ekstremalnych sytuacjach szarpnięcie za smycz, obrożę w celu przywołania psa do porządku

Kar używam stosunkowo rzadko. Nie karzemy psa za niewykonanie polecenia, powtarzamy je do skutku ale uważam, że można użyć kary kiedy pies np. zaczyna zjadać śmieci lub narzucać się gościom.

PS.
Pragnę z radością poinformować, że Barry o którym pisałam wcześniej trafi do nowego domu około 10 lutego! :-) teraz pozostaje znaleźć mu hotelik gdzieś blisko granicy niemieckiej gdzie będzie czekał na nowe życie, i trzymać za niego kciuki! 

0 komentarze :

Ostrożności nigdy za wiele

Idąc dzisiaj na popołudniowy spacer z psami zauważyłam dość niebezpieczną sytuację. Brali w niej udział dwaj właściciele ze swoimi psami, młodym owczarkiem niemieckim i berneńczykiem.

Spacerując z psami zwykle wybieram długą trasę prowadzącą do parku. Jest to bardzo długa ulica, z jednej strony jest szerokie, na oko 3 metrowe pasmo zieleni obok wojskowego budynku, po środku szeroki chodnik i po prawej stronie węższe, na oko 1,5 metrowe pasmo zieleni oddzielające ruchliwą dwupasmówkę. Ulica jest naprawdę niebezpieczna, samochody tam jadą bardzo szybko, zjeżdżają z wylotówki a na dodatek środkiem ulicy jeżdżą tramwaje. Idąc drugą stroną owej ulicy zobaczyłam scenkę, która w moich oczach mogła skończyć się tragicznie. Po wyżej opisanym chodniku i trawce oddawały się szaleńczej pogoni te dwa psy. Właściciele byli bardzo uradowani że ich psy mogą się pobawić ale byli pozbawieni wyobraźni. Od dwóch młodych szczeniaków nie można wymagać idealnego posłuszeństwa, gdyby te psy wybiegły na ulicę, prosto pod koła? dodatkowo już nie raz byłam świadkiem, jak ten samopas puszczony, młody owczarek uciekał za psami właścicielowi, który go gonił. Raz myślałam ze człowiek na zawał zejdzie, bo pies mu nawiał do agresywnego amstaffa. To strasznie ryzykowne.

Nie należy spuszczać ze smyszy psa, nad którym nie ma się kontroli.



Pokuszę się o przykład:

Kilka lat temu siedziałam w parku, nagle przede mną przebiegły dwa miniaturowe pieski - jakiś kundelek i biały pudelek. Za nimi roześmiane właścicielki, radośnie wołały nieposłuszne pieski które były głuche na ich nawoływania. Nagle ich śmiech przerodził się w nerwowe pokrzykiwania, rozpędzone psy zbliżały się do ulicy. Psy dalej w radosnych podskokach biegły a kobiety czerwone i przerażone je goniły. Kundelek przebiegł przez ulicę, pudelek nie zdążył. Potrącił go samochód a dwa kolejne po nim przejechały. Śmiech jego właścicielki zamienił się w tragiczny krzyk i płacz, podniosła bezwładne zwierzę i popędziła do najbliższej lecznicy. Wątpliwe jest to, że jej pupil przeżył.




Tak więc dbajmy o ruch naszych psów i zabawy, ale bądźmy ostrożni i miejmy wyobraźnię.

0 komentarze :

Schronisko

Wczoraj byłam w łódzkim schronisku, odwiedziłam Barrego. Barry to pies który czeka już od 3 lat, buda nr. 32 na dziedzińcu, metrowy łańcuch, przerażony pies.
Pojechałam tam, wyruszyłam nie wiedząc jak dojechać i dojść, dzięki uprzejmości ludzi jakoś trafiłam. To była moja druga wizyta tam, z pewnością nie ostatnia. Zadzwoniłam dzwonkiem przy furtce, bałam się trochę tam wejść, psie boksy są nawet przy wejściu. Weszłam do ciasnego budynku schroniska, tam klatki, uroczy szczeniak próbujący się przecisnąć przez pręty, starszy kundelek bez cienia emocji. I ten charakterystyczny brzydki i stary psiak spał w legowisku. Nikt go nie chce, schronisko stało się jego domem ale widać nieźle to znosi. W pokoju dyrektorki ciasnota, trzy starsze, niewidome psy bez szansy na dom. Nie przeszkadzało im to, tam miały namiastkę domu, na regale klatka z przerażonym królikiem.
Poszłam za opiekunką do Barrego, kazała mi iść ostrożnie, wychodząc tylnimi drzwiami zobaczyłam ogromny plac wysłany kostką brukową i masę bud, nie potrafiłabym chyba ich zliczyć. Przy nich psy na krótkich łańcuchach, jeden przy samych drzwiach, skakał na mnie jakby chciał złapać mnie i zatrzymać, reszta psów przywitała mnie głośnym szczekaniem, niektóre stały spokojnie ale większość miałam wrażenie, chciała mnie zaatakować. Nie zdziwiło mnie to, to sfrustrowane psy na łańcuchach a ja byłam obcym intruzem, ale to na pewno dobre psy. Nie musiałam daleko iść, buda była z prawej strony, prawie na końcu. Hałas nie pozwolił mi rozmawiać z opiekunką, mogłam tylko oglądać tego i wiele innych psów na łańcuchach.
Ta wizyta sprawiła, że podjęłam decyzję. Składam swoje CV i będę wolontariuszką w schronisku, wizyty tam są bardzo bolesne, ale jesteśmy odpowiedzialni za te psy. W tym momencie ciśnie mi się, by wyrecytować oklepany cytat z Małego Księcia "jesteśmy odpowiedzialni za to co oswoiliśmy".


Barry mieszka w schronisku już 3 lata, jest 7 letnim szaro-burym psem w typie owczarka. Jego pobyt w schronisku jest usłany przerażeniem i tęsknotą. Bardzo boi się obcych ludzi i innych psów, w budzie znajduje namiastę spokoju. Cały czas jednak żyje w przerażeniu, trudno opisać co ten pies czuje. Ten czas to dla niego jak wieczność. Znalazłam go przez przypadek na stronie schroniska i urzekły mnie jego smutne oczy, postanowiłam w miarę moich możliwości znaleźć mu kochający dom. Tak się składa, że na dogomani pewna polka przebywająca w niemczech szuka psa, jakiegokolwiek byleby kochać. Bez chwili zastanowienia zaproponowałam jej Barego, ku mojej wielkiej uciesze spośród wielu psów wybrała właśnie jego i innego pieska, Hienkę. Teraz musi podjąć decyzję. Dlatego odwiedziłam Barrego, chciałam go poznać i rzetelnie opisać. Teraz pozostaje trzymać kciuki.


Schronisko o Barrym:

" Duży Bary, a taki łagodny i delikatny. Boi się takich "strasznych " rzeczy jak aparat fotograficzny i czytnik do sczytywania microchipów. Delikatny Bary nie ma szczęścia do swojego domu. Stracił swój dom. W jego dokumentacji widnieje stara książeczka zdrowia. Jest to bardzo przykry widok, bo widać że kiedyś ktoś o tego psa dbał. Los zadecydował o jego życiu i Bary znalazł się w naszym schronisku. Bardzo prosimy o dom dla niego. 

1.10.2010 roku - Bary usiłuje przepraszać, za to czego nie zrobił, chyba wydaję mu się, że jak poda łapę, to odmieni się jego los. Bary prosi podając na przemian to jedną, to drugą łapę. On już tak długo czeka.... Bardzo Państwa prosimy o dom dla tego pięknego psa."


A oto on:






1 komentarze :

Niewidzialna ręka

Z pewnością wielu z Was zastanowiało się kiedyś, jak można naprawić świat lub chociaż go trochę zmienić. Często po głębszych zastanowieniach dochodzimy do wniosku że to niemożliwe. No bo jak w pojedynkę zmienić to wszystko? Ja jestem idealistką, wierzę że jeżeli na świecie każdy z nas wybrał sobie konkretną dziedzinę i starannie wypełniał dany obowiązek, to świat rzeczywiście byłby lepszy. Ja wybrałam sobie za życiowe zadanie pomoc zwierzętom. Niestety warunki nie pozwalają, bym mogła adoptować niechciane, psie i kocie nieszczęścia. Jednak tak się składa, ze w dobie internetu mam całkiem pokaźne możliwości.

Adopcja wirtualna
Większość schronisk ją umożliwia. Adopcja wirtualna polega na tym, że wybieramy sobie pieska (lub kotka ;) ) i co miesiąc wpłacamy na niego określoną kwotę, która zostanie przeznaczona na jego wyżywienie. Super opcja dla ludzi, którzy z jakiegoś powodu nie mogą zaadoptować a bardzo by chcieli. U łódzkim schronisku takie pieski są oznaczone na stronie, np. tutaj - http://schronisko.doskomp.lodz.pl/index.php?co=psy&nr=4191

Cegiełki i bazarki
Jedna cegiełka zwykle kosztuje 5 złotych i ratuje życie. Polega to na tym, że wolontariusze wystawiają na sprzedaż dyplomy lub zdjęcia po tej symbolicznej cenie, zbierając w ten sposób na hotelik lub operację. Takie cegiełki można znaleźć tutaj: ALLEGRO CEGIEŁKI . Serdecznie zachęcam do tego typu pomocy.
Na forach internetowych o zwierzęcej tematyce możemy również znaleźć bazarki. Są to licytacje przedmiotów, z których zysk zostanie przeznaczony na opisanego w aukcji psa lub kota. Możemy nabywając przedmiot pomóc potrzebującemu zwierzęciu przy okazji sami zyskując.



Pomóc w szukaniu domu
Wiele psów "wisi" na stronach internetowych schronisk, często na dalekich stronach, zapomniane czekają latami. Są zapominane, niechciane, gasną za kratami obozu smutku i śmierci. Tak być nie musi, internet to potężne narzędzie które można wykorzystać do niesienia pomocy innym. Takiego psa można zapromować, polega to na wykonaniu ogłoszenia, zamieszczeniu do niego zdjęć, można pobawić się formą, stworzyć wiersz, opowiedzieć psią historię a następnie dodawać na fora, portale ogłoszeniowe, tworzyć allegro. Szansa na psie szczęście wzrasta.

Zachęcam do niesienia w ten sposób pomocy, udowodniłam tym że wcale nie trzeba mieć warunków na trzymanie zwierzęcia w domu by pomóc mu w podobnym stopniu. Zapraszam również do organizowania zbiórek charytatywnych w swoich miejscach pracy lub szkołach! :-)

0 komentarze :

W deszczowe dni

Jest jesień, dni są coraz krótsze i za oknem przyprawia o smutek i melancholię ta ponura, butelkowa pogoda. Lary mimo, że jest labradorem wcale nie lubi wody pod każdą postacią. Owszem, toleruje ją w misce, w baseniku oraz a nawet przede wszystkim w stawie, ale ta spadająca z nieba wcale nie jest fajna. Podobne odczucia ma Ajs, z tym wyjątkiem że dla niego każda woda z innej postaci niż w misce to zło którego należy unikać. Nasze spacery zatem ograniczają się do przemykania i szybkiego zaspokajania ruchu i potrzeb fizjologicznych, a gdy tylko go przedłużam to oboje z położonymi po sobie uszami i smutno spuszczonymi ogonami spoglądają na mnie z wyrazem pyska "długo jeszcze?".

Jednak w domu nadal dają znać o swoich potrzebach, szczególnie Lary. Ten potrzebuje wyjątkowo dużo zainteresowania, jak każdy szanujący się labrador. Gdy już znudzi mu się drapanie za uchem lub po brzuchu zaczyna się nerwowo kręcić po pokoju, podawać łapę i mruczeć. On chce coś robić, on po prostu się nudzi. Tu zaczęło się rodzić w mojej głowie pytanie, co robić gdy pogoda za oknem znacząco utrudnia sprawę? musiałam wymyśleć coś, co możemy robić bezkarnie w domu, a mam to szczeście że mam w nim dużo miejsca. Odkopałam więc starą księgę, kupioną w Świecie Książki po promocji i zaczęłam grzebać. Ów księga zwie się "Podaj łapę, jak wyszkolić mądrego psa" i została napisana przez Angelę Wegmann. Każda opisana w nie sztuczka jest wzbogacona o oznakowania wskaujące na czas nauki, rozwój psychiczny psa, ile osób powinno brać w tym udział, jaką wiedzę powinien mieć przewodnik oraz jaką sprawność fizyczną powinien mieć przewodnik i pies. Zabrałam się do lektury i zaznaczyłam interesujące mnie sztuczki, od teraz będę miała zapas na najbliższe, smutno-jesienne dni.

Zanim jednak się do nich zabiorę, poćwiszę z Larym to, z czego mamy zaległości przy okazji ucząc Ajsa opanowania i czekania, oraz nie przeszkadzania w pracy mnie i Laremu. Zabraliśmy się więc do nauki komendy "noga" która w połączeniu z komendą "aport" i "zostań" ma dać efekt godny każdego retrievera. O dziwo po żmudnych treningach zaskoczyło, Lary świetnie czeka przy nodze, nie wyrywa się już za aportem, świetnie wraca i prawie równo siada. Problemem okazuje się jednak odpowiednio długie utrzymanie aportu w pysku (w tym wypadku pluszowego kota) i poprawne wykonanie komendy "noga". Ale po kolei.



Komenda "Noga!"


Wiele osób myli tą komendę z komendą "do mnie" lub po prostu myśli, że pies ma przyjść i usiąść przy nodze. Po części racja lecz komenda jest nieco bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Jest ona podstawą pracy każdego retrievera. Pies musi obejść przewodnika z prawej strony i usiąść idealnie równo i blisko lewej nogi przewodnika by czekać na dalsze polecenia. W praktyce wygląda to tak, ze sama nauka siadania psa równo, nie wiercenia się, nie odwracania się przodem do nas tylko siadania prosto jest dość trudna. Zaczynając uczyć psa wybieramy odpowiednie smakołyki i wołamy do siebie pupilka. Następnie prawą ręką zachęcamy psa by podszedł do nas z tyłu i szybko przekładając smakołyk do lewej ręki naprowadzamy psa do naszej prawej strony i kiedy stoi równo każemy mu usiąść. Jeżeli pies usiadł z tyłu to naprowadzamy go lub ewentualnie ustawiamy i sadzamy, to bardzo ważne by pies wyrobił sobie nawyk równego siadania. Zastępnie nagradzamy go, polecam do tego kliker, pozwala szybko zaznaczyć reakcję. Ćwiczenie powtarzamy do skutku.




Komenda "Zostań"



Bardzo ważny element który wykorzystuję podczas gdy pies wykonał już komendę "noga". Prawdę mówiąc pies powinien sam wiedzieć że trzeba czekać aż każę mu pobiec po aport ale na początku nauki ta komenda wiele ułatwia. Uczymy psa zostawać poprzez sadzanie go naprzeciw siebie. Mówimy psu głośno i wyraźnie "zostań" i odchodzimy na krok, jeżeli pies idzie za nami to zawracamy go i sadzamy i znowu to samo. Z czasem gdy już lepiej idzie odchodzimy coraz dalej. Zawsze to my wracamy do psa i go nagradzamy. Możemy również psa obchodzić dookoła, stawać z jego boku i jeżeli się nie ruszy - nagradzamy.



Komenda "Do Mnie"


W tej komendzie chodzi o to, by pies w każdej możliwej sytuacji do nas przybiegł i usiadł idealnie prosto przed nami. By to zrobił należy go zachęcić radośnie go wołając, klaszcząc i trzymając smakołyki. Ważne jest to, by trzymać w obu rękach smakolyk i raz karmić go z ręki lewej a raz z prawej by nigdy nie spodziewał się, skąd dostanie pierwszy smakołyk. Wtedy pies będzie siadał równo, w przeciwnym wypadku będzie siadał pod kątem tej dłoni, z której zwykle dostaje jedzenie.



Komenda "Aport"

Aport polega na ruszeniu po wskazany przedmiot po komendzie "aport", pewnym, głębokim chwycie przedmiotu i niesieniu go (bez pogryzania, przucania, wypluwania), zatrzymaniu się z pozycji siedzącej przed przewodnikiem i oddaniu go na komendę "daj". W praktyce nauka aportu polena na początku na nauczeniu psa trzymania go. Idziemy z pieskiem po naszej lewej stronie i mówiąc "aport" wręczamy mu przedmiot do pyska po czym mówiąc "daj" odbieramy go. Jeżeli pies nie chce oddać to nie szarpiemy się z nim, staramy delikatnie odebrać, ewentualnie wyjmując mu go z kufy. Ważną umiejętnością psa jest nauczona komenda "do mnie" podczas której pies do nas przybiega i siada równo przed nami. Jeżeli to piesek umie, to rzucając aport i mając psa zapiętego na długiej smyczy wydajemy polecenie "aport" a następnie wołamy "do mnie" i zachęcamy radośnie psa by przybiegł, smycz jest po to by pies nam nie uciekł z aportem i by móc go ewentualnie naprowadzić.


Następnym razem opiszę ciekawe sztuczki takie jak "wstydź się", "czołgaj się" oraz jak nauczyć psa początków tropienia :)

0 komentarze :

Sprawdż czy labrador jest dla Ciebie!



Wiele pisze się o zaletach labradorów, wszędzie są one promowane jako psy rodzinne o łagodnym usposobieniu i olbrzymiej inteligencji. To fakt, nie bez powodu labradory spełniają się doskonale jako dogoterapeuci, przewodnicy oraz psy myśliwskie. Nie może nam umknąć również fakt, że od 18 lat jest w czołówce najpopularniejszych ras, a jego popularność ciągle rośnie.

Niewątpliwie mają wiele zalet, które sprawiają, że większość odpowiedzialnych właścicieli poradzi sobie z ich wychowaniem. Decydując się na labradora pewnie usłyszysz, że:

- są to psy łagodne - to prawda, labradory mają praktycznie wyeliminowaną nieuzasadnioną agresję co sprawia że są bardzo pogodnymi i przyjaznymi psami, oczywiście należy pamiętać, że zdarzają się osobniki agresywne.

- są to psy idealne dla dzieci - tak, dobrze wychowany labrador to pies idealny dla dziecka, jest spokojny i delikatnie się obchodzi z maluchami. Jednak nie zwalnia nas to z obowiązku kontrolowania zabaw dziecka z psem, należy pamiętać że to nadal jest zwierzę.

- labradory szybko się uczą - tak, doskonale przyswajają wiedzę i chętnie pracują z przewodnikiem, należy jednak pamiętać że labrador nie rodzi się z tą wiedzą, dobre wyszkolenie psa to wiele pracy i ćwiczeń, nie ma nic za darmo.

- nie są szczekliwe - większość labradorów nie szczeka, jeżeli nie ma takiej potrzeby co jest ich duża zaletą, oczywiście zdarzają się wyjątki.

- są oddane właścicielowi.

- nadają się do mieszkania w blokach - pod warunkiem zapewniania mu dużej ilości ruchu, labradorowi jest dobrze wszędzie tam, gdzie ma swojego właściciela.

- akceptują inne zwierzęta domowe - są nawet w stanie się z nimi zaprzyjaźnić.

Istnieją też ujemne strony posiadania tej rasy (wiele z nich to plus dla prawdziwych psiarzy):

- większość labradorów jest bardzo wylewna, musimy liczyć się z tym, że mogą swoją miłość okazywać w denerwujący, przesadny sposób a czasem nawet brutalnie, ponieważ nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że nie ważą 3 kilo tylko 30.
- potrzebują bardzo dużo ruchu, są bardzo energiczne i potrzebują się codziennie wybiegać, należy zapewnić jak najwięcej spacerów połączonych z wysiłkiem zarówno fizycznym jak i psychicznym.

- labrador znudzony = labrador niszczący, to nie są psy, które mogą zostawać same w domu po 8 godzin dziennie, szybko się nudzą i często poszukują atrakcji na własną łapę np. niszcząc buty, meble i inne przedmioty w ich zasięgu, a zasięg mają spory...

- labrador potrzebuje stałego kontaktu z właścicielem, to psy które lubią bliskość z człowiekiem, absolutnie nie nadają się do kojca z dala od człowieka.

- są bardzo łakome, bardzo przydatna rzecz w szkoleniu ale należy uważać, ponieważ mają skłonności do tycia.
- zdecydowana większość labradorów to zbieracze/śmieciarze a co za tym idzie, nieustające wyciąganie z pyska kości, kromek chleba i wszystkiego innego, co możemy napotkać na spacerze, niezwykle ciężko tego psa oduczyć.

- labradory to psy myśliwskie, należy o tym pamiętać na leśnych spacerach bo łatwo mogą złapać trop lub puścić się pędem za zwierzyną.

- wolno dorastają, labrador może być mentalnie szczeniakiem do 3 roku życia a nawet cale życie.

- labradory są bardzo ufnymi psami, są łatwym łupem dla złodziei, którzy chętnie wzbogacą się na naszym piesku.

- są to psy duże i masywne, labrador nienauczony chodzenia na smyczy to nie lada problem dla właściciela a gdy szarpnie się np. do innego psa to potrafi narobić niezłych szkód, znam przypadki złamania ręki właścicielowi przez labka, przewrócenia a w najlżejszym wypadku nadwyrężenia ręki.

- utrzymanie labradora to duży koszt, odpowiednia karma to koszt 200 zł miesięcznie, należy dodać do tego wizyty u weterynarza i leki, ponieważ labradory mają skłonności do zapaleń oczu i uszu, na początku trzeba również nastawić się na koszty związane ze zniszczeniami w domu, w moim wypadku były to płyty dvd, karnisze od lamp, nowa wykładzina, poobgryzane ściany i wiele innych.

- mając labradora należy zapomnieć o czystym na błysk domu, nie należą one do czyścioszków, lubią roznosić jedzenie po całym domu a gdy napiją się wody to kapie im z pyska co doskonale odbija się na pięknym parkiecie, do tego dochodzi linienie 2 razy w roku, a że mają gęstą sierść to będzie ona w calutkim domu przez dość długi okres, o dywanikach można wtedy zapomnieć. Nie wspominam już o brudach jakie przynoszą do domu ze spacerków.

Jak widać, labrador to nie tylko modny, śliczny pieseczek ale i pies pracujący i posiadający wiele wymagań. Wiele ludzi decyduje się na nie z powodu mody a później żałuje dokonanego wyboru. Decydując się na jakiegokolwiek psa trzeba przemyśleć poważnie sprawę. To co zaprezentowałam to tylko część tego, co spotyka właściciela labradora, jeżeli choćby jeden punkt Cię zraża - wybierz inną rasę, labrador nie jest dla Ciebie.

Dobrze wyszkolony labrador to pies złoto, jednak zanim stanie się tym złotem trzeba przejść wiele, a jego wiedzę utrwalać przez całe jego życie.

Dla zainteresowanych rasą polecam film i książkę "Marley i Ja" jest bardzo prawdziwa wcale nie przesadzona. To wszystko co napisałam jest na podstawie doświadczeń z moim labradorem.
Oczywiście wszystko to dotyczy rasowych, czyli rodowodowych labradorów.

Apeluję! Jeżeli zdecydujesz się na labradora i nie chcesz wydać 1000 złotych na psa nie wybieraj pseudohodowli! Na forach o labradorach jest wiele psów do adopcji, które padły ofiarą mody!



Mój artykuł z

http://pies.onet.pl/29387,26,0,sprawdz_czy_labrador_jest_dla_ciebie,artykul.html

4 komentarze :

Na początek




Na początek chcę się przedstawić. Nazywam się Fauka, pod tym nickiem można mnie znaleźć wszędzie tam, gdzie jestem. Zdjęcie powyżej przedstawia mnie wraz z moim szalonym labradorem - Larym. Na codzień jestem licealistką, w tym roku zdaję maturę, oprócz tego zajmuję się moimi psami Larym oraz Ajsem oraz hobbystyczną hodowlą myszy rasowych Nezumi którą założyłam w 2007 roku. O czym będzie ten blog? z pewnością o tym, co zajmuje najwięcej mojego czasu, zatem będzie tutaj dużo psów, kotów, myszy, czasem moje drobne komentarze na temat realiów, rzeczy które pragnę przekazać i zdanie, które będę chciała by było usłyszane. Oprócz wcześniej wymienionych rzeczy interesuję się również fotografią, webdesignem oraz dziennikarstwem. Oprócz mnie zagoszczę tutaj:


Lary (labrador retriever) - uroził się 10 września 2008 roku w hodowli Sfora od Wiktora znajdującej się w Aleksandrowie Łódzkim. Labrador to moja ukochana rasa, czekałam na takiego psa 10 lat by 15 lutego 2009 roku mógł do mnie trafić. Lary to typowy labrador w wyglądu i zachowania. Jest wulkanem przynaznej, często nadgorliwej energii, lubi pracę ale lubi również głuchnąć na niektóre polecenia. Zadebiutowaliśmy na wystawie międzynarodowej w Łodzi w 2009 roku. Mieliśmy również okazję być na obozie szkoleniowym Aport prowadzonym przez Joannę Bohdziun oraz ćwiczyć frisbee z borderami ;) w mojej głowie nadal kłębią się pomysły na pozytywne spędzanie wolnego czasu które mam zamiar wykorzystać.



Ajs (kundelek) - obecnie ma 8 lat, trafił do mnie podczas roźnego listopada z 2003 roku. Jest bardzo energiczny, zwinny i zwrotny, przeszkodą w jego niedoszłej karierze sportowca okazał się problem ze skupieniem w miejscach o wysokim rozproszeniu oraz mało przyjazne nastawienie do innych psów oraz ludzi. O tym że ma w sobie namiastkę teriera mówi lekko sznaucerowaty wygląd oraz twardy, nieustępliwy charakter i gadatliwosć ;)



Fretka (po prostu kot) - kotka trafiła do nad pod koniec sierpnia tego roku jako śliczna, 3 miesięczna puchata kulka. Urodziła się w domku stojącym tuż obok lasu Łagiewnickiego, jej mama prawdopodobnie została porzucona i okociła się w piwnicy bardzo miłuch ludzi, którym na sercu leżało dobro zwierząt. Znaleźliśmy w internecie ogłoszenie i Fretka trafiła do nas. Jest spokojną, dostojną kotką pieszczochą. Potrafi jednak pokazać psu gdzie jest jego miejsce albo po prostu... okazać mu miłosć ;)



Rudzik (kot w typie persa) - trudno określić którego roku do nas trafił, został zabrany od sąsiadki, która bardzo kochała swoje kotki perskie, rozmnażała je i nie zauważała tysiąca pcheł na ich futerku czy skołtunionej sierści. W momencie zabrania go był skrajnie wyczerpany od pcheł, mogło się skończyć to dla niego fatalnie. Teraz jest dorosłym kastratem, wolny czas spędza na spaniu, wołaniu jedzenia lub snuciu się niczym zjawa po mieszkaniu.

0 komentarze :

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .