Jak sąsiad z sąsiadem


Mieszkam w kamienicy, chwalę sobie wielce sąsiadów. Mamy wszyscy świetny ze sobą kontakt, nie tylko "Dzień dobry" ale odwiedzamy się, rozmawiamy, pomagamy sobie w remontach, w problemach z elektroniką a nawet w składaniu mebli. Sąsiadów tylko pozazdrościć.

Niestety jest pewien wyjątek, nowi sąsiedzi. Nie twierdzę że nowi sąsiedzi to zło konieczne, przeciwnie. Bardzo fajni sąsiedzi wprowadzili się do 9, pani Magda uczyła mnie angielskiego a jej synek czasami do nas wpada. Mają również świetnie ułożoną labradorkę. Generalnie akceptuję wszystkich sąsiadów jeżeli nie przekraczają pewnych granic, a w tym jednym wypadku granica została dzisiaj przekroczona.


Sąsiedzi spod 3 mają czarnego psa w typie pudla. Oczywiście, wszyscy mają całe szczęście prawo do trzymania u nas w domu psa. Jednak o ile pani od Mikusia czy pani od Buni trzymają swoje psiaki tak jak i my, na smyczach i wyprowadzają na spacer dalej niż podwórko-parking to państwo od pudelka Maksia za nic mają sobie ogólnie przyjęte normy. Nikt nikomu przeszkadzać nie chce, dbamy o czystość i spokój. Straszne jest jednak to, że nagle przychodzi ktoś nowy i wszystkie przyjęte zasady depcze. Mieszkająca tam rodzina składa się z żony, męża, teściowej i dwójki malutkich dzieci, i oczywiście psa. O ile głowa rodziny czyli pan od Maksia trzyma psa na smyczy i wyprowadza, to reszta ma sobie ową zasadę za nic. Maks jak i właścicielki nie uznają smyczy oraz spacerów dłuższych niż podwórko i z powrotem co skutkuje dość śmierdzącą i nieposprzątaną sprawą tuż pod podeszwami właścicieli aut. Na domiar złego Maks do najmilszych piesków nie należy, i tu zaczyna się poważniejszy problem. Pies wykorzystuje każdą możliwą okazję by zaatakwać, skarżymy się my i inni właściciele z naszej wspólnoty. Maks atakuje na klatce schodowej, na podwórku a nawet w bramie podczas gdy ja wychodzę z moimi psami. Atakuje bardzo agresywnie i zawzięcie, moje psy nie są dłużne. Jednak nie wiem czy właściciele małego pudla zdają sobie sprawę, co przechodzę wtedy ja trzymając 45 kilogramowego zdenerwowanego psa. Mimo wielu awantur i tłumaczeń nic nie daje porządnego skutku. Dzisiaj zagroziłam policją i poprosiłam o książeczkę zdrowia. Efekt? sąsiad przyszedł tłumaczyć się za teściową, sąsiad który akurat psa wyprowadza tak jak trzeba...

Liczę że poprawią się i sąsiad przemówi do rozsądku teściowej, która wyżej stawia papierosa niż bezpieczeństwo swojego psa i innych. Nikt nie lubi awantur, nikt nie chcę się kłócić.

O autorce

Fauka
Uwielbiam psy, fotografię i grafikę komputerową... i wspominałam że uwielbiam psy? Mogę o nich mówić i pisać godzinami, i robię to tutaj. Jeżeli chcesz mnie odnaleźć to szukaj w parkach, moim znakiem charakterystycznym jest tłusty labrador i kieszenie wypchane śmierdzącymi smakołykami.

0 komentarze :

Template by Clairvo Yance
Copyright © 2012 Zdaniem psa and Blogger Themes .